Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Alles Schwindel, Maxim Gorki Theater w Berlinie ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Udostępnij

Vidina Popov i Jonas Dassler. Fot. Esra Rotthoff Alles Schwindel

Maxim Gorki Theater, Berlin,

22 grudnia 2017

5 gwiazdek

Kiedy ktokolwiek w Wielkiej Brytanii kojarzy nazwisko Mischy Spoliansky’ego, zazwyczaj dzieje się to w kontekście jednych z najbardziej lubianych filmów złotej ery brytyjskiego kina. „The Happiest Days of Your Life” i „Kłopoty w sklepie” to tylko niektóre z niezwykle popularnych komedii, do których napisał muzykę. Dramaty takie jak „Święta Joanna”, przygodowy „Północny szlak” czy niefigurujący w napisach „Kopalnie króla Salomona” pokazują, że równie dobrze radził sobie w innych gatunkach. Podejrzewam jednak, że nikt nie pamięta jego wcześniejszej kariery – zanim wraz z rodziną miał szczęście uciec przed prześladowaniami Żydów w hitlerowskich Niemczech, gdzie był jedną z czołowych postaci teatru muzycznego Republiki Weimarskiej. Prawdę mówiąc, nawet w Niemczech odkrywa się go na nowo dopiero teraz; garstka produkcji jego dzieł pojawia się tu i ówdzie, długo po jego śmierci w Londynie w 1985 roku (gdzie ostatnią ścieżkę dźwiękową stworzył w 1973 r.) i 80 lat po czasach, gdy był potęgą, z którą należało się liczyć.

Z ogromną przyjemnością odkrywa się więc tę zdumiewającą perłę komedii muzycznej, wystawioną po raz pierwszy – i ostatni – w 1931 roku. Wątła fabuła, krucha konstrukcja złożona z ogranych motywów komediowych o biednych ludziach udających kogoś bogatego i wpływowego, nie jest czymś, co powinno nas długo zajmować i tak też się dzieje. Jest to jednak wspaniały szkielet, na którym zawieszono prawdziwą dekonstrukcję pozoru i prawdy w komedii obyczajowej, która mogłaby zostać napisana wczoraj. Za to należą się podziękowania genialnemu zespołowi pod kierownictwem reżysera rezydenta Christiana Weise. Jego nadzór nad wznowieniem tej błahostki sprawia, że doświadczenie jej ożywienia wchodzi w sferę sztuki wysokiej, co w teatrze muzycznym jest prawdziwą rzadkością.

Reszta zespołu wspiera to przedsięwzięcie serią osiągnięć, które stymulują umysł równie mocno, co olśniewają zmysły. Kluczowe znaczenie ma tu kierownictwo muzyczne Jensa Dohle: jego aranżacje gwałtownie przeskakują między epokami i stylami, rzadko zatrzymując się na dłużej w jednym, jasnym nastroju. W jakiś sposób jednak nadaje on temu wszystkiemu sens, wplatając w całość wszystko – od charlestona po R'n'B. Podobnie eklektyczne i zaskakujące efekty choreograficzne wyczarował obdarzony nieposkromioną wyobraźnią inny stały współpracownik Weise, Alan Barnes, absolwent Dance Theater of Haarlem oraz zespołu Arniego Zane’a i Billa T. Jonesa. Dzięki uderzająco ekspresjonistycznej – i dość współczesnej – dwuwymiarowej scenografii Julii Oschatz, kostiumom Adriany Bragi Peretzki i Franka Schönwalda, a także wspaniałemu oświetleniu Jensa Krügera i genialnym projekcjom Oschatz i Jessego Jonasa Krachta, jest to produkcja, która wywiera oszałamiające wrażenie wizualne.

W samym centrum tego wszystkiego obsada jest równie wyrazista. Wieczorem, w którym uczestniczyłem w spektaklu, dodatkowych emocji dostarczyła nagła niedyspozycja odtwórcy głównej roli męskiej, Jonasa Dasslera. W ostatniej chwili poinformowano nas, że zachorował, a zastąpił go Theo Trebs, który wykonał wręcz niewiarygodną pracę, ucząc się tekstu, piosenek, tańców i skomplikowanego ruchu scenicznego w locie... Zaraz, zaraz – czy to naprawdę było ty, na co wyglądało, czy może wszystko było wielkim szwindlem... „Alles Schwindel”? Kto wie. Niezależnie od faktycznej przyczyny zamieszania, doprowadziło ono do coraz bardziej kuriozalnych interwencji, nie tylko ze strony samego reżysera, który kilkakrotnie pojawiał się na scenie, by wyjaśniać nam, co się dzieje, ale także przez dziwnie wtrącających się członków ekipy technicznej, inspicjenta (który coraz bardziej wciągał się w akcję) i innych osób, które coraz trudniej było zidentyfikować.

Dość powiedzieć, że Trebs przeszedł samego siebie, podobnie jak urocza Vidina Popov, grająca jego wybrankę. Te dwie postaci jako jedyne nie musiały grać wielu ról. Reszta ansamblu musiała wcielić się w nawet pół tuzina postaci. Prawdziwą perełką był Oscar Olivo, który regularnie wychodził z roli, by zwracać się do publiczności i komentować swoje pochodzenie oraz najnowszą postać (lub rzecz), którą kazano mu zagrać. Duża część tekstu, napisanego w brawurowej, burleskowej manierze przez Marcellusa Schiffera z masą zabawnych dowcipów, opierała się na dobrej znajomości berlińskiego dialektu. Nie musi to być oczywiście barierą w podróżowaniu spektaklu – pomocne angielskie napisy ułatwiały zrozumienie i docenienie sztuki międzynarodowej widowni. W ten sposób daliśmy się wciągnąć w cudownie zwariowany świat stworzony przez Mareike Bezkirch, Alexandra Darkowa, Johanna Jürgensba, Jonathana Kempfa, Svenję Liesau, Catherine Stozan, Arama Tafreshiana i Mehmeta Yilmaza, w którym musieli oni grać wszystko – od ludzi po zwierzęta, drzewa i inne nieożywione przedmioty w kapitalny, pantomimiczny sposób. Sam Dohle prowadził orkiestrę z dwupoziomowego kanału na scenie, wraz z Falkiem Effenbergerem (klawisze) i Steffenem Illnerem (bas).

To była świetna zabawa i nie mogę się doczekać, aby odkryć więcej prac tego wspaniałego twórcy komedii muzycznych, który stał się poniekąd „nasz” – nieocenionego Herr Spoliansky’ego.

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS