Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Target Man, King's Head Theatre Londyn ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Sophie Adnitt

Share

Sophie Adnitt recenzuje spektakl Target Man autorstwa Marka Starlinga, wystawiany obecnie w londyńskim King's Head Theatre.

Target Man

King’s Head Theatre

Cztery gwiazdki

Zarezerwuj bilety Już od pierwszych zapowiedzi spektakl Target Man, wystawiany w The King’s Head Theatre, przypominał mi głośną historię „Geja Piłkarza” z Twittera. Konto założone w lipcu tego roku rzekomo należało do zawodnika Championship, który planował dokonać coming outu w wyznaczonym terminie. Spekulacjom nie było końca. Jednak w przeddzień ogłoszenia konto zostało usunięte po ostatnim wpisie: „Myślałem, że jestem silniejszy. Myliłem się”. Niezależnie od autentyczności tamtej historii, sprawa „Geja Piłkarza” przywróciła temat zawodników LGBT do debaty publicznej. W rzadkim przypadku, gdy życie naśladuje sztukę (sztuka powstała w 2017 roku, na długo przed tamtym kontem), Target Man porusza niemal identyczne kwestie. Czy nawet w dzisiejszych czasach znany sportowiec może bezpiecznie przyznać się do bycia gejem? Czy wbrew zapewnieniom fanów, trenerów, kolegów z drużyny i sponsorów, rzeczywiście zniszczyłoby to jego karierę?

W tym przypadku poznajemy Connora (William Robinson), nowego zawodnika w drużynie, który czuje respekt, trenując u boku swojego bohatera Joela (Mateo Oxley) i żyjąc pod ogromną presją ojca, byłego piłkarza (Edward Wolstenholme). Jego cyniczna agentka Emma (Sian Martin) chce, aby Connor otwarcie mówił w mediach o swojej orientacji – i nie tylko on. Ta nieprzewidywalna i często poruszająca sztuka stawia trudne pytania o kondycję współczesnego futbolu i udziela odpowiedzi, których niekoniecznie chcemy słyszeć.

Po nieco sztywnym początku akcja rozwija się sprawnie, choć finał wydaje się nie do końca sprecyzowany. King’s Head to kameralna przestrzeń i momentami odnosi się wrażenie, że obsada została pokierowana tak, jakby grała na znacznie większej scenie. Jedną z zalet małego teatru jest możliwość dostrzeżenia drobnych detali, które zginęłyby w dużej sali – nerwowego drżenia rąk czy pełnego niepokoju spojrzenia. Pozwolenie aktorom na taką subtelność nadałoby całości jeszcze większego szlifu.

W swoim zdumiewającym debiucie zawodowym Robinson często uchwyca te intymne szczegóły, co czyni jego występ niezwykle sugestywnym. Partnerujący mu Oxley tworzy znakomity portret Joela. Początkowo powściągliwy i ostrożny, odgrodzony od świata wysokim murem, Oxley stopniowo pozwala, by lęki Joela wypłynęły na powierzchnię, ukazując bolesny i nieuchronny schyłek jego kariery zawodowej – czyli tego, na czym Joelowi najbardziej zależy.

Martin w roli agentki Emmy jest wspaniale podstępna – jej usta mówią jedno, ale czujemy, że w głowie Emmy kłębi się milion innych, niekoniecznie miłych myśli. Obsadę dopełnia Wolstenholme, który sprawnie radzi sobie z różnymi akcentami w kilku rolach, tworząc przekonujące postacie w zaledwie kilka sekund od pojawienia się na scenie.

Sztuka jest krótka, ale zwarta; ani przez chwilę nie mamy poczucia braku innych bohaterów czy scen poza kilkoma prezentowanymi lokalizacjami. Najlepsze sceny to te, którym pozwolono trwać nieco dłużej, bo dialogi stają się w nich wyjątkowo angażujące. Jednak zbyt wiele z nich kończy się nagłymi wyciemnieniami, co sprawia, że narracja bywa poszarpana, a przeskoki czasowe o kilka miesięcy mogą dezorientować. Poza tym tekst Marka Starlinga trzyma w napięciu, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, jak mało osób w tej sztuce rozmawia ze sobą szczerze – to, co pozostaje niewypowiedziane, jest fascynujące. Mało tu optymizmu, ale powszechna, szara beznadzieja losu Joela i Connora uderza jeszcze mocniej. To nie jest dramatyczny finał obliczony na tani dreszcz emocji. To scenariusz, który najprawdopodobniej wydarzyłby się naprawdę – i to właśnie w nim przeraża najbardziej.

Jako brutalnie szczere dzieło teatralne, Target Man nie ucieka od niewygodnych i często brzydkich stron sportu, który stał się biznesem bardziej niż jakakolwiek inna dziedzina życia – wliczając w to towarowanie prywatności zawodników.

Spektakl wystawiany do 24 sierpnia 2019 r.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS