Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Barnum w Chichester Festival Theatre ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Barnum

Chichester Festival Theatre, wkrótce w trasie po Wielkiej Brytanii

24 sierpnia 2013

5 Gwiazdek

Wznowienie musicalu Barnum w reżyserii Timothy'ego Sheadera i Liama Steela, grane obecnie w ostatnim tygodniu w Chichester w specjalnie zbudowanym namiocie, to triumf – pod niemal każdym względem.

Pomysł, by przemodelować libretto tak, aby spektakl skupiał się na niezwykłym życiu Barnuma przed dołączeniem do cyrku, jest inspirujący i daje obsadzie solidne podstawy do stworzenia wielkich kreacji. Scott Pask zaprojektował cudownie kolorową i pomysłową scenografię, która znakomicie eksponuje genialne kostiumy Paula Willsa.

Na czele tej niesamowitej obsady stoi Christopher Fitzgerald, który stroni od efekciarskiego podejścia wodzireja, jakie niegdyś prezentowali Michael Crawford czy Jim Dale. Zamiast tego, w sposób absolutnie natchniony, skupia się na „humbugu”, który uosabiał życie Barnuma przed erą cyrkową. Fitzgerald zjednuje sobie widza od pierwszej sekundy, a w trakcie spektaklu buduje wielowymiarową, przemyślaną rolę, pełną radości, światła, przenikliwości, wdzięku, szalonej energii i niespożytej werwy. Oglądanie go to czysta przyjemność – świetnie śpiewa, z ogromną swobodą chodzi po linie i dosłownie żongluje wszystkimi wyzwaniami, jakie stawia przed aktorem postać Barnuma.

Jego wykonanie „Museum Song” to bezapelacyjny sukces. Trudno wyobrazić sobie kogoś na West Endzie, kto mógłby dorównać Fitzgeraldowi w tej roli, w tej inteligentnej i wrażliwej inscenizacji.

Wspaniale partneruje mu Tamsin Carroll w roli Charity Barnum. Jej kreacja jest bezbłędna – to postać stanowcza, zabawna, zdeterminowana, a przy tym pełna uroku i absolutnie zachwycająca. Utwór „One Brick At A Time” wykonuje z ogromną swobodą, a przepiękne „I Like Your Style” nigdy nie brzmiało lepiej. Fitzgerald i Carroll wspólnie tworzą portret pary tak realistyczny, jak tylko można to sobie wymarzyć.

Równie perfekcyjna jest Anna O’Byrne jako Jenny Lind – nie tylko śpiewa zapierająco dech w piersiach, ale zachwyca urodą i hipnotyzuje, wykazując się przy tym zręcznością komediową. Łatwo zrozumieć, dlaczego Barnum rozważa opuszczenie swojej idealnej żony dla tego wspaniałego „Słowika Szwecji”.

Jack North to uroczy i pełen energii Tom Thumb, James O’Connell jest fantastyczny jako Bailey, a cały zespół wykonuje kawał świetnej roboty – szczególnie A.C. Garcia, Leon Cooke, Michaela O’Connor i Max Parker. Jedynie numer „Thank God I’m Old” nie wybrzmiał w pełni – potrzebował nieco starszego, bardziej drapieżnego głosu solistki.

Ogólnie jednak partytura jest prowadzona z wielką dbałością i obfituje w wokalne perełki. Choreografia Liama Steela i Andrew Wrighta jest znakomita, a układy w „Black and White”, „Come Follow The Band” czy „Join the Circus” robią piorunujące wrażenie.

To, co kuleje, to orkiestracje (zbyt przygaszone, mało wyraziste, pozbawione blasku i perkusyjnej werwy, które powinny nadawać tempo i nieść solistów oraz tancerzy) oraz nagłośnienie (nierówne, a miejscami wręcz niedostateczne – „Come Follow The Band” szczególnie ucierpiało przez zły balans między wokalem a zespołem).

Problemy te mogłyby być mniej odczuwalne w tradycyjnym teatrze z oknem scenicznym, ale skoro niektóre numery (jak „Black and White”) brzmiały dobrze, trudno znaleźć dla nich usprawiedliwienie. Przy odpowiednich aranżacjach i dopracowanej reżyserii dźwięku, ta produkcja byłaby rzadkim okazem – nową interpretacją, która przyćmiewa oryginał.

Obsada jest bowiem doprawdy wyborna, tryska energią i entuzjazmem, a ich zgranie, styl i akrobatyczna sprawność sprawiają, że patrzy się na nich z zachwytem. Nie ma co do tego wątpliwości – to znacznie lepsze wznowienie niż niedawne produkcje z Chichester, takie jak „Sweeney Todd”, „Top Hat” czy „Deszczowa piosenka”. Jest odważniejsze, śmielsze i bardziej oryginalne, z niemal bezbłędną obsadą, która raz po raz dokonuje rzeczy niemożliwych.

Zapewne spektakl

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS