Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Rent Boy The Musical, Above The Stag ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Rent Boy, The Musical

Above The Stag Theatre

28 czerwca 2015

3 gwiazdki

KUP BILETY

Teatr często postrzegany jest jako czysta eskapistyczna rozrywka, zwłaszcza musicale, dlatego zawsze ciekawie jest trafić na sztukę, która inspiruje do poszerzenia wiedzy. Tak właśnie było w przypadku „Rent Boy, The Musical”, granego obecnie w Above The Stag Theatre w inscenizacji Roberta McWhira.

Jednym z najlepszych numerów w tym przedstawieniu, łączącym świetną choreografię (autorstwa niezwykle utalentowanej Carole Todd) z wpadającą w ucho melodią, jest „Who Invented The Jockstrap?”. Kiedy zespół z niesłabnącym wigorem rzucił się w wir piosenki i układu, zacząłem się zastanawiać, jaka jest odpowiedź na to pytanie. Przyznaję, że nigdy wcześniej o tym nie myślałem. Okazuje się, że był to C.F. Bennett w 1874 roku – jak widać, musicale mogą mieć walor edukacyjny!

To teatr muzyczny w najbardziej dosłownym wydaniu. Tytuł sugeruje pikantne zdarzenia, masę dwuznaczności i tancerzy w bardzo obcisłych portkach: istny raj w stylu Rogera de Brisa. I produkcja dowozi pod każdym z tych względów.

Gdyby ekipa stojąca za serią filmów „Carry On” wciąż tworzyła, mogliby wymyślić coś równie zwariowanego jak te strofy:

Jeśli potrzebujesz porządnego kucia / To ja jestem fachowiec nie lada. / Nie chcę słuchać twego skomlenia, / Przyjmij to po męsku, tak wypada.

Subtelność nie jest tu towarem deficytowym – ale też wcale nie musi nim być. Przedstawienie nie pretenduje do bycia doniosłym czy ważnym: to po prostu ćwiczenie z dobrej zabawy. Jeśli szukacie śmiechu i nagości w stylu burleski, będziecie w pełni usatysfakcjonowani.

Libretto i teksty piosenek autorstwa Davida Leddicka są dość proste, ale nie rażą. To raczej album pełen myśli i skeczów niż zwarty musical, ale wątpliwe, by docelowej publiczności to przeszkadzało. Skupiony wokół ceremonii wręczenia nagród dla, w zasadzie, „Żigolaka Roku”, spektakl pędzi od jednego laureata do drugiego, przeplatając to luźnymi „wywiadami” między Gospodarzem Gali (który w II akcie staje się Gospodynią w swoistym hołdzie dla Billy’ego Flynna) a zwycięzcami.

Sama opowieść nie odkrywa Ameryki, a opieranie się na tropach typu „to tylko seks” jest na porządku dziennym. Jednak w tę całość wpleciony jest pewnego rodzaju nieśmiały romans między jednym z chłopaków a samotnym, łagodnym klientem, który wierzy w możliwość „prawdziwej” relacji. Jest to, delikatnie mówiąc, dość topornie połączone ze sprośną frywolnością i niemal niemożliwe do traktowania poważnie – i gdyby nie pełne zaangażowania aktorstwo oraz, przypuszczalnie, chęć McWhira, by uczynić całość nieco bardziej intrygującą, ten wątek mógłby wypaść fatalnie. Ale tak nie jest; poprowadzono go z wyczuciem i rzeczywiście porusza ciekawe kwestie. W niemal identyczny sposób (i tonie), jak robił to hitowy film „Pretty Woman” w latach 90.

Niemniej, tak jak wiele musicali przez ostatnie sto lat opierało swój sukces i urok na potężnej mieszance seksu, tańca, muzyki i uprzedmiotowienia kobiet, tak robi to i ten show – z tą różnicą, że tutaj punktem wyróżniającym jest uprzedmiotowienie młodych mężczyzn.

Wystarczy powiedzieć, że wiarygodność nie musi być tu zawieszona: każdy z obsady przekonuje jako potencjalny „chłopak do wynajęcia”, na pewno pod względem wyglądu, pewności siebie i swobody w rozbieraniu się. Spektakl działa najlepiej wtedy, gdy licznik kampu dobija do maksimum, a atmosfera bardziej przypomina Gypsy Rose Lee niż klasyczny musical. Do najmocniejszych punktów należą: „Pete's Tool Rental”, czyli dąsający się, wypinający biodra kuzyn „Cell Block Tango”; przerysowany numer drag, który otwiera drugi akt (z wielkimi białymi piórami, striptizem i dwoma asystentami z gołymi klatami) „I Have My Fans”; wspomniane już „Who Invented The Jockstrap?” oraz żywiołowe „All My Dreams In A Row”.

Pastyżowa partytura Andrew Sargenta jest melodyjna i skoczna, choć ostatecznie mało zapada w pamięć. Kierownictwo muzyczne Michaela Webborna jest solidne, a nagrany akompaniament idealnie wpisuje się w kiczowaty klimat, jakim byłaby taka gala rozdania nagród. Pojawiły się jednak pewne problemy z balansem dźwięku – wydawało się, że to raczej kwestia wykonawców, którzy powinni lepiej podeprzeć głos, by zapewnić odpowiednią projekcję.

David Shields przygotował odpowiednio „ponuro-brokatową” scenografię, ale to jego kostiumy są diabelnie zabawne. Złote kamizelki to szczególnie trafiony pomysł. Pragmatyczny projekt oświetlenia Chrisa Withersa sprawia, że wszyscy są dobrze widoczni, a tam, gdzie potrzeba cienia, tam on jest.

Prawdziwą gwiazdą przedstawienia jest jednak pełna wigoru, zadziorna i błyskotliwa choreografia Carole Todd, która wydobywa z obsady to, co najlepsze, i mistrzowsko podnosi poziom optymizmu na widowni. Obsada może i nie składa się z prawdziwych żigolaków, ale to naprawdę świetni tancerze.

Wyróżniał się Aaron Jenson, który jako Edge był odpowiednio drapieżny, nie czuł skrępowania niezależnie od wymogów scenariusza i tańczył z prawdziwym stylem i polotem. Frank Loman sprawnie prowadzi całość jako konferansjer – postać w typie Grahama Nortona na LSD, pełna wielkich gestów i złośliwych, ciętych ripost – a jego występ w dragu jest również bardzo zabawny. Lucas Meredith jest komiczny jako pechowy, ale jadowity i efektowny asystent prowadzącego, wyciskając maksimum z niewielkiej roli.

Samuel Clifford i Conleth Lane wykonują kawał dobrej roboty jako para klient-usługodawca, którzy nieśmiało badają szanse na głębszą relację uczuciową. Choć tekst jest momentami przesłodzony, obaj grają to z powagą, a efekt jest autentycznie wzruszający. Dobrze spisują się także Marcus Grimaldi, Phil McCloskey i Henry Collie (który w tej produkcji jest odpowiedzią na Dirka Digglera w stylu Marka Wahlberga).

Cała obsada posiada solidne głosy, a dykcja w większości jest bez zarzutu. Odniosłem jednak wrażenie, że większość przyzwyczaiła się do polegania na nagłośnieniu, by ich głosy dotarły do ostatnich rzędów. W tak małej przestrzeni jak Above The Stag nie powinno to być konieczne i było nieco rozczarowujące.

Mimo to, energii, zaangażowaniu i entuzjazmowi głównie młodej obsady nie można nic zarzucić. I choć materiał wyjściowy może nie jest błyskotliwy, umiejętności McWhira sprawiają, że całość jest znacznie lepsza niż suma jej części. Docelowa publiczność (Above The Stag to jedyny w Wielkiej Brytanii stały profesjonalny teatr LGBT) bez wątpienia będzie się dobrze bawić – ale tak naprawdę każdy z poczuciem humoru znajdzie tu wiele dla siebie.

Musical „Rent Boy” jest grany w Above The Stag Theatre do 2 sierpnia 2015 roku.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS