Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Les Misérables, Imperial Theatre ✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Udostępnij

Will Swenson i Ramin Karimloo w Les Misérables. Fot. Matthew Murphy Les Misérables

Imperial Theatre

16 kwietnia 2014

2 Gwiazdki

REZERWACJA BILETÓW

Les Misérables to jeden z moich ulubionych musicali. Pamiętam, jak kupiłem płytę CD tuż po premierze i słuchałem jej bez końca. Z autentycznym podziwem wspominam genialną, oryginalną australijską obsadę, która tak brawurowo ożywiła pierwotną inscenizację Trevora Nunna w 1987 roku. Niektóre z tamtych kreacji wciąż uważam za jedne z najwybitniejszych, jakie widziałem w teatrze. W ciągu pierwszego roku obejrzałem tamto przedstawienie kilkanaście razy – tak wielkie wywarło na mnie wrażenie.

Obecnie w nowojorskim Imperial Theatre na Broadwayu wystawiana jest nowa produkcja Camerona Mackintosha w reżyserii Laurence'a Connora i Jamesa Powella.

Sądząc po radosnym wyczekiwaniu tłumu jeszcze przed pierwszą nutą i niemal odruchowej reakcji na każde wykrzyczane z estrady wysokie C, spektakl okaże się hitem. Sukces niemal pewny.

Mnie jednak to widowisko pozostawiło całkowicie obojętnym.

Przesada jest tu naczelną metodą reżyserską: „dużo” to za mało, „więcej” jest wskazane, a „o wiele więcej” to ideał. Wszystko jest głośne – nawet fragmenty śpiewane sotto voce, a częściej po prostu ryczące. Wydaje się, że skrzeczenie i wrzask mają pierwszeństwo przed dykcją i prawdziwym śpiewem.

Mamy tu powstawiane na siłę wysokie nuty, więcej popisów siłowych niż na jarmarku i oceany nieokiełznanego hałasu w miejscu, gdzie powinien wybrzmiewać zwarty śpiew zespołowy.

Nowa scenografia jest poprawna, a nienaganne, wręcz perfekcyjne światło Paule Constable sprawia, że całość wygląda lepiej, niż na to zasługuje.

Główny problem tego ujęcia streszcza finał soliloquium Valjeana – moment, w którym Biskup go ocala i obdarowuje srebrem, by mógł zacząć nowe życie. Oświetlony reflektorami z każdej strony Valjean rozdziera tunikę, by ukazać swój nieskazitelny „kaloryfer” na brzuchu, prężąc tors w pełnym blasku, podczas gdy wyciąga najwyższą nutę.

Jak mogłaby zapytać Kopciuszek: klatka piersiowa zacna... ale co ten obraz ma wspólnego z Valjeanem i jego duchową przemianą? To mniej więcej tak, jakby Maria von Trapp obnażała wdzięki w drodze do posiadłości von Trappów, kończąc utwór „I Have Confidence”. Efektowne, może nawet ładne. Ale po co?

To pytanie powracało przez cały wieczór.

Kilka uwag do obsady:

Valjean (Ramin Karimloo): Sir Cameron nie zawsze ma rację. Trzymaj się własnych przekonań.

Javert (Will Swenson): Świetna robota, ale zdaje się, że trafiłeś do złej bajki.

Fantine (Caissie Levy): Przestań to robić i po prostu śpiewaj.

Pani Thénardier (Keala Settle): W porządku.

Thénardier (Cliff Saunders): Naprawdę? Tak na poważnie?

Éponine (Nikki M James): Szukaj dalej swojej drogi.

Cosette (Samantha Hill): Bardzo mi się podobałaś.

Marius (Andy Mientus): Marius to nie panienka.

Odświeżanie wielkich hitów jest na porządku dziennym na najważniejszych scenach muzycznych świata. Czasem nowa wizja przewyższa oryginał.

To nie jest ten przypadek. Przynajmniej nie z tą obsadą i nie z takim podejściem do tekstu i muzyki.

REZERWACJA BILETÓW NA LES MISÉRABLES NA BROADWAYU

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS