Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The Play That Goes Wrong, Duchess Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Matthew Lunn

Share

Zespół spektaklu The Play That Goes Wrong. Fot.: Helen Murray The Play That Goes Wrong

Duchess Theatre

8 września 2016

4 Gwiazdki

REZERWUJ BILETY | WIĘCEJ INFORMACJI Opisywany hasłem jako połączenie „Hotelu Zacisze” z „Czego nie widać”, The Play That Goes Wrong to ambitna sztuka, która wyciska komediowy potencjał z totalnej amatorszczyzny i stopniowego rozpadu psychicznego aktorów. Od premiery w Duchess Theatre we wrześniu 2014 roku spektakl święci nieprzerwane triumfy, zdobywając nagrodę Oliviera dla najlepszej nowej komedii w 2015 roku. Podczas gdy pierwotni członkowie Mischief Theatre zajęli się produkcjami Peter Pan Goes Wrong oraz The Comedy About A Bank Robbery (obecnie wystawianą w The Criterion), ich szeregi zasiliły nowe twarze. Ten jubileuszowy występ z okazji drugiej rocznicy spoczywał na barkach trzeciej już obsady, pragnącej powtórzyć fenomenalny sukces poprzedników.

Zespół spektaklu The Play That Goes Wrong. Fot.: Helen Murray Podobnie jak w Czego nie widać, oglądana sztuka w sztuce jest mało porywającym dziełem w wykonaniu nieudolnej ekipy. „Morderstwo w Haversham Manor” to efekt prac Koła Dramatycznego Politechniki Cornley, którego prezes, Chris Bean (Hayden Wood), otwiera wieczór zabawnym monologiem, przepraszając za wpadki w poprzednich przedstawieniach. Wyznacza to ton produkcji nękanej przez przedziwną nadekspresję aktorską, zapodziane rekwizyty i coraz bardziej kruchą scenografię.    To oszałamiająco dobra zabawa z nieskończoną dawką kreatywnych nieszczęść i obsadą, która ewidentnie bawi się tak samo dobrze, jak publiczność.

Sztuka stara się uzasadnić tę katastrofalną produkcję wglądem w porażki zespołu – zarówno zbiorowe, jak i indywidualne. Zagubiona płyta Duran Duran czy źle zaprojektowany gzyms kominka, z którymi widzowie zapoznają się jeszcze przed spektaklem, przynoszą później genialny efekt, a napięcia poza sceną dodają slapstickowi przyjemnej głębi. Na szczególną uwagę zasługuje niezręczny miłosny trójkąt: nieświadomy niczego Max (Daniel Millar), inspicjentka Annie (Joanne Ferguson) oraz wampowata partnerka Maxa, Sandra (April Hughes). Napięcie między tą dwójką wybucha na scenie z pełną mocą. Cała trójka tworzy znakomite kreacje, cechujące się komediową konsekwencją i chwilami zaskakującą subtelnością. Z kolei patos wynikający z kłopotów Dennisa (Drew Dillon) z tekstem, ambiwalentne podejście Trevora (Fred Gray) do oświetlenia i dźwięku oraz frustracja Jonathana (Oliver Llewellyn-Jenkins), który spóźnia wejścia, sprawiają, że te krępujące sceny stają się jeszcze zabawniejsze.

Joanne Ferguson w The Play That Goes Wrong. Fot.: Helen Murray Niemniej jednak, w przeciwieństwie do Czego nie widać, nie poznajemy w pełni wewnętrznych mechanizmów działania trupy ani tego, co motywuje każdego z aktorów. Na przykład Hayden Wood jest rewelacyjnie pompatyczny jako Chris Bean i po mistrzowsku ogrywa załamanie nerwowe w stylu Basila Fawlty’ego, ale nie ma zbyt wielu okazji, by traktować kolegów z zespołu inaczej niż tylko z zakłopotaniem lub irytacją. Robert w wykonaniu Adama Byrona jest genialnie lekceważący, pozbawiony poczucia humoru i egocentryczny, z doskonałym wyczuciem komediowym i manierą „wielkiego aktora”. Choć jego zachowanie wobec reszty jest wiarygodnie samolubne, nie widzimy, jak wpływa to na pozostałych, zapewne urażonych wykonawców. Nie sprawia to jednak, że The Play That Goes Wrong jest mniej fantastyczną i rozrywkową produkcją. Choć tematycznie blisko jej do Czego nie widać, ton jest nieco inny. Poczucie nieudanych prób i skutki lat ambitnych, acz nerwowych produkcji, o których wspomina Chris Bean na początku, są uchwycone migawkowo, raczej dopełniając farsę niż ją definiując. Pozwala to co prawda zobaczyć „Morderstwo w Haversham Manor” w całości – co jest satysfakcjonującym doświadczeniem, niemożliwym w sztuce skupionej bardziej na postaciach – ale sprawia, że momentami dystansujemy się od akcji.

Zespół spektaklu The Play That Goes Wrong. Fot.: Helen Murray Oczywiście przy tak pomysłowych awariach na scenie rozproszenie jest niemożliwe. Prawdziwą gwiazdą The Play That Goes Wrong jest scenografia Nigela Hooka – z pozoru funkcjonalny, staromodny salon, a w rzeczywistości absolutnie przekonująca śmiertelna pułapka. Każdemu aktorowi należą się ogromne brawa za poruszanie się w tej precyzyjnie skalibrowanej konstrukcji. Pod niezwykłą reżyserią Marka Bella – sama walka na miecze jest warta ceny biletu – panuje chaos, który totalnie konsternuje bohaterów, nie wyrządzając jednak krzywdy aktorom. W połączeniu z kunsztownie fatalnym oświetleniem i nietrafionymi efektami dźwiękowymi, które z każdą minutą pogarszają sytuację, The Play That Goes Wrong jest zachwycająco i bezbłędnie precyzyjne – co jest dowodem na to, jak wąski margines błędu mają twórcy farsy. To niezwykle widowiskowe przedstawienie ze świetną nową obsadą i genialnie katastroficzną scenografią. Biorąc to pod uwagę, a także brytyjskie uwielbienie dla pomyłek i oczyszczający potencjał śledzenia cudzego zakłopotania, spektakl ten na stałe wpisze się w krajobraz West Endu.

KUP BILETY NA THE PLAY THAT GOES WRONG W DUCHESS THEATRE

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS