Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The Nunziata Brothers, Studio 54 Below ✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Bracia Nunziata

Studio 54 Below

10 stycznia 2015

2 gwiazdki

Dla niektórych życie jest, zgodnie ze słowami piosenki, kabaretem. Innym wystarczy po prostu obcowanie ze sztuką, by Cabaret dodał ich codzienności odrobiny pikanterii. Oba te typy ludzi można często spotkać w luksusowych wnętrzach Studio 54 Below, i to nie zawsze na scenie. To wspaniała przestrzeń w stylu Art Deco, z przestronną estradą dla wykonawców i orkiestry, zachwycającymi metalowymi kasetonami na sufitach i tą pluszową atmosferą staroświeckiego, wyrafinowanego luksusu, płynącą z wszechobecnego czerwonego aksamitu. Akustycznie miejsce wydaje się spełnieniem marzeń, choć – co być może nieuniknione – system nagłośnienia dba o to, by wykonawcy otrzymali odpowiednie „wsparcie”.

Ponieważ lokal funkcjonuje jako restauracja i bar, artyści muszą konkurować z piskliwymi głosami gości zamawiających dania, narzekających czy dziękujących (często wszystko naraz), szczękiem szkła i sztućców oraz szumem krzątającej się obsługi. To zapewne kolejny powód, dla którego zainstalowano nagłośnienie. Nie da się jednak ukryć, że ten codzienny gwar dodaje specyficznego uroku, który potrafi zainspirować dobry kabaret.

Dziś wieczorem wspomnianym kabaretem był niesamowicie kampowy zestaw numerów z (w większości) broadwayowskich musicali w wykonaniu bliźniaków. Obaj są gejami, obaj chudzi jak patyki, obaj ubrani na czarno (jeden strój niezaprzeczalnie bardziej błyszczący od drugiego) i obaj z głosami wypolerowanymi tak mocno, że mogłyby być muzycznym odpowiednikiem Marmurów Elgina – wykute w kamieniu, pozbawione uczuć, wychwalane przez niewybrednych i kompletnie nie na miejscu.

Mowa o braciach Nunziata, Willu i Anthonym, którzy najwyraźniej odnoszą spore sukcesy w Stanach Zjednoczonych, występując z orkiestrami symfonicznymi i na koncertach w całym kraju. Wynika to jasno zarówno z programu kabaretu, jak i z konferansjerki, w której autoreklama i prośby o angaż pojawiały się z uderzającą częstotliwością.

Bliźniakom nie brakuje pewności siebie, jednak to, czego im brawuje, to poczucie celu, raison d'être, własny styl i spójna koncepcja całości.

Naprawdę dobry kabaret ma sens. Opowiada jakąś historię: czasem są to osobiste wyznania odzwierciedlone w doborze muzyki; czasem historie kompozytorów lub tekściarzy; wzloty i upadki w karierze artysty; losy konkretnego wykonawcy lub przykłady danego stylu czy gatunku. Jednak w najlepszych kabaretach zawsze obecna jest struktura, cel, a może nawet jakieś objawienie.

Można by pomyśleć, że mając tak wyjątkowy punkt wyjścia, para błyskotliwych bliźniaków-gejów będzie w stanie stworzyć niezwykły spektakl. Ich własna historia życia jest przecież idealnym materiałem na kabaret. Pierwsza świadomość własnej orientacji i orientacji brata. Kłótnie, zazdrość, wspólne miłości, poszukiwania, reakcje rodziców, czasy szkolne, psikusy, które sobie nawzajem robili, pierwsza miłość do piosenki z musicalu, spór o to, kto woli Judy, a kto Barbrę (lub kogokolwiek innego), pierwsza miłość – lista potencjalnych motywów nie ma końca.

Bracia Nunziata rezygnują jednak z tego wszystkiego na rzecz błyszczącej rutyny. Wydaje się to zmarnowaną okazją. Tylko w jednej sekcji, w której opisywali dziecięce podróże samochodem, można było dostrzec ich prawdziwe „ja”.

Jeden z ich wyborów repertuarowych, The Age of Not Believing, rzucił nieco światła na ich podejście, w którym forma dominuje nad treścią. To przystojni chłopcy w designerskich garniturach, ale ich twórczość skażona jest pewną nijakością: odnosi się wrażenie, że nie wierzą w śpiewane słowa ani nie utożsamiają się z emocjami wybranej muzyki. Nie ma sensu wykonywać aranżacji Children Will Listen napisanej dla Betty Buckley, jeśli nie znajdzie się sposobu, by ta aranżacja pracowała na korzyść wykonawcy. Podobnie złe frazowanie, brak linii melodycznej i problemy z czystością mogą zepsuć przyjemność ze słuchania tak łatwo, jak martwe spojrzenie i przesadna troska o oświetlenie. Obaj bracia zbyt często lądowali po niewłaściwej stronie tego rachunku.

Bardziej niż czegokolwiek innego, ci chłopcy potrzebują bezwzględnego kierownika muzycznego, który skupi się na ich technice i oszlifuje te ewidentnie obiecujące głosy. Muszą dążyć do wyższego poziomu zaangażowania w występ – a jeśli to zrobią i jednocześnie wykorzystają doświadczenie kabaretowe, by się otworzyć, mogą stać się naprawdę potężną siłą na scenie.

Dość przewidywalnie, ale z dobrym skutkiem, zaśpiewali You're Nothing Without Me z musicalu City of Angels, dzięki czemu na moment wypłynęła ich podskórna rywalizacja rodzeństwa. Więcej takich momentów wyszłoby im na dobre. Być może solidne podejście do „Anything You Can Do I Can Do Better” pomogłoby im wyrwać się z formy nijakości. Eklektyczna lista piosenek to po prostu za mało.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS