Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Catch Me, Above The Arts Theatre ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Catch Me

Above The Arts Theatre

23 listopada 2016

3 Gwiazdki

Zarezerwuj bilety na Catch Me

Odkrycie tak obiecującego duetu twórców teatru muzycznego jak Arnoud Breitbarth i Christian Czornyj to czysta przyjemność. Ich debiutancka sztuka „Catch Me” właśnie doczekała się swojej kameralnej premiery w mniejszej sali nad The Arts Theatre na West Endzie. Breitbarth i Czornyj współpracują na każdym etapie tworzenia spektaklu, dzieląc się pracą nad librettem, muzyką i tekstami piosenek: jak sami przyznają, jest to żywa kolaboracja, która wydaje niezwykle oryginalne owoce. Wcześniej tego lata miałem okazję widzieć warsztaty innych tekstów Breitbartha, prezentowane w ramach (niestety już nieistniejącego) kursu pisania musicali w Mountview Academy, którego jest absolwentem. Szkoda, że Mountview nie kontynuowało tego kierunku, skoro zdołał on wydać tak udane dzieło. Niestety, realia finansowe takich projektów bywają bezlitosne – co oczywiście powinno dać do myślenia organom finansującym kulturę.

Scenografia jest prosta: otwarta przestrzeń z dużą, nową trumną (według projektu samego Czornyja, który prawdopodobnie odpowiada też za światła), co przywodzi na myśl „Łup” Ortona. Spektakl otwiera piękny muzycznie chór, znakomicie wykonany przez pięcioosobową obsadę, co od razu zapowiada ogromny potencjał kompozytorski tego duetu. Następnie przechodzimy do sceny w wigilię pogrzebu Deana: jego pogrążona w żałobie narzeczona, Sarah (Kathryn Pemberton w roli rozedrganej, a jednak silnej kobiety), gości małżeństwo przyjaciół – apodyktyczną, obyтую w świecie Christine (Jennifer Tilley) i nieznośnie pobożnego Colina (Neal Andrews). Pojawiają się też kandydaci do miana „najlepszego przyjaciela”: Harry (atletyczny i przystojny Connor Arnold) oraz Marc (neurotyczny, wycofany, przypominający osobę z zespołem Aspergera Matthew Munden). Gdy na stole pojawia się wino, bohaterowie zaczynają krążyć wokół siebie, boleśnie dotykając wzajemnych słabych punktów, podczas gdy alkohol rozwiązuje im języki. Nie brakuje tu humoru oraz kilku zgrabnych zwrotów akcji, szczególnie tego wieńczącego pierwszą część.

Po przerwie przenosimy się w dzień pogrzebu. Gdy widzowi wydaje się, że przejrzał już postacie na wylot, autorzy wyciągają asa z rękawa, wywracając całą akcję do góry nogami dzięki genialnemu „bouleversement”, który kieruje nas w zupełnie nieoczekiwaną stronę. Druga, krótsza część jest intensywniej wypełniona muzyką niż pierwsza i dzieje się w niej znacznie więcej – akcja wykracza poza rampę, dążąc do rozwiązania napięć między tymi niedopasowanymi ludźmi.

Muzyka trzyma wysoki poziom przez cały wieczór, zyskując na sile w drugiej połowie. Jeśli chodzi o teksty piosenek, holenderskie pochodzenie Breitbartha może być przyczyną kilku nieco zbyt górnolotnych lub niecodziennych sformułowań (choć może to też zasługa Czornyja); znacznie naturalniej wypadają dialogi, które brzmią tak lekko, jakby wyszły spod zupełnie innego pióra. Przy okazji kolejnych wystawień pewnie zajdzie potrzeba dopracowania struktury numerów muzycznych, ale po to właśnie są produkcje warsztatowe. Dekoracje ograniczono do minimum: kilka krzeseł, kieliszki do wina i sterta nieodebranej poczty. Trio w składzie: pianino, wiolonczela i gitara, pod kierownictwem Rebeki Grant przy klawiszach (z aranżacjami gitarzysty Connora Gallaghera i wsparciem Emmy Melvyn), brzmi wyśmienicie. Świetne aranżacje wokalne są dziełem samych autorów.

Ostatnim członkiem zespołu, o którym należy wspomnieć, jest „Ukochany”, czyli Dean (w tej roli Reuben Beau Davies, pełen charyzmy i energii). Reprezentuje on tragiczną statystykę: jest jednym z 4500 Brytyjczyków poniżej 45. roku życia, którzy co roku odbierają sobie życie – samobójstwo jest główną przyczyną śmierci w tej grupie wiekowej. Literatura dramatyczna pełna jest słynnych samobójców, często uwikłanych w skomplikowane relacje. Pisali o tym Szekspir i wielu innych wielkich po nim. Jednak zazwyczaj ich motywacje są jasne, a fatum wynika z emocjonalnego zapętlenia (jak u Romea i Julii czy Antoniusza i Kleopatry). Tutaj jest inaczej. Postać tak witalną – przypominającą buntowników z utworów Davida Mercera – trudno wręcz zestawić z tą „ayckbournowską” przeciętnością, która zgromadziła się wokół jego trumny.

Wyszedłem ze spektaklu pod wrażeniem technicznego kunsztu, z jakim skonstruowano ten kameralny musical, choć motywacje bohaterów wciąż pozostają dla mnie owiane pewną tajemnicą. To być może obszar, nad którym autorzy zechcą popracować, analizując odbiór sztuki podczas jej wystawiania w Above the Arts.

Catch Me jest grane do 3 grudnia 2016 r.

ZAREZERWUJ BILETY NA CATCH ME W ABOVE THE ARTS THEATRE

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS