Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The King And I w London Palladium ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

douglasmayo

Share

Douglas Mayo recenzuje spektakl „Król i ja” duetu Rodgers i Hammerstein w reżyserii Bartletta Shera, wystawiany na deskach London Palladium.

Kelli O'Hara i Ken Watanabe w musicalu „Król i ja”. Fot.: Matthew Murphy Król i ja

London Palladium

3 lipca 2018 r.

5 gwiazdek

Zarezerwuj bilety Po triumfalnym sezonie w nowojorskim Lincoln Center, „Król i ja” autorstwa Rodgersa i Hammersteina zagościł w London Palladium w nowej, wystawnej inscenizacji pod wodzą Bartletta Shera. To jeden z „wielkiej piątki” musicali tego duetu (obok „Oklahomy!”, „Carousel”, „South Pacific” i „Dźwięków muzyki”) – doskonały przykład kunsztu dwóch najwybitniejszych twórców teatru muzycznego u szczytu ich formy.

Oparty na powieści Margaret Langdon z 1944 roku pt. „Anna i król Syjamu”, musical opowiada historię Anny Leonowens, walijskiej nauczycielki zatrudnionej przez syjamskiego monarchę w ramach modernizacji kraju. Jak na dzieło napisane w 1951 roku, spektakl broni się znakomicie, idealnie równoważąc ponadczasową partyturę z opowieścią o zderzeniu kultur.

Kelli O'Hara i dziecięca obsada spektaklu „Król i ja”. Fot.: Matthew Murphy

Siłą Bartletta Shera jest godna podziwu dbałość o materiał źródłowy – reżyser nie kopiuje niewolniczo dawnych wersji, lecz tworzy nową jakość, która wielokrotnie uzasadnia sens tego wznowienia. Olśniewająca scenografia Michaela Yeargena doskonale wpisuje się w przestrzeń London Palladium. Mimo pałacowego przepychu, pozwala licznemu zespołowi w perfekcyjnych kostiumach Catherine Zuber swobodnie ożywić królewski dwór. Wyborne oświetlenie Donalda Holdera wydobywa bogactwo palety barw scenografii i kostiumów, dodając całości głębi. Prawdziwy przepych!

Król w wykonaniu Kena Watanabe, zagrany z bombastyczną żywiołowością i nutką przekory, jest godnym następcą swoich wielkich poprzedników. Watanabe włada sceną Palladium z niekwestionowanym autorytetem w każdej minucie spektaklu.

Ken Watanabe w musicalu „Król i ja”. Fot.: Matthew Murphy

Kelli O'Hara jest zachwycającą Anną – kobietą, która w 1862 roku jako wdowa musi sama zapewnić sobie byt. O'Hara nasyca ponadczasowe melodie Rodgersa liryczną subtelnością i aktorską szczerą prawdą, sprawiając, że każda chwila z jej udziałem to czysta przyjemność. Aktorka wspaniale eksponuje siłę charakteru tej niezwykłej bohaterki.

Spektakl nabiera prawdziwego żaru w scenach wspólnych O'Hary i Watanabe. Chemia między tą parą światowej klasy aktorów jest wręcz namacalna. Obserwowanie rodzącego się szacunku między Anną a Królem to ogromna radość, zwłaszcza w czasach, gdy w naszym współczesnym świecie tak dotkliwie brakuje tolerancji. Kiedy Król mówi o budowie muru wokół Syjamu, na widowni daje się wyczuć wyraźne poruszenie – uświadamiamy sobie, że nawet monarcha zdaje sobie sprawę z niedorzeczności takiej idei.

Takao Osawa i Ken Watanabe w spektaklu „Król i ja”. Fot.: Matthew Murphy

Kulisami pałacowej polityki kierują Takao Osawa jako Kralahome oraz Naoko Mori jako Lady Thiang, wspierani przez liczne żony i dzieci. Osawa i Mori nadają swoim postaciom głębię dramatyczną, która w poprzednich inscenizacjach bywała czasem pomijana. Dzięki tak sprawnym aktorom, złożoność postaci samego Króla staje się jeszcze wyraźniejsza.

Żadna produkcja „Króla i ja” nie byłaby kompletna bez dzieci i ta wersja nie jest wyjątkiem. Pełne radości, ale nigdy nieszarżujące, zachowują aurę niewinności, która tylko dodaje przedstawieniu ciepła.

Scena z baletu „Mała chatka wuja Tomasza”. Fot.: Matthew Murphy

Dean John Wilson i Na-Young Jeon zostali świetnie obsadzeni w rolach młodych kochanków. Punktem kulminacyjnym drugiego aktu jest znakomity balet „Mała chatka wuja Tomasza”, oryginalnie opracowany przez Jerome'a Robbinsa. Ta inscenizacja, uwzględniająca nowoczesne podejście do tańca, to prawdziwa uczta dla oczu.

Wielkie wrażenie zrobił na mnie Jon Chew w roli Księcia Chulalongkorna. Pytający, czujny i świadomy swojej przyszłej roli – jego Książę to postać intrygująca i pięknie nakreślona.

Obsada musicalu „Król i ja”. Fot.: Matthew Murphy

To już drugi raz w ciągu kilku tygodni, gdy mam okazję słuchać orkiestracji Roberta Russella Bennetta w wykonaniu genialnej orkiestry pod batutą Stephena Ridleya. Brzmią one majestatycznie i bogato – wspaniale jest usłyszeć tę wybitną partyturę w całej okazałości.

Szczere wyrazy uznania należą się Scottowi Lehrerowi i jego zespołowi od nagłośnienia. „Król i ja” może poszczycić się najlepszym dźwiękiem, jaki słyszałem w teatrze w ostatnim czasie.

Ta inscenizacja „Króla i ja” to Rolls-Royce wśród teatralnych wznowień. Stworzona przez Richarda Rodgersa i Oscara Hammersteina II, dwóch mistrzów teatru muzycznego, a zinterpretowana na nowo przez Bartletta Shera i jego zespół wybitnych twórców, pozostaje tak samo aktualna i porywająca jak dawniej. To spektakl gotowy, by zachwycić kolejne pokolenie miłośników teatru.

BILETY NA SPEKTAKL „KRÓL I JA” – ZAREZERWUJ TERAZ

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS