Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Sen nocy letniej w Nowym Orleanie, Above The Arts ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

timhochstrasser

Share

E J Martins (Helena), Ruari Cannon (Demtriusz) i Lawrence O'Connor (Kloc). Fot.: Annabelle Narey. A Midsummer Night's Dream in New Orleans

Above The Arts Theatre

12/08/15

3 gwiazdki

Wczesne arcydzieło Szekspira zawiesza poprzeczkę niezwykle wysoko każdemu reżyserowi, który mierzy się z nim po raz pierwszy. O tej porze roku łatwo trafić na spektakle plenerowe w wiejskich ogrodach czy parkach, gdzie większość magii zawdzięczamy samej scenerii – i ta tradycja ma oczywiście swój urok. Jednak po słynnej inscenizacji RSC Petera Brooka z 1970 roku („białe pudełko”), zawodowy reżyser jest niemal zobowiązany do znalezienia nowej koncepcji, która porzuca naturalizm na rzecz symbolizmu lub przynajmniej alternatywnej ramy gatunkowej i epoki.

W nowej produkcji w Above the Arts reżyserka Linnie Reedman oraz Ruby in the Dust Productions przenoszą akcję do dusznych klubów i bagien Nowego Orleanu, czerpiąc pełnymi garściami z bogatej tradycji jazzu i bluesa, a w szczególności z utworów Dr. Johna. Ateny stają się Athens w stanie Georgia, dzięki czemu do scenariusza wkracza element polityki rasowej. Zamiast zwykłej „magii” wchodzimy w świat voodoo, a aktorzy pełnią jednocześnie role wokalistów i instrumentalistów. W ogólnym rozrachunku sprawdza się to bardzo dobrze, choć samo miejsce jest mało idealne dla produkcji, w której tak wiele gatunków muzyki, teatru i tańca musi współistnieć na tak ograniczonej przestrzeni.

Silvana Maimone (Tytania), Matt Jopling (Piszczała), Sarah Ratheram (Głodomór). Fot.: Annabelle Narey

Scena została ustawiona w układzie traverse (widownia po dwóch stronach): na jednym końcu znajduje się łóżko z baldachimem pełniące rolę sypialni Tytanii, w centrum drzewo z rozsypanymi poduszkami jako las, a na drugim końcu pianino – centralny punkt wielu numerów muzycznych. Prawie cała obsada śpiewa i tańczy, a „rzemieślnicy” w większości pełnią też funkcję muzyków. Zaczynamy od nastrojowego wykonania „Marie Laveau”, podczas gdy Tytania (Silvana Maimone) rzuca urok voodoo, a właściwa akcja rusza wraz z konfliktem na tle rasowym, gdy Egeusz (Matthew Woodyatt) próbuje zapobiec małżeństwu Hermii z Lizandrem (Jonathan Ajayi).

Te motywy dominują przez kolejne dwie i pół godziny. Magia świata voodoo jest równie pociągająca, co groźna – w żadnym wypadku nie jest łagodna. Muzyka oddaje duszną atmosferę, pokusy i potencjał konfliktu nocy w „Big Easy”, a miasto Ateny staje się miejscem społecznych i rasowych nierówności, dla których mokradła i lasy są zarówno schronieniem, jak i źródłem rozwiązania. Podsumowując, jest to przemyślany koncept przeniesienia akcji, konsekwentnie realizowany przez cały spektakl. Pomysł nie rozmywa się w trakcie – co bywa irytujące w wielu uwspółcześnionych adaptacjach Szekspira, które nagle wracają do naturalizmu, jakby nowa koncepcja była tylko tanim chwytem. Zaimponował mi też sposób, w jaki reżyserka wykorzystała rzemieślników jako elfy podczas onirycznej sceny Spodka i Tytanii, choć większość pozostałych elfich swawoli została usunięta przez dramaturga, Henriette Rietveld. Daje to zdecydowanie mroczniejszy ton całości, zarówno w lesie, jak i w Atenach. Obsada często powraca do „Wrap Your Troubles in Dreams” Louisa Armstronga, ale problemy bohaterów nigdy do końca nie znikają.

Pojawiają się jednak pewne problemy z wykonaniem, jeśli nie z samą wyobraźnią twórców. Miejsce spektaklu znacznie lepiej nadaje się do kameralnego teatru niż do tak dużej i głośnej obsady. Lokalizacja blisko Leicester Square jest z natury głośna, nawet przy zamkniętych oknach, co w połączeniu z ograniczeniami fizycznymi przestrzeni nieco osłabiało siłę przekazu. Ta sztuka nie potrzebuje całego lasu, by „oddychać”, ale wymaga większego studia, zwłaszcza przy inscenizacji typu traverse lub in the round. W obecnych warunkach kłócące się pary i rzemieślnicy podczas prób potrzebowali więcej miejsca, a konieczność wbiegania i wybiegania postaci przez pobliskie drzwi momentami przywoływała ducha farsy zamiast magicznego misterium voodoo.

Jonathan Ajayi jako Lizander. Fot.: Annabelle Narey

Poważniejszym mankamentem był momentami niski poziom recytacji wiersza. Rozumiem, że w tego typu adaptacji umiejętności wokalne i taneczne są równie ważne co technika operowania tekstem szekspirowskim, ale nie mogą jej zastępować. W pierwszej połowie niektóre dłuższe monologi były niesłyszalne lub „wyrzucane” bez zrozumienia, przez co ważne punkty fabuły i niuanse postaci uległy zatarciu. W drugiej połowie było już znacznie lepiej pod względem emisji głosu, ale na tym etapie uwaga skupia się na akcji i rozwiązaniu wątków, więc zostaje mniej miejsca na popisy poetyckie. A język tej sztuki jest przebogaty w metafory i malowanie obrazów słowem – niczym mieniąca się ławica ryb wpływająca do zatoki. Szkoda więc zmarnowanego potencjału.

Sid Phoenix jako Puk. Fot.: Annabelle Narey Ogólnie rzecz biorąc, kochankowie byli dobrze dobrani, pełni temperamentu i wyraziście zróżnicowani. Z wyjątkiem Lizandra granego przez Ajayi'ego jako czarnoskórego muzyka, pozostała trójka to arystokracja z plantacji. Kobiety są szczególnie angażujące w scenach kłótni o „żołędzie” i „słupy majowe”. Spośród indywidualnych kreacji wyróżniły się dwie. Matthew Woodyatt to znakomity wokalista, aktor i trębacz – posiada wszystkie umiejętności niezbędne, by zagrać Kloca jako przerysowanego, zarozumiałego aspirującego aktora z komediowym zacięciem. Jego sceny z Tytanią (Maimone) są mniej przekonujące, ale wynika to raczej z faktu, że zarówno ona, jak i Oberon (David Monteith) wypadają bardziej królewsko i autorytatywnie w śpiewie niż w grze aktorskiej. Scena „teatru w teatrze” nieco się dłużyła, ale to akurat przypadłość większości inscenizacji Snu nocy letniej.

Podczas gdy inni rzemieślnicy dobrze wykorzystują swoje momenty i sprawnie grają na instrumentach, postacią, która najlepiej uosabia ducha i ambicję tej produkcji, jest Puk grany przez Sida Phoenixa. Ucharakteryzowany na Jokera w wydaniu Heatha Ledgera, w cylindrze i kamizelce, ma w sobie mnóstwo tajemnicy, choreograficznej gracji i żartobliwej błyskotliwości. Dysponuje świetnym barytonem i naturalnym wyczuciem tekstu, podanym z jednym z najbardziej przekonujących południowych akcentów w całym spektaklu. To zdecydowanie talent, który warto śledzić.

Nawet jeśli to przedstawienie nie pokonało wszystkich przeszkód postawionych przez Szekspira i przytłaczającą historię wystawień tej sztuki, nie można mu odmówić odwagi i ambicji. Zespół w pełni zasłużył na to, by pokazać ten koncept ponownie – miejmy nadzieję, że wkrótce i w większym, bardziej odpowiednim miejscu.

Spektakl A Midsummer Night's Dream In New Orleans jest grany w Above The Arts do 29 sierpnia 2015 r.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS