WIADOMOŚCI
RECENZJA: Orlando w Garrick Theatre, Londyn ✭✭✭
Opublikowano
Autor:
Libby Purves
Share
Nasza redakcyjna „Teatralna Kotka”, Libby Purves, recenzuje produkcję Michael Grandage Company – „Orlando” z Emmą Corrin w roli głównej na deskach Garrick Theatre.
Emma Corrin w spektaklu „Orlando”. Fot. Marc Brenner Orlando
Garrick Theatre
3 gwiazdki
Kup Bilety WATAHA WOOLFÓW I ZABAWY Z TOŻSAMOŚCIĄ PŁCIOWĄ
Jedna Virginia Woolf w okularach, o niespokojnym spojrzeniu, ubrana w poprawną brązową spódnicę i bury kardigan, to zdecydowanie za mało. Dlatego produkcja Michaela Grandage'a hojnie serwuje nam całą watahę – aż dziewięć wcieleń autorki – w nowej adaptacji klasycznej, fantazyjno-feministycznej opowieści autorstwa Neila Bartletta. Ta zbiorowa postać towarzyszy nam, by opowiedzieć i wesprzeć historię młodego ulubieńca dworu Elżbiety I. Orlando w cudowny sposób trwa przez wieki jako niewinna dusza, niemal się nie starzejąc, przeżywając miłości, straty i przygody, by gdzieś między epoką jerzyńską a wiktoriańską przemienić się w kobietę. I co kluczowe – szczerze nienawidzić kobiecej doli w tej ostatniej epoce.
Co jest zresztą zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że to właśnie wtedy urodziła się Woolf i z tymi ograniczeniami ona, jej bohaterki oraz jej kochanka Vita Sackville-West musiały się zmagać aż do tragicznej śmierci pisarki w 1944 roku.
Debra Baker, Oliver Wickham i Akuc Bol. Fot. Marc Brenner Tłum Woolfów na scenie robi wrażenie, oddając ludzką potrzebę bycia wieloma osobami naraz, bez uwięzienia w jednej roli. Kryje się w tym pewna ironia – współczesna neuroza na punkcie płci i usztywniona polityka tożsamości często wydają się większą pułapką niż wolność, której domaga się Orlando, chcąc „czcić szczęście i ulegać pragnieniu w jakiejkolwiek postaci ono przychodzi”. Sama książka jest niezmiennie fascynująca; niedawno widziałam skromniejszą budżetowo wersję w Jermyn Street Theatre (https://theatrecat.com/2022/05/15/orlando-jermyn-st-theatre-wc2/), która zachwyciła mnie komizmem i bezpretensjonalną radosnością.
Jednak wersja Neila Bartletta pozostawia pewien niedosyt. Choć dowcipna i psotna, wydaje się nieco powierzchowna – miejscami bezczelnie miksuje udawanego Szekspira (uwielbiam frazę o „jurnym jeżozwierzu”) i podkrada motywy z „Pół żartem, pół serio” czy „Kabaretu”. Oprawa wizualna jest zachwycająca: mgła podczas mroźnego jarmarku nad Tamizą w 1603 roku, nieustanny ruch i absolutnie genialne kostiumy Petera McKintosha – nie tylko te na boskim Orlandzie, ale i te zmieniane w mgnieniu oka przez Woolfów, wcielających się w kolejne postaci. Nie brakuje dobrych żartów, a Deborah Findlay jako „Mrs Grimsditch”, garderobiana-opiekunka towarzysząca Orlandowi przez stulecia, jest prawdziwą perełką. Teoretycznie powinien to być absolutny hit dla pokolenia genderfluid, ale młoda osoba, z którą byłam na spektaklu, nie była pod wielkim wrażeniem – uznała, że podziały te są pokazane staroświecko. Padło też stwierdzenie, że na festiwalu w Edynburgu taka forma by pasowała, ale tu, na West Endzie… nie do końca.
Zgodnie też uznaliśmy, że Neil Bartlett mógłby wykazać się odwagą i dopisać zakończenie, w którym Orlando przechodzi przez czasy wyzwolenia kobiet i dociera do współczesności, by zmierzyć się z naszymi dzisiejszymi uprzedzeniami. Tymczasem akcja kończy się wraz ze śmiercią autorki w latach 40. – zostaje nam tylko odrobina filozofii „bądź szczęśliwy” i spacer w stronę światła. Może gdyby zachowano więcej spotkań z wielkimi poetami z oryginału, całość byłaby treściwsza.
Mimo to, jedno jest pewne: Emma Corrin otrzyma propozycje matrymonialne od przedstawicieli większości z domniemanych 74 płci. Trudno o kogoś bardziej uroczego i androgynicznego – od pierwszego błysku szelmostwa pod elżbietańską koszulą, przez falbanki XVIII-wiecznych kalesonów, aż po tenisową sukienkę z lat 40. Drzemie w tej roli ogromny urok i odwaga. Jeśli udałoby się Państwu zdobyć jeden z 10 000 biletów za 10 funtów (obiecało je MGC), bylibyście w pełni usatysfakcjonowani. Rozrywkowo, bo może niekoniecznie intelektualnie. Trzeba jednak przyznać, że wiele biletów kosztuje poniżej 60 funtów, co przy 11-osobowej obsadzie na West Endzie jest dziś godne podziwu. Nie zniechęcajcie się więc. Dajcie się oczarować Corrin. Ale nie oczekujcie trzęsienia ziemi.
Spektakl w Garrick Theatre do 24 lutego.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności