Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Brief Encounter, Empire Cinema Haymarket ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Obsada Brief Encounter. Fotografia: Steve Tanner Spotkanie (Brief Encounter)

Empire Cinema, Haymarket

11 marca 2018

4 gwiazdki

Zarezerwuj bilety

Odrodzenie i odnowa to potężne motywy w sztuce.  Noel Coward z pewnością trafił na żyłę złota, gdy w 1936 roku wymyślił centralną sytuację domową w swoim „Still Life” – jednej z dziewięciu sztuk składających się na cykl „Tonight at 8.30”.  Inspirująca decyzja o rozwinięciu jej w pełnoprawny film fabularny, stworzony w nużących, schyłkowych latach II wojny światowej, nostalgicznie spoglądający wstecz na przedwojenny świat, w który wierzyło coraz mniej osób (Coward był jedną z nich), na czasy, gdy nie było zaciemnienia, czekolada była pod dostatkiem, a co najważniejsze – każdy znał swoje miejsce i się go trzymał, okazała się jednym z majstersztyków w błyskotliwej karierze mistrza.  Obecność Davida Leana na stanowisku reżysera była jeszcze większym uśmiechem losu, podobnie jak wszechobecny Muir Mathieson nadzorujący ścieżkę dźwiękową słynącą z pulsującego II Koncertu fortepianowego Rachmaninowa. Wszystko to zapewniło filmowi nieśmiertelność, pozwalając mu przetrwać niekończące się zmiany mód i zachować miejsce w sercach publiczności.

Isabel Pollen jako Laura i Jim Sturgeon jako Alec w Brief Encounter. Fotografia: Steve Tanner Dziesięć lat temu Emma Rice wspólnie z Kneehigh Theatre Co. podjęła trud przeobrażenia tego dzieła w fascynujący spektakl: rodzaj hołdu dla kina, staroświeckiej brytyjskości i performansu.  Sztuka krążyła tu i ówdzie po kraju i świecie, a teraz powraca do Londynu, by znów uwieść publiczność na West Endzie.  Wyborny zespół dziesięciu aktorów-muzyków zaludnia improwizowaną „scenę” ustawioną na prawdziwej scenie kinowej (scenografia: Neil Murray, światło: Malcolm Rippeth), na tle której wyświetlane są fragmenty nowo zrealizowanego filmu (projekcje: John Driscoll i Gemma Carrington), ozdabiające i przeplatające adaptację Rice.  Do tego remiksu trafia spora liczba melodii Cowarda w cudownie pomysłowych i zwinnych aranżacjach, które jednocześnie przypominają nam o gustach przeszłości, a jednak, podobnie jak „Girl From The North Country”, wciągają tę przeszłość w „tu i teraz”, nadając temu głosowi sprzed lat całkowicie świeże i porywające brzmienie.  Ostatnio pewien znany amerykański autor piosenek wywołał niemałe zamieszanie w lokalnych kręgach krytycznych, gdy miał czelność kwestionować muzyczne zasługi sir Noela.  Cóż, być może zmieniłby zdanie, słysząc to, co w tym spektaklu, zwłaszcza wiersze (Coward pisał i robił absolutnie wszystko, włączając w to poezję), które zyskały wykwintnie nowoczesną i dreszczową oprawę dzięki kompozytorowi i kierownikowi muzycznemu Stu Barkerowi, prowadzącemu zespół z ogromną finezją.

Isabel Pollen jako Laura w Brief Encounter. Fotografia: Steve Tanner

On i Rice wydobywają z nich kreacje pełne gracji, serca i wyobraźni.  Z całej pięknej obsady, gwiazdą wieczoru jest bez wątpienia fantastyczny Jos Slovick, którego głos i sposób bycia łączą w sobie wszystko od George'a Formby'ego po Joe Browna na froncie muzycznym, a który przejmuje zwariowany styl The Crazy Gang, Tommy'ego Trindera czy Arthura Askeya, tworząc najbardziej wdzięczną rolę męską w przedstawieniu.  Naprzeciw niego – pod każdym względem – stoi przerażająca matrona dworcowej kawiarni, niezapomniana Myrtle Bagot w wykonaniu Lucy Thackeray, obsadzona w masce udawanej uprzejmości godnej Dory Bryan czy Thory Hird w ich najbardziej zaczepnym wydaniu.  To właśnie energia – rywalizacja, zmagania, czujność – między tą dwójką napędza całe to przedsięwzięcie.

Lucy Thackeray jako Myrtle w Brief Encounter. Fotografia: Steve Tanner

Jeśli chodzi o wielkich kochanków, panią Laurę Jesson i równie zajętego małżeńsko, potencjalnie cudzołożnego dr. Aleca Harveya – Isabel Pollen gra swoją postać z chłodnym opanowaniem klasy średniej a la Charlotte Rampling, powściągając seksapil i zamykając go w szacowności, jaką oferuje życie na prowincji. Jim Sturgeon w roli niezbyt dobrego doktora wykazuje nieco mniej mroku, niż rola mogłaby wymagać: gdy słyszymy, że wyjeżdża do RPA, czujemy pewną ulgę, mając nadzieję, że tam nieco odpuści i przestanie być takim sztywniakiem.  Gdyby nie olbrzymi osobisty urok i charyzma Trevora Howarda w wersji filmowej, czy ta postać zaszłaby tak daleko?  Z kolei Celia Johnson zasłużenie zainspirowała parodię „Dame Celii Molestrangler” w programie „Round The Horne” jedną ze swoich legendarnych inkarnacji eleganckich, nieskazitelnie ubranych wzorców angielskiej kobiecości, które nigdy nawet się nie spociły, a tym bardziej nie wyraziły żadnych potężniejszych, cielesnych doznań.  (Niebiosa, skądże!)  Komizm polega tutaj na tym, że to „próba” zdrady pary, która prawdopodobnie nie ma przysłowiowych jaj, by doprowadzić ją do końca.  To zabawne, ale w słodko-gorzki sposób: idealny materiał Cowarda.  Nie bez powodu „Mad About The Boy” i liczne późne piosenki z „Sail Away” zostały tu wciśnięte: stanowią one uprzejmy, dowcipny, wyrafinowany głos, którego odmawia się tym bijącym się w pierś, pospolitym prowincjonalnym gołębiom, których niedoszły romans obserwujemy przez 90 długich minut, gdy nie może się on wzbić w powietrze.

Katrina Kleve, Lucy Thackeray i Beverly Rudd w Brief Encounter. Fotografia: Steve Tanner

Ich męki zyskują oczywiście operową moc dzięki obecności II Koncertu Rachmaninowa.  Rice sprytnie wykorzystuje chór, by przejął kluczową „partię” orkiestry, intonując rachmaninowowskie wokalizy, gdy temperatura emocjonalna wymaga podgrzania: jako technika, sprawdza się to znakomicie, przywołując brytyjską pasję do śpiewania w chórach, „przyłączania się”, dopasowania i konformizmu.  Chór jest wspaniale obecny w tym spektaklu.  Jednak to nie tyle jawna ekspresja nas zachwyca, co nieopisane, ukryte przekazy czające się w potężnej melodii Siergieja: śpiewają oni pieśń, która jest muzyką psychicznej i twórczej regeneracji po depresji artystycznej i paraliżu, jakie nastąpiły po klapie premiery radykalnej I Symfonii Rachmaninowa.  Po poddaniu się psychoanalizie, wówczas najmodniejszej rozrywce wyższych sfer, kompozytor powrócił z pełnym ciepła i blasku (oraz niezbyt trudnym do zagrania) koncertem fortepianowym.  Reszta, jak mówią, jest historią muzyki dla mas.  Od tamtej pory nie opuszcza repertuaru.  Sukces, sława i szacunek osiągnięte kosztem porzucenia prawdziwej odwagi i oryginalności.

Dean Nolan jako Fred, Isabel Pollen jako Laura w Brief Encounter. Fotografia: Steve Tanner

I na tym możemy się skupić, gdy irytuje nas niezręczne dreptanie w miejscu umęczonych, wahających się protagonistów.  To ta muzyka przypomina nam, jak kojące i bezpieczne może być życie, o ile nie ulegniemy apetytowi na ryzyko i będziemy grać bezpiecznie, według zasad.  Według sugestii Rice, dotyczy to zarówno głównych bohaterów, jak i reszty zespołu: stłamszonej Beryl w kawiarni (imionach, które Thackeray wymawia z trzema cudownymi sylabami w kolejnym mistrzowskim komicznym geście), granej przez Beverley Rudd, a także innych jej postaci, Hermione i Dolly Messiter; dotyczy to bezbarwnego Freda Jessona granego przez Deana Nolana, a także jego żywiołowego Alberta Godby'ego i wyrachowanego Stephena Lynna; wreszcie marzeń i ambicji Katriny Kleve, Petera Dukesa, Seamusa Careya i Pata Morana jako sprawnie działającego zespołu, wypełniającego pozostałe mniejsze role i nadającego głębi obrazowi Brytanii lat 30. tutaj prezentowanemu.  To uniwersalność tej opowieści o każdym z nas sprawia, że nam na niej zależy.  Powszechność kompromisów i poświęceń nadaje im wagę.

Lucy Thackeray jako Myrtle, Isabel Pollen jako Laura, Jim Sturgeon jako Alec w Brief Encounter. Fotografia: Steve Tanner

Co sam Coward pomyślałby o tej dziwnie cudownej reinterpretacji swojej historii pełnej napiętych emocji klasy średniej? Trudno powiedzieć.  I kto wie, co sądziłby o tym, że Rice zamienia jego główną bohaterkę w Ann Todd z „Siódmego welonu”, gdy ta przeobraża się w wielką koncertową pianistkę w samym sercu porywającej muzyki, której spienionego akompaniamentu użyczają fale uderzające o brzeg z filmów z Deborah Kerr.  Nie jestem pewien, czy mnie to w pełni przekonało.  Ale kogo to obchodzi?  To urocza fantazja spod znaku romansu.  Z pewnością ucieszy widzów podczas kolejnego długiego okresu wystawiania, który potrwa do grudnia tego roku.  Doprawdy czarujące.

ZAREZERWUJ BILETY NA BRIEF ENCOUNTER JUŻ TERAZ

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS