Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

Wywiad: Vicky Graham o spektaklu Breeders w St James Theatre

Opublikowano

Autor:

emilyhardy

Share

„Breeders” autorstwa Bena Ockrenta. Od lewej: Angela Griffin, Nicholas Burns, Tamzin Outhwaite i Jemima Rooper. Zaledwie kilka dni przed premierą sztuki „Breeders” Bena Ockrenta w St James Theatre, producentka Vicky Graham opowiada nam o tym, co ten projekt dla niej znaczy i dlaczego wybrała ścieżkę produkcji jako swój wkład w przyszłość teatru. Dlaczego „Breeders”? „Zalążek pomysłu na „Breeders” przedstawiono mi pod koniec ubiegłego roku. Ben Ockrent (autor, którego znałam jeszcze z czasów pracy w Theatre503) został poproszony o oddanie nasienia swojej przyjaciółce i jej partnerce, które chciały założyć rodzinę. Rozważając, czy i jak mógłby im pomóc, dostrzegł w tym świetny punkt wyjścia dla dramatu. Przedstawiłam ten jeszcze embrionalny pomysł organizacji Stage One miesiąc później, a gdy trafiliśmy na krótką listę, zamówiłam napisanie sztuki. Na szczęście dla nas, pod koniec marca wybrano „Breeders” na otwarcie sezonu One Stage we wrześniu. Nic tak nie motywuje do pracy, jak świadomość, że od pierwszej wersji tekstu do wieczoru premierowego dzieli cię zaledwie pięć miesięcy!”

Co początkowo przyciągnęło Cię do sezonu One Stage?

„Sezon One Stage to dla producenta oferta niemal nie do odrzucenia. Inwestycja Stage One w każdy ze spektakli sprawia, że wystawienie sztuki w dużym teatrze, takim jak St. James, staje się finansowo realne, a dodatkowo udział w tym cyklu zapewnia nadzwyczajne wsparcie branżowe i szansę na prestiżową prezentację. One Stage pozwala mi na rzecz rzadko spotykaną – na premierę nowej komedii w kontekście komercyjnym, przy zachowaniu obsady, zespołu kreatywnego i oprawy produkcyjnej, które uważam za najlepsze dla tego tytułu. „Breeders” pozostaje ryzykownym przedsięwzięciem, ale produkcja na taką skalę po prostu nie byłaby możliwa bez tych środków, mentoringu i ogromnego kredytu zaufania”.

Co masz nadzieję osiągnąć poprzez produkcję teatralną?

„Zanim zajęłam się produkcją, reżyserowałam spektakle. Myślę, że powodem przejścia do produkcji jest to, że bardziej interesuje mnie decydowanie o tym, jakie historie, postacie i produkcje są prezentowane widzom, niż to, w jaki dokładnie sposób się to dzieje. Teatr to starożytna forma sztuki – nie boję się, że zniknie – martwię się jednak, że może wyjść z mody. Musimy ciężko pracować, aby teatr był lepszą propozycją niż wieczór z Netfliksem. Uważam, że zadaniem następnego pokolenia producentów jest tworzenie teatru angażującego, stanowiącego wyzwanie, rozrywkowego i aktualnego – i ja wybieram drogę poprzez produkcję zupełnie nowych dzieł dynamicznych artystów. Nie ma nic bardziej ekscytującego niż dialog między nową, świetną sztuką a jej pierwszą publicznością”.

„Breeders”: Jemima Rooper, Tamzin Outhwaite i Nicholas Burns. Fot.: Manuel Harlan

„W tej chwili, gdy wchodzimy w tydzień produkcyjny, skupiam się na przygotowaniu spektaklu dla widzów i trudno mi wybiegać myślami poza wywołanie pierwszego salwy śmiechu. W perspektywie średnioterminowej chciałabym, aby artyści zostali docenieni, a niezwykli ludzie, którzy zainwestowali w ten projekt, otrzymali zwrot finansowy. Patrząc w przyszłość, oczywiście marzę o tym, by „Breeders” miało bardzo długie życie na scenie. Chciałabym, aby to zaowocowało kolejnymi sztukami Bena i kolejnymi produkcjami pod szyldem VGP”.

Z jakimi największymi wyzwaniami musisz się mierzyć, budując swoją pozycję jako producentki?

„Zabrzmi to przewidywalnie, ale główne wyzwania mają charakter finansowy. Prawdą jest to, co mówi się o produkcji: trudno z niej wyżyć, ale można na niej zbić majątek. Muszę przyznać, że podwójnie utrudniłam sobie życie, decydując się na niezależną produkcję (zamiast pracy w konkretnym teatrze czy regularnie dotowanej organizacji) oraz stawiając na nową dramaturgię. Skoro trudno jest zebrać fundusze na każdy spektakl, to generowanie stałego dochodu dla siebie samej graniczy z cudem. Każda produkcja wymaga innego procesu rozwoju, innego zespołu ludzi i innego modelu finansowego, więc choć ta różnorodność cieszy, jest również niezwykle wymagająca. Wśród artystów panuje wiele nieporozumień co do tego, kim jest i co robi producent, a instytucje i teatry darzą niezależnych producentów niemal równą nieufnością. Nie należę jednak do osób narzekających i jestem wdzięczna za takie okazje jak One Stage, by po prostu działać, wystawić sztukę i mieć nadzieję, że ta praca zaowocuje kolejnymi projektami”.

Dlaczego ten projekt jest dla Ciebie tak wyjątkowy? 

„To był całkowicie szalony, ale genialny proces i z tego powodu jest dla mnie wyjątkowy. Moje zadanie ułatwił mi wymarzony zespół kreatywny pod wodzą wspaniałej Tamary Harvey. Każdy tak hojnie dzielił się swoim czasem i talentem, że mimo iż większość z nas pracuje ze sobą po raz pierwszy, czuję, że szybko stworzyliśmy własną, alternatywną rodzinę. „Breeders” to przede wszystkim kawałek rozrywki, ale to historia, która rezonuje z tak wieloma ludźmi. Nigdy wcześniej nie pracowałam przy spektaklu, który tak bardzo prowokowałby do dyskusji. To niezwykłe, jak wiele osób zmaga się z tymi samymi problemami. Jestem dumna, że to sztuka z trzema złożonymi postaciami kobiecymi i jako pierwsze zlecenie Vicky Graham Productions, które trafiło na scenę, zawsze będzie bliska mojemu sercu”.

„Breeders” otwiera sezon Stage One w teatrze St James

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS