Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: That Man, Hippodrome Casino ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Udostępnij

That Man (Pokaz Warsztatowy)

Hippodrome Casino

20 września 2016

4 Gwiazdki

Jeśli uwielbiacie twórczość Caro Emerald, to pokochacie „That Man” – prawdziwą ucztę złożoną z jej utworów wplecionych w dramatyczną fabułę. Jeśli zaś jej muzyka jest Wam obca lub jeszcze nie daliście się do niej przekonać, z pewnością oczarują Was znakomite występy dziesięcioosobowej obsady, wspieranej przez stylowy czteroosobowy zespół pod kierownictwem muzycznym Iain'a Vince-Gatta. Wendy Gill wpadła na świetny pomysł, by zebrać kolekcję piosenek artystki i zaprezentować je w formie opowieści. Przez ostatnie kilka lat, we współpracy z reżyserem Paulem Boydem, dopracowywała scenariusz, który to realizuje. Dzięki funduszom z Arts Council, Wendy zorganizowała tygodniowy etap rozwojowy swojego oryginalnego konceptu. Paul dopasował narrację do kameralnej sceny Matcham Room, a Anthony Whiteman przygotował choreografię. Wczoraj odbyły się dwa pokazy: pierwszy dla zaproszonych gości z branży, a drugi dla szerszej publiczności, która wypełniła 150-osobową widownię i z entuzjazmem przyjęła to widowisko.

Głównym punktem tego około 80-minutowego spektaklu była ścieżka dźwiękowa składająca się z 17 piosenek. Utwory te zostały zaprezentowane przy trzech staromodnych mikrofonach przez fantastyczną obsadę. Choć Paul Boyd figuruje jako „reżyser”, wszystkie numery muzyczne wykonano w konwencji koncertowej ze stałych pozycji. Sabrina Aloueche błyszczała jako Rosa, Argentynka próbująca przebić się w londyńskim klubie nocnym The Flamingo w latach 50. – to tam krzyżują się losy wszystkich bohaterów. Rhiannon Chesterman oczarowała jako pełna wigoru Susan, a Treyc Cohen wniosła mnóstwo soulowej głębi w rolę pomocy domowej, Grace, która widzi na wskroś intrygi białych pracodawców i robi wszystko, by im pomóc. Scott Cripps zaskoczył jako sympatyczny giełdziarz Chas, a Kate England wcieliła się w Sashę, rezydentkę Flamingo, której pozycja zostaje zagrożona przez rosnącą gwiazdę Rosy. Christopher Howell jako Raymond to kolejny polubowny „city trader”, mieszkający z niepełnosprawną matką i desperacko szukający partnerki, a przede wszystkim dziecka, by odziedziczyć fortunę mamusi. Jonny Labey zagrał łajdaka i lekkoducha, omijającego szerokim łukiem wszelką odpowiedzialność, natomiast Colette Lennon jako Barbara to personifikacja małżeństwa z lat 50. – jesteśmy świadkami jej ślubu, po którym porzuca pracę na rzecz domowej harówki. Olive Robinson i Toyan Thomas-Browne urozmaicili całość efektownym tańcem, a zoffu usłyszeliśmy głos Davida Jamesa jako Gusa, amerykańskiego szefa klubu Flamingo. Wiele z tych postaci i sytuacji wyda się znajomych każdemu miłośnikowi opowieści retro.

Wszystkie postaci wykonują utwory z dorobku Caro Emerald, co w praktyce oznacza kompozycje 13 różnych autorów – czołówki światowego rynku komercyjnego. Odpowiadając na charakterystyczny szyk Caro w stylu retro lat 50., stworzyli oni dzieła, które brzmią jak autentyczne perełki z tamtej epoki, idealnie eksponując jej fascynujący głos (przypominający momentami mieszankę Lily Allen i Amy Winehouse). Choć tak duża liczba autorów mogłaby sugerować brak spójności, wszystko scala niezwykła i charakterystyczna barwa wokalna artystki.

To właśnie ten głos stał się inspiracją dla Wendy Gill. Jednak tutaj – w dramatycznej interpretacji jej katalogu – brakuje tego jednego, jednoczącego brzmienia. Zamiast tego polegamy na Gill, która musi stworzyć spójną całość z wielu głosów i nastrojów reprezentowanych przez liczną galerię postaci, śpiewających utwory różnych twórców. To spore wyzwanie. Patrząc na podobne spektakle, jak „Mamma Mia” (którego autorka ponoć jeszcze nie widziała), widzimy genialne rozwiązanie mniej skomplikowanego problemu – tam jednak za muzykę odpowiadało tylko dwóch twórców, Benny i Björn. Tutaj zadanie Gill jest o wiele trudniejsze: połączenie tak wielu stylów wymaga czasu i ten proces, być może, wciąż jeszcze trwa.

Mimo to, był to wieczór wybornej rozrywki w wykonaniu obsady, która poradziła sobie fenomenalnie – zwłaszcza biorąc pod uwagę, że mieli tylko tydzień na naukę, próby i dopracowanie scenariusza, muzyki oraz choreografii. Nie bez powodu brytyjscy artyści teatru muzycznego słyną z najwyższej jakości: ci ludzie stworzyli zespół, który na długo zapadnie w pamięć.

Zdjęcia z produkcji: Darren Bell

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ O THAT MAN

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS