Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Buyer And Cellar, Barrow Street Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Michael Urie w spektaklu Buyer and Cellar. Fotografia: Joan Marcus Buyer and Cellar

Barrow Street Theatre

13 stycznia 2014

4 Gwiazdki

Kilka lat temu otrzymałem w prezencie urodzinowym elegancki, ilustrowany album autorstwa Barbry Streisand (do dziś nie mam pewności, czy był to żart, czy poważny podarunek, biorąc pod uwagę mój odwieczny, mocno ambiwalentny stosunek do wielkiej divy). Okazało się jednak, że był to prezent, który nie przestaje zaskakiwać.

W książce tej Streisand rozwodzi się nad architekturą i wnętrzami swojego niesamowitego domu, opisując każdy jego zakamarek. Wystarczy otworzyć ją na dowolnej stronie i przeczytać fragment na głos – niemal na pewno trafimy na coś komicznego, choć autorce zapewne zupełnie o to nie chodziło. Lektura ta dostarczyła mi mnóstwo radości, a teraz na deskach off-broadwayowskiego Barrow Street Theatre możemy oglądać sztukę zainspirowaną właśnie tą publikacją.

Jonathan Tolins potraktował książkę jako punkt wyjścia, wyobrażając sobie podziemny pasaż handlowy, który Streisand kazała wybudować w domu na swoje prywatne zbiory. Autor zastanawia się, jak może wyglądać życie biednego chłopaka zatrudnionego w tym niezwykłym miejscu.

I tu pojawia się Michael Urie – aktor niezwykle utalentowany, wręcz genialny. Jest on jedyną gwiazdą spektaklu Tolinsa „Buyer and Cellar”, wcielając się nie tylko w samego siebie, ale i w postać Aleksa More’a (wspomnianego pracownika i dalekiego krewnego sir Thomasa More’a), chłopaka Aleksa – Barry’ego, samą Barbrę, jej bezwzględną asystentkę Sandrę oraz Jamesa Brolina.

Urie na scenie jest magnetyczny; jego wyczucie komizmu jest bezbłędne, a każdą z postaci kreśli z absolutną precyzją, dbając o najdrobniejszy, błyskotliwy detal. Przeskakuje między bohaterami bez najmniejszego wysiłku, płynnie wywołując przed oczy widza dokładnie tę postać, której w danej chwili wymaga akcja.

Jego gra jest emanacją wdzięku i dowcipu. Perfekcyjnie chwyta ducha i istotę Streisand – jako diva jest wręcz niepokojąco zabawny. Ale pozostałe wcielenia są równie przekonujące. Co ważne, sztuka jest czymś więcej niż tylko „prześmieszną komedią”, jak głosi reklama. Pod wieloma względami to poważna, skłaniająca do refleksji opowieść o sławie, osamotnieniu, potrzebie przyjaźni i istocie człowieczeństwa.

Urie potrafi być jednocześnie głęboko poruszający, do bólu szczery i rozmarzony. Widz współodczuwa jego zachwyt, lęk, uleganie urokowi divy i stopniowe wciąganie w jej świat. Obserwujemy jego błędne osądy, arogancję, upadek i smutek – to bogaty wachlarz prawdziwych emocji, ukazany na tle absurdalnej hierarchii wartości, którą tak pieczołowicie opisano we wspomnianym albumie.

Tolins stworzył coś naprawdę wyjątkowego – alegorię współczesności. Można odnieść wrażenie, że to sztuka o gejach i ich obsesji na punkcie Streisand, ale w rzeczywistości traktuje ona o kruchości ludzkiej natury i łatwych do popełnienia błędach, przez które tracimy z oczu to, co w życiu najważniejsze.

To pod każdym względem wyśmienite i satysfakcjonujące doświadczenie teatralne. Michael Urie jest po prostu zjawiskowy.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS