WIADOMOŚCI
WYWIAD: Drew McOnie o tym, jak tchnąć w musicale taniec
Opublikowano
Autor:
douglasmayo
Share
Drew McOnie. Fot. Pamela Raith Rozmawiając z choreografem Drew McOnie'em, trudno nie poczuć tej młodzieńczej energii i pasji, a talent tego młodego twórcy teatralnego budzi prawdziwy podziw. To postać, która przyciąga! Douglas Mayo spotkał się z nim na krótką rozmowę o jego przeszłości, obecnych projektach i planach na przyszłość. Co sprawiło, że wybrałeś choreografię zamiast kariery tancerza?
U mnie było to trochę na odwrót – uczyłem się tańca po to, by poznać słownictwo niezbędne do tworzenia własnych układów. W efekcie złapałem tanecznego bakcyla i tak to się zaczęło. Uwielbiałem oglądać spektakle, ciągle tańczyłem i sam wymyślałem przedstawienia; występy mocno na mnie oddziaływały. Jako mały chłopiec wychodziłem z teatru, myśląc: „chciałbym, żeby to był mój pomysł” albo „szkoda, że to nie ja ułożyłem tę choreografię”, zamiast marzyć o tym, by zaśpiewać daną piosenkę czy zatańczyć tę konkretną partię.
Potem były te wszystkie okropne szkolne przedstawienia na boisku. Moim największym niewypałem był „Józef i cudowny płaszcz snów w technikolorze”, na który nikt nie przyszedł. Od tego czasu po prostu uczyłem się w trakcie pracy.
Obsada "In The Heights". Fot. Johan Persson Od czego zaczynasz, gdy dostajesz zlecenie na choreografię do spektaklu? Choreografów zazwyczaj zatrudnia się do stworzenia bardzo konkretnego stylu ruchu. Bardzo wcześnie zdałem sobie sprawę, że nie chcę być zaszufladkowany. Myślę, że różnorodność jest kluczem w choreografii teatralnej.
Jako tancerz czerpałem radość z wielu różnych stylów, więc jako choreograf chciałem być kojarzony z wszechstronnością. Kiedy pojawia się nowy projekt, najbardziej ekscytują mnie tytuły, które budzą we mnie lęk – tak było w przypadku „In The Heights”.
Musiałem się mnóstwo nauczyć, żeby udźwignąć taki spektakl. Mam nadzieję, że dzięki temu staję się lepszym artystą.
Przy jakich projektach lubisz pracować najbardziej? Uwielbiam te, w których taniec niesie ze sobą narrację. Możliwość wykorzystania ruchu do stworzenia języka wizualnego jest niesamowicie ekscytująca. Jak podchodzisz do nowego tytułu? Doświadczeni choreografowie często wspominają o współpracy z aranżerami tańca i mają wypracowane metody pracy. A jak to wygląda u Ciebie?
Katy Lowenhoff jako Gin i Simon Hardwick jako Tonic w spektaklu „Drunk”. Fot. Marc Hankins
Kocham współpracę z muzykami, kompozytorami i aranżerami. Niektóre z moich najlepszych prac, z których jestem najbardziej dumny, powstały dzięki bliskiej relacji z kierownikiem muzycznym. Wspólnie u kształtowaliśmy muzykę i ruch tak, by współgrały w idealnej harmonii.
Niedawno założyłeś własny zespół taneczny. Opowiesz nam coś o The Drew McOnie Company?
To było moje marzenie od zawsze. Ten zespół powstał, by celebrować wszechstronność wykonawców teatru muzycznego oraz ich unikalną zdolność do gry aktorskiej i opowiadania historii poprzez ciało. Zdałem sobie sprawę, że nie było kompanii, która stawiałaby taniec musicalowy w centrum uwagi. Chciałem więc miejsca, w którym ci niesamowici tancerze mogliby się spotkać i dzielić wspólną pasję.
To filozofia rodem z „A Chorus Line” – spektakl budowany wokół niezwykle utalentowanych i wyszkolonych artystów. To ludzie, którzy w musicalach często trafiają do zespołu (ensemble), a jeśli mają szczęście, mogą zaistnieć tylko na chwilę podczas wstawek tanecznych.
Otrzymaliśmy szansę od Old Vic, co jest ogromnym wyróżnieniem. To prestiżowe, kreatywne miejsce, a ich entuzjazm i wsparcie dla naszej firmy są po prostu nadzwyczajne.
Pracujesz obecnie nad nową produkcją „Jekyll and Hyde”. Zdradzisz nam szczegóły?
To niezwykle ekscytujący projekt, który właściwie nie wychodzi mi z głowy. Mamy za sobą pierwsze warsztaty, a po Bożym Narodzeniu przygotowujemy się do kolejnych. To tytuł, o którym znów jest głośno, choćby dzięki nowej produkcji ITV. Muzykę komponuje Grant Olding, z którym współpracowałem przy „Drunk” – doskonale się rozumiemy, to prawdziwe porozumienie dusz. Spektakl będzie mocno osadzony w estetyce musicalowej, mroczny, z odważnym, zmysłowym charakterem. Muzyka to genialne połączenie elektroniki z dęciakami w stylu swingowym. Mamy 12 genialnych tancerzy. Przy takiej liczbie projektów, udaje Ci się w ogóle sypiać? „In The Heights” jest grane w King’s Cross Theatre, trwają próby do The Lorax – świątecznego spektaklu w Old Vic, a nowa produkcja „Hairspray” objeżdża właśnie Wielką Brytanię. Do tego dochodzi Jekyll and Hyde. Zapewniam, że to wszystko sprawia, że kładę się spać bardzo szybko. Czy masz jakieś wymarzone tytuły, które chciałbyś zrealizować? Są klasyki, które marzą się każdemu choreografowi, jak „Deszczowa piosenka”, ale tym, co najbardziej mnie kręci, są nowe dzieła. Mam ogromny szacunek dla mistrzów takich jak Jerome Robbins, Bob Fosse czy Michael Bennett. Kiedy mierzysz się z tytułem, który wyszedł spod ich ręki, zawsze patrzysz przez filtr ich geniuszu. Prawdziwą radością byłaby praca nad czymś, gdzie mogę wykreować choreografię w całości z własnej wyobraźni, a nie tylko reinterpretować klasyki. Nie mogę się tego doczekać. REZERWUJ BILETY JUŻ TERAZ NA IN THE HEIGHTS, THE LORAX, HAIRSPRAY (TRASA) LUB JEKYLL AND HYDE
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności