Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: 5 Guys Chillin', King's Head Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

5 Guys Chillin'

King's Head Theatre

2 października 2015

4 gwiazdki

Rezerwuj bilety

Przyznam się od razu: nie mam pojęcia, czym jest „chill party”. Nie wiem, co to „Tina”. Nie wiem, co to „Slamming”. Zastanawiam się więc, czy jestem właściwym odbiorcą nowej sztuki Petera Darneya (scenarzysty i reżysera) pt. 5 Guys Chillin', która ma właśnie swoją premierę w King's Head Theatre.

Biorąc pod uwagę jego reakcję na genialny spektakl „John” grupy DV8 w National Theatre, można sobie tylko wyobrazić, że głowa Quentina Lettsa by eksplodowała, gdyby zobaczył tę odważną, bezkompromisową i uderzającą w czułe struny produkcję (choć, oddając sprawiedliwość, może i nie – wszak King's Head Theatre nie jest dotowany tak hojnie jak National Theatre). Niemniej jednak, oglądając ten niemalże dokumentalny (verbatim), podglądający gejowski seks kawałek teatru, nie dało się nie myśleć o tym, co Letts by o nim sądził.

Bo Letts rzekomo stoi po stronie „zwykłych ludzi” – a przynajmniej tak mu się wydaje, o ile są konserwatywni, biali i są mężczyznami. I w porządku. Ale w rzeczywistości to właśnie dla takiej publiczności przeznaczona jest ta sztuka. Geje, jak przypuszczam, i tak wiedzą, co dzieje się z tymi pięcioma mężczyznami – dwiema parami i jednym „gościem” – na takim chill party. Może nie znają szczegółów, ale znają ogólny obraz.

Będzie seks. Będą narkotyki. Będą rozmowy. Będzie licytowanie się, kto ma lepiej. Będzie wspólna intymność. Będą telefony komórkowe. Będą pary w „skokach w bok” z innymi. Będzie przesada. Będzie śmiech. Będą łzy. Będzie naga szczerość. Będzie seks.

Czy będzie spełnienie, satysfakcja czy szczęście? Cóż, tu właśnie pies jest pogrzebany.

I to jest sedno sprawy. 5 Guys Chillin' to sztuka o samotności, szczęściu, miłości, pożądaniu i bólu – jak wiele innych sztuk. Choćby „Hamlet” czy „Les Misérables”. Tematy są uniwersalne; to oprawa jest egzotyczna. Egzotyczna dla tych, którzy nie są jej częścią.

Program zdradza, że Peter Darney przeprowadził ponad 50 godzin anonimowych wywiadów, które następnie pociął i połączył, „by spróbować oddać atmosferę rozmowy pięciu mężczyzn na imprezie. Nie dodano ani nie zmieniono żadnych słów, a tekst pozostaje wierny wydźwiękowi wypowiedzi respondentów, choć kolejność, struktura i kombinacje odpowiedzi zostały przemieszane”. Prawie verbatim.

Z dramaturgicznego punktu widzenia, ta 80-minutowa prezentacja momentami dryfuje w stronę nierzeczywistości: zdarzają się sytuacje i padają słowa, które wystawiają wiarygodność na ciężką próbę. Ale siedząc tam i patrząc na tych niemal nagich mężczyzn obnażających swoje wnętrze, nie sposób nie zadać sobie pytania, czy to skrępowanie nie leży po naszej stronie. Czy oni są po prostu brutalnie, do bólu szczerymi ludźmi, którzy nie owijają w bawełnę? Czy może w sposobie opowiadania tych historii czegoś brakuje?

Prawda, jak sądzę, leży gdzieś pośrodku. Surowość słów jest satysfakcjonująca, alarmująca, edukacyjna i wciągająca; brakuje tu jednak subtelności, wielowarstwowości i dramatycznego wyczucia. Ten materiał wymaga jeszcze pracy – by stał się płynniejszy, a przez tę płynność jeszcze mocniejszy. Gdy publiczność zostanie całkowicie porwana przez hedonistyczne doświadczenie spotkania tych pięciu mężczyzn, gdy ich historie nie będą brzmiały jak oczywiste „backstory”, a przejścia będą naładowane seksualnie lub poruszająco intymne, a przez to naturalne – wtedy będzie to dzieło wielkiego formatu.

Sztuka ta z jednej strony rzuca światło na zakątek społeczeństwa, który jest nierozumiany i niesprawiedliwie linczowany, a z drugiej bada zasady, konwenanse i język konkretnej formy ekspresji seksualnej. Kiedy uświadomisz sobie, tak jak ja w pewnym momencie pod koniec spektaklu, że doświadczenia omawiane przez bohaterów są podobne do tych, o których rozmawia się w szatni piłkarskiej, w pubie dla bankierów w piątek wieczorem czy na wieczorze panieńskim w Maladze – oczywiście nie w szczegółach, ale w całym spektrum pragnień, żalów i namiętności – wtedy docenisz prawdziwą wartość takich dzieł.

Poszerzają one horyzonty, budzą empatię i sprzyjają zrozumieniu. A dzięki nowej konfiguracji King's Head Theatre, akcja dzieje się dosłownie na wyciągnięcie ręki – tak blisko, że widać kropelki potu na idealnie wyrzeźbionych klatkach piersiowych i gęsią skórkę na ramionach. Czy tego chcesz, czy nie, stajesz się częścią tego chill party.

Nie wszyscy wykonawcy wydają się w pełni swobodni w swoich rolach. Nie jestem pewien, czy cała obsada czuje się komfortowo z tym, co ich postacie muszą tutaj robić. Poza jednym krótkim momentem nie ma nagości, co w tym otoczeniu wydaje się wręcz absurdalne. Wiele scen byłoby o wiele bardziej poruszających i szczerych, gdyby bohaterowie byli nadzy. Co równie zaskakujące, niewiele jest tu fizycznego kontaktu. Być może taka jest specyfika tego świata, ale bez wyjaśnienia wydaje się to osobliwe.

Jest za to hipnotyzujący ruch. Postacie łączą się w lubieżnych uściskach, tańczą razem lub osobno; ciała stapiają się i rozdzielają. Całością po mistrzowsku pokierował Chris Cuming, którego nadzór nad ruchem grupy i jednostek jest równie wnikliwy, co konfrontacyjny. Na szczęście nie ma w tym ani grama kiczu.

Gwiazdą wieczoru jest Elliot Hadley. Jego bohater, R, jest najbardziej kompletną postacią – do bólu szczerą, pogrążoną w nałogach i najbardziej okaleczoną. Hadley jest wyśmienity: w jednej chwili zabawny, w kolejnej zjadliwy, by za moment stać się słodkim lub kruchym. To w pełni ukształtowana kreacja człowieka ulepionego z bólu i złamanego serca. Porażająco skuteczne.

Pozostali aktorzy – Tom Holloway, Damien Hughes, Michael Matrovski i Siri Patel – radzą sobie z różnym skutkiem, ale żaden z nich nie jest tak bez reszty oddany sztuce jak Hadley. Niektórzy muszą pozbyć się zahamowań, inni przestać „grać” i po prostu „być”. Wszyscy mogliby się uczyć od Hadleya tego niemal fizycznego zatopienia się w tekście.

To teatr w swojej najbardziej konfrontacyjnej formie – symulowane akty seksualne, zażywanie narkotyków, nagość – ale jest on równie satysfakcjonujący, co rzucający wyzwanie. Częścią misji teatru jest opowiadanie historii o życiu, które inaczej nigdy nie zostałyby opowiedziane. 5 Guys Chillin' z pewnością wywiązuje się z tego zadania.

Odważny, bezkompromisowy repertuar. Zdecydowanie warto zobaczyć.

P.S. Teraz już wiem, co to Tina i Slamming – więc sztuka ma też walory edukacyjne...

Spektakl 5 Guys Chillin' w King's Head Theatre jest grany do 24 października 2015

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS