Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The Twilight Zone w Ambassadors Theatre w Londynie ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

markludmon

Udostępnij

Mark Ludmon recenzuje produkcję Almeida Theatre — The Twilight Zone (Strefa Mroku), która po sukcesie na scenie offowej przeniosła się na West End i jest obecnie wystawiana w Ambassadors Theatre w Londynie.

Obsada The Twilight Zone. Fot.: Johan Persson The Twilight Zone

Ambassadors Theatre, Londyn

Cztery gwiazdki

Zarezerwuj bilety na Twilight Zone Zanim nastała era serialu Black Mirror i platformy Netflix, królowała Strefa Mroku. Ten nowatorski serial telewizyjny składający się z odrębnych dramatów, stworzony przez Roda Serlinga i emitowany w amerykańskiej sieci CBS w latach 1959–1964, stał się inspiracją dla niezliczonych produkcji sci-fi oraz horrorów (a dzięki regularnym powtórkom w brytyjskiej telewizji, trwale zapisał się w pamięci mojego pokolenia). Opowieści o kosmitach, równoległych wymiarach i tajemniczych, wrogich siłach kryjących się pod fasadą statecznego życia klasy średniej na przedmieściach, idealnie trafiały w niepokoje ówczesnego społeczeństwa amerykańskiego — i w pewnym stopniu brytyjskiego. Lęki te brawurowo zgłębia amerykańska dramatopisarka Anne Washburn w swojej adaptacji kilku odcinków. Spektakl The Twilight Zone, który bawi i intryguje, zadebiutował w Almeida Theatre w Boże Narodzenie 2017 roku, a teraz trafił na West End z niemal całkowicie nową obsadą.

Obsada The Twilight Zone. Fot.: Johan Persson

Sztuka splata historie napisane przez Serlinga oraz oryginalnych scenarzystów, Charlesa Beaumonta i Richarda Mathesona, tworząc fragmentaryczną, senną antologię. Podkreśla ona napięcia społeczne, które były fundamentem serialu, a które do dziś nie dają nam spokoju. Jak zauważa jeden z bohaterów komentujący własne położenie, spektakl przypomina układankę, której elementy powoli składają się w pełny obraz. W centrum tej wizji leży strach przed „obcym” czającym się na widoku, co najlepiej widać w swobodnej adaptacji odcinka Serlinga z 1961 roku pt. The Shelter. Antycypując późniejsze produkcje, takie jak The Walking Dead, pokazuje on, jak zżyta społeczność przedmieść błyskawicznie pogrąża się w kłótniach i przemocy w obliczu ataku rakietowego. Rozwijając oryginalny scenariusz, wersja sceniczna zmusza bohaterów do kwestionowania prawa innych do ukrycia się w schronie atomowym na podstawie ich „amerykańskości” — rasy i pochodzenia.

Neil Haigh i Lauren O'Neil w The Twilight Zone. Fot.: Matt Crockett

Wykorzystując kunszt teatralny i iluzję, reżyser Richard Jones bezbłędnie oddaje napięcie opowieści, w czym wspierają go upiorna oprawa dźwiękowa Sarah Angliss i Christophera Shutta oraz niepokojące światła Mimi Jordan Sherin i DM Wooda. Jednocześnie twórcy z przymrużeniem oka traktują melodramatyczne elementy niektórych odcinków oraz moralizatorskie narracje Serlinga, co daje świetny efekt komiczny. Scenografia Paula Steinberga, utrzymana w czerni, bieli i szarościach — nawiązująca do ery telewizji czarno-białej — czerpie z kultowej czołówki serialu: rozgwieżdżonego nieba, gigantycznych oczu, wirujących portali, zegarów i, przede wszystkim, białych drzwi zawieszonych w próżni. Wiele z tych motywów umieszczono na okrągłych planszach, którymi obsada obraca na scenie — to kolejny zabawny detal, który może nieco skonsternować osoby nieznające pierwowzoru. Dopełnieniem są monochromatyczne kostiumy Nicky Gillibrand, inspirowane modą wczesnych lat 60. oraz ówczesnymi wizjami futurystycznymi tego, co będziemy nosić pół wieku później. Ton spektaklu, balansujący między thrillerem a komedią, został idealnie uchwycony przez znakomity zespół aktorski, z których każdy wciela się w kilka ról.

Dyfan Dwyfor, Oliver Alvin Wilson i Aisha Bailey w The Twilight Zone. Fot.: Matt Crockett

Po sukcesie sztuki Pan Burns, w której Washburn wykorzystała motywy z Simpsonów, The Twilight Zone potwierdza jej fascynację ikonografią popkultury. Autorka nie tylko wydobywa lęki zserializowane w latach 60., ale też odkrywa pokłady niezamierzonego humoru, a w doborze historii stara się pokazać, jak potęga miłości może rozświetlić mrok. Jednak to ostatecznie mroczne wizje — z tajemniczymi kosmitami, złowrogą lalką brzuchomówcy i niebezpiecznymi międzywymiarowymi portalami — dominują na scenie i dostarczają widzom największej frajdy.

REZERWUJ BILETY NA THE TWILIGHT ZONE

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS