Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

WYWIAD: Jez Bond opowiada o Park Theatre

Opublikowano

Autor:

redakcja

Share

W tak trudnych czasach pod względem finansowym, gdy fundusze na kulturę wciąż znajdują się w stanie nieustannego zamieszania, samo myślenie o założeniu nowej trupy teatralnej, nie mówiąc już o otwarciu nowej sceny, jest imponującym osiągnięciem.

Jez Bond (po lewej), dyrektor artystyczny nowego londyńskiego teatru Park Theatre w Finsbury Park, to postać, która robi wielkie wrażenie. Absolwent Hull, stypendysta Channel 4 dla reżyserów teatralnych, szlifował kunszt jako asystent reżysera w Watford Palace. Pracował dla Y Touring, gdzie został dyrektorem pomocniczym, zanim nabrał doświadczenia w teatrach regionalnych, za granicą oraz na scenach fringe. „Zawsze fascynowała mnie idea prowadzenia własnego miejsca”, mówi. „Posiadanie własnych czterech ścian, dzięki którym można budować reputację, pracować ze społecznością, pielęgnować więź z widzami i tworzyć lokalną bazę fanów”.

W 2009 roku Bond nabył nieużywany biurowiec w Finsbury Park. „Szukałem odpowiedniej przestrzeni przez pięć czy sześć lat”, wyznaje. „Musieliśmy spełnić dwa główne kryteria: po pierwsze – okolica musiała być uboga pod względem oferty kulturalnej, czyli miejsce, któremu teatr realnie by pomógł, a po drugie – szukaliśmy lokalizacji z doskonałym węzłem komunikacyjnym”.

Znajdujący się zaledwie kilka minut od tętniącej życiem stacji Finsbury Park, Park Theatre korzysta z atutu bycia w sercu „artystycznego zagłębia”. „Przeprowadziliśmy badania rynku i okazało się, że Finsbury Park i okolice mają największe w całym Londynie zagęszczenie kreatywnych mieszkańców: aktorów, reżyserów, pisarzy i producentów”. Dzięki linii Victoria tuż pod drzwiami, producentom z West Endu – i co kluczowe, krytykom – dotarcie do The Park zajmuje zaledwie piętnaście minut.

Sceny typu Off-West End to często zimne, surowe przestrzenie z marnym zapleczem technicznym. Choć często zmusza to twórców do nie lada pomysłowości, dla przeciętnego widza może oznaczać mało komfortowy wieczór. Co zaskakujące, Park Theatre to zdumiewający popis designu, praktyczności i wygody. Plany Bonda dotyczące tej przestrzeni z pewnością nie należały do zachowawczych.

„Większość ludzi po obejrzeniu planów przychodzi do budynku i mówi: 'Mój Boże, to jest ogromne, macie dwie sceny!'. Zanim tu wejdziesz, trudno zrozumieć skalę tego przedsięwzięcia”, wyjaśnia Bond. „W gruncie rzeczy budujemy pełnowymiarowy teatr. Mimo że to adaptacja, mówię, że budujemy go od zera, bo prowadzimy gigantyczne prace – dobudowujemy piętra, zdejmujemy dachy, usuwamy stropy. Dużo uwagi poświęciliśmy zapleczu: mamy prysznice, toalety, porządne garderoby, małą pralnię i magazyn. Naszą filozofią jest doskonałe doświadczenie użytkownika – bez względu na to, czy jesteś widzem, pracownikiem kulis, korzystasz z toalety, oglądasz spektakl czy tylko wpadasz na lampkę wina; chcemy, byś czuł się tu dobrze i był traktowany z szacunkiem”.

Jeśli Bond z pasją opowiada o samym budynku, to wręcz kipi z ekscytacji, gdy mowa o programie i ambicjach związanych z tą przestrzenią. „Nie angażowałbym się w ten projekt, gdybym nie zamierzał stworzyć prężnej instytucji produkcyjnej”, stwierdza stanowczo. „Park 90, czyli nasza elastyczna scena studyjna, będzie sceną impresaryjną, choć docelowo chcemy tam też rozwijać własne teksty. Park 200 to z kolei miejsce, gdzie będziemy łączyć występy gościnne z własnymi produkcjami”.

A co z samym repertuarem? Czy Bond ma specyficzny gust, który zdominuje styl Park Theatre? „Program zawsze odzwierciedla gust dyrektora artystycznego, bo to on nadaje kierunek. Dlatego nasza polityka artystyczna na pozór wydaje się bardzo szeroka”. Bond uśmiecha się i dodaje z przekąsem: „Dobre sztuki, zrobione dobrze”. Po czym kontynuuje: „Lubię teatr, który porusza na wielu poziomach; sztuki, które rozśmieszają i wzruszają – jeśli uda się to osiągnąć tego samego wieczoru, to dla mnie ideał. Szukam emocji i silnej narracji. To może być tekst sprzed 500 lat albo nowość. Chcemy proponować urozmaicony program, zbliżony do teatrów regionalnych: od nowych tekstów, przez klasykę dramatu XX wieku, aż po tradycyjną wigilijną pantomimę”.

Mimo ambitnych planów, trzeba brać pod uwagę trudną sytuację finansową młodych zespołów teatralnych. Bond ma tego świadomość i liczy, że Park z czasem zdoła im pomóc. „Chcemy dojść do etapu, w którym będziemy mogli wspierać inne grupy, oferując im podział zysków z biletów zamiast sztywnego czynszu. Przez pierwsze dwa lata teatry będą u nas gościć na zasadach komercyjnych, ale stawki ustaliliśmy na poziomie konkurencyjnym wobec innych londyńskich scen – od malutkich scen fringe na 40 miejsc po większe teatry Off West End. Nie będziemy tańsi, ale też nie drożsi. To, co nas wyróżnia, to przejrzystość. Słyszeliśmy o miejscach, gdzie cena wydawała się atrakcyjna, a na koniec doliczano opłaty za dodatkowe matinee, użycie taśmy czy wyłożenie ulotek w foyer. U nas pakiet jest jasny: gramy do jednej bramki, to nie jest układ 'my kontra oni'”.

Oprócz nowoczesnego zaplecza i pasji do tworzenia kultury tam, gdzie jej brakowało, Bond kładzie ogromny nacisk na współpracę z lokalną społecznością. „Rozmawialiśmy z pobliskimi szkołami i osiedlami takimi jak Six Acres czy Andover Estate – są zachwyceni możliwością zaangażowania młodych ludzi. Oni mają tam tak skromne zasoby; widzieliśmy świetlicę, gdzie w jednym małym pokoju robi się wszystko: od teatru po treningi piłki nożnej. Możliwość przejścia 500 metrów do w pełni profesjonalnego teatru to dla nich coś niesamowitego. Dla mnie kluczowe jest dawanie ludziom odpowiedzialności. Pamiętam, jak jako 14-latek dostałem pęk kluczy, zostałem sam w budynku, biegałem po drabinach, montując oświetlenie i nagłośnienie – tak narodziła się moja pasja. W Park 200 montujemy siatkę techniczną nad widownią, co eliminuje konieczność używania drabin. Można po niej chodzić i ustawiać światła, a dzięki odpowiednim odległościom siatka nie rzuca cieni na scenę. To genialne rozwiązanie: na górze trwają prace oświetleniowe, a na dole na scenie buduje się dekoracje. Ale dla mnie najcenniejsze jest to, że dzięki temu unikamy całego tego absurdu związanego z BHP i mogę powiedzieć 14-latkowi: 'Wchodź na górę, ustawiaj światła, jutro premiera, ogarnij to'”.

Nowoczesna, przystępna cenowo przestrzeń artystyczna z ambitnym programem i misją społeczną to miejsce, które zasługuje na wsparcie. I tu energia Bonda przyniosła efekty. Imponująca lista ambasadorów dodaje projektowi prestiżu: Sir Ian McKellen, Celia Imrie, Tamsin Outhwaite, David Horovitch, Sean Mathias i Roger Lloyd-Pack – wszyscy zaangażowali się w pomoc Park Theatre. Jak trudno było pozyskać takie nazwiska? „Zrobili to z wielką chęcią. Rozmowa to jedno, ale ściągnięcie ich do budynku to co innego. Gdy tylko tu weszli, od razu dali się porwać tej idei. Zależało nam, by nie byli to tylko 'patroni' figurujący na papierze, ale Ambasadorzy, którzy zakasają rękawy. I tak się dzieje: organizują zbiórki, piszą listy do kolegów z branży, udzielają wywiadów. Są niesamowicie aktywni i sami chcą u nas pracować”.

Nagle Finsbury Park nabrało zupełnie nowego blasku.

- JBR www.parktheatre.co.uk

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS