Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Black Comedy, Minerva Theatre w Chichesterze ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

„Czarna komedia” w Minerva Theatre Chichester; występują Robyn Addison, Paul Ready i Marcia Warren. Zdjęcie: Alastair Muir Czarna komedia Minerva Theatre, Chichester. 26 lipca 2014 4 gwiazdki

Minęło niemal dokładnie 49 lat od premiery niezwykłej farsy Petera Shaffera pt. „Czarna komedia” (Black Comedy), w której na deskach teatru w Chichester wystąpili Derek Jacobi, Maggie Smith i Albert Finney. Obecnie w Minerva Theatre możemy oglądać wznowienie sztuki w reżyserii Jamiego Glovera – i jest to absolutna rewelacja.

Główny koncept jest jedyny w swoim rodzaju. Młody człowiek wraz z dziewczyną z niepokojem oczekują przyjazdu jej ojca oraz potencjalnego nabywcy jego dzieł. Nagle gaśnie światło, a bohaterowie zostają pogrążeni w absolutnych ciemnościach. Do środka wpada przestraszona sąsiadka, błądząc po omacku. Chwilę później pojawia się surowy ojciec-wojskowy, wściekły na brak przygotowania gospodarza. Niespodziewanie zjawia się też sąsiad, któremu bohater „pożyczył” meble, by zaimponować kupcowi. Jakby tego było mało, wchodzi druga dziewczyna artysty i – próbując ratować sytuację – udaje sprzątaczkę. Na domiar złego pojawia się monter z elektrowni, a na samym końcu – milioner.

Gdy kurtyna idzie w górę, publiczność siedzi w całkowitej ciemności. Jednak kiedy w mieszkaniu wysiadają korki, na scenie zapalają się światła. W ten sposób w pełni oświetlona scena oznacza dla aktorów egipskie ciemności; gdy na widowni panuje mrok, aktorzy widzą wszystko (teoretycznie); a półmrok symbolizuje chwile rozjaśnione blaskiem zapałek czy latarek.

Daje to nieskończone pole do popisu dla precyzyjnych i ryzykownych gagów, podczas gdy młoda para próbuje utrzymać swoje kłamstwa i po cichu oddać meble sąsiadowi. Ludzie spadają ze schodów, obijają się o szafki, zaplątują w kable telefoniczne, przewracają fotel na biegunach czy wpadają w otwarte luki w podłodze – to prawdziwy kalejdoskop humoru sytuacyjnego i fizycznego. Kate Waters (reżyseria ruchu) oraz Glover po mistrzowsku zaplanowali każdy komiczny detal.

Większość scen jest autentycznie zabawna, a niektóre wręcz doprowadzają do łez.

Glover słusznie postawił na realia epoki, dzięki czemu całość przypomina najlepsze brytyjskie sitcomy z lat 60. – co sprawdza się idealnie.

Obsada jest pierwszej klasy.

Paul Ready jest fenomenalny jako pechowy młodzieniec z dwiema dziewczynami i pustym mieszkaniem. Jego sprawność w komedii fizycznej budzi podziw – potrafi spaść ze schodów z niesamowitą gracją. Ma w sobie ten nerwowy, nieco gapiowaty urok, który Richard O’Sullivan doprowadził niegdyś do perfekcji. Ze swoją wiecznie zwichrzoną fryzurą i narastającą lawiną kłamstw, stanowi fundament komizmu całej sztuki.

Robyn Addison świetnie sekunduje mu jako Carol, jego szczebiotliwa partnerka; jest znakomita w roli naiwnej blondynki. Jonathan Coy jako jej ojciec, surowy wojskowy, jest skrupulatny i wybuchowy – scena z fotelem na biegunach z jego udziałem jest przezabawna. Jego postać wiecznie bliską apopleksji ogląda się z ogromną przyjemnością.

Rosalee Craig jest w świetnej formie jako „ta druga”, szczególnie gdy udaje sprzątaczkę. Ma niesamowite wyczucie absurdu i komizmu, co tutaj wykorzystuje bezbłędnie.

Shaun Evans odnalazł w sobie ducha Johna Inmana, tworząc rewelacyjną kreację przesadnie pedantycznego sąsiada – balansując między kampową wrażliwością a przerysowanym stereotypem. Dzięki osadzeniu akcji w epoce oraz ogromnemu ciepłu, jakie Evans wkłada w tę rolę, postać ta ani przez chwilę nie razi. Dosłownie „rozłożył salę na łopatki” jedną rzuconą mimochodem kwestią („Na pewno to odpowiedni moment?”), gdy w ciemnościach Ready szepcze do swojej kochanki, by czekała na niego w sypialni, a podsłuchujący ich Evans myśli, że to zaproszenie dla niego. Trudno było powstrzymać śmiech.

Doskonale spisują się również Mike Grady w roli cierpliwego pracownika elektrowni oraz Samuel Dutton jako ekscentryczny i głuchy milioner. Scena, w której Dutton wchodzi w otwartą klapę w podłodze, wygląda na całkowicie przypadkową i jest majstersztykiem.

Jednak prawdziwą gwiazdą wieczoru jest nadzwyczajna Marcia Warren w roli staromodnej sąsiadki. Jest genialna – każda jej kwestia trafia w punkt, a z najdrobniejszego gestu potrafi wykrzesać czystą radość. Moment, w którym orientuje się, że zamiast lemoniady dostała czysty dżin, jest komiczny, a przebija go tylko chwila, w której zdaje sobie sprawę, że pod osłoną nocy może pić go bez ograniczeń, co kończy się całkowitym upojeniem. To aktorstwo komiczne najwyższej próby.

Scenografia Andrew D. Edwardsa na scenie typu „thrust” (z widownią z trzech stron) znakomicie wspiera akcję. Wszystkie przedmioty są rozmieszczone tak, by wyglądały na postawione przypadkowo, ale kiedy ich rola w komedii staje się jasna, nie wydaje się to wymuszone. Kostiumy w stylu retro dodają całości nieodpartego uroku.

To kawał świetnej zabawy, który pokazuje, jaką magią potrafi być teatr, gdy jego jedynym celem jest dostarczenie widzom czystej rozrywki.

4 gwiazdki

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS