Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

WYWIAD: Dana P. Rowe, kompozytor musicalu „The Fix”

Opublikowano

Autor:

emilyhardy

Share

Dana (z lewej) i John Dempsey. Zdjęcie: Marvin Joseph/Washingtonpost.com

Od samego początku urzeka mnie przyjazne nastawienie Dana Rowe'a, jego ciepło i entuzjazm: Rowe dysponuje ogromną wiedzą, a w trakcie rozmowy zdradza wystarczająco dużo, by rzucić nowe światło na krążące w branży pogłoski.

Rowe zaczyna od przytoczenia mądrości, którą przekazał mu kiedyś Cameron Mackintosh: w teatrze muzycznym słowa mówią nam, co myśleć, a muzyka – co czuć. Ma to szczególne znaczenie dla Rowe'a, który jako dziecko mocno się jąkał i opisuje muzykę jako swój pierwszy język: „Miałem spore problemy, zwłaszcza w sytuacjach publicznych. Doszło do tego, że moja nauczycielka w czwartej klasie uznała, iż wygłaszanie przeze mnie referatów przed klasą jest zbyt bolesne zarówno dla mnie, jak i dla innych dzieci. Widziała jednak, jak improwizuję przy pianinie, gdy inni się bawią, i zaproponowała: »Może następnym razem przygotujesz oprawę muzyczną do swojej recenzji książki?«. Będę na zawsze wdzięczny pani Martin za jej intuicję. Zacząłem tworzyć muzykę i tak bardzo ekscytowałem się dzieleniem się nią z klasą, że naprawdę pokonałem jąkanie. Zacząłem pisać muzykę do książek, konkretnych momentów dramatycznych, umuzykalniać sceny czy opowiadania”.

Obok pani Martin, Rowe przypisuje swój sukces relacjom i przyjaźniom, które budował i pielęgnował przez lata: „To nie zaczęło się tutaj, w wielkim mieście, ale w moim rodzinnym Columbus w Ohio. Dbałem o to, by angażować się w życie teatralne, nawet jeśli oznaczało to występowanie na scenie. Grałem przez kilka lat. Jestem także kierownikiem muzycznym, byłem asystentem i grałem w orkiestronie tylko po to, by zawsze być na miejscu i utrzymywać kontakty”. Gdy Rowe pracował nad własnym materiałem, miał dzięki temu szeroki wachlarz utalentowanych osób, które mógł poprosić o nagranie demówki, czy przyjaciół, z którymi mógł skonsultować pomysł na scenę. „Relacje nie są jednorazowe, zostają na zawsze. Jeśli tworzysz dobrą jakość i masz wsparcie w tych ludziach, to jesteś na właściwej drodze”.

Rowe współpracował z tekściarzem Johnem Dempseyem przy wielu musicalach, w tym Zombie Prom (1995), The Fix (1997) oraz Czarownice z Eastwick (2000), a zaledwie kilka tygodni temu zaczęli pisać nowy spektakl. Pracują jednak również niezależnie. Rowe przyznaje: „Nic nie może się równać z momentem, gdy zasiadamy razem z Johnem, ze względu na całą naszą wspólną historię. Piszemy razem sprawnie i szybko; nie musimy przebijać się przez zbędne uprzejmości. Wszystko jest bardzo szczere. Choć oczywiście nie spędzamy ze sobą każdej wolnej chwili”. Rowe i Dempsey mają podobną wrażliwość – obaj lubią zapuszczać się na nieznane terytoria, badać wątki nadprzyrodzone i być „nieco ekscentryczni”, ale Rowe czuje się też szczęściarzem, mogąc współpracować z Michaelem Amanem, Oscarem E. Moorem i Maribeth Graham, z których każdy wydobywa z niego jako kompozytora coś unikalnego. „Ci błyskotliwi autorzy tekstów przynoszą mi tytuł lub pomysł na piosenkę, ustalamy ton i od tego momentu wszystko zaczyna się rozwijać”.

Spotkania z artystami z różnych dziedzin i na różnych etapach kariery – od tych dopiero wchodzących do branży, po tych będących na samym szczycie – są zawsze fascynujące, a szczerość i praktyczne podejście Rowe'a działają odświeżająco. Od początku lat 90. Rowe ma to szczęście, że utrzymuje się wyłącznie z pisania, choć swoje doświadczenia w teatrze, z jego wzlotami i upadkami, opisuje jako proces alchemiczny. „Nigdy nie zatrzymałem się, by pomyśleć, że to ryzyko. Pochodzę z bardzo normalnej rodziny i zawsze po prostu byłem zdeterminowany i wytrwały. Zawsze znajdowałem sposób, by spłacić zobowiązania i dopiąć swego. Nigdy nie stracisz, robiąc coś dla innych. Sprawianie, by inni wypadli dobrze, często przynosi człowiekowi szczęście. Nadal nie mam stałej tygodniówki, ale uczysz się, jak się w tym poruszać i nie panikować”.

W tym właśnie momencie Rowe ujawnia swój najnowszy łut szczęścia, informując mnie, że The Fix trafi na londyński West End w przyszłym roku. „To zabawne, właśnie sprawdzałem e-mail, idąc na spotkanie z tobą, i jesteśmy naprawdę podekscytowani”. Sam Mendes reżyserował The Fix podczas profesjonalnego debiutu w Londynie w Donmar Warehouse, z Philipem Quastem, Johnem Barrowmanem i Katherine Evans w rolach głównych. „Byli genialni! To było spełnienie marzeń, jedna z tych bajkowych historii”. Niedawno The Fix został wznowiony w Union Theatre. Rowe wybrał się w podróż za ocean, by zobaczyć tę produkcję i opisał ją jako porywającą. „Zobaczenie tego w skromnej oprawie w Union było równie satysfakcjonujące. Uwielbiam odwagę wystawiania takich spektakli. Każdy miał jeden kostium, poza odtwórcą głównej roli, który miał dwa. Scenografia była minimalistyczna, ale to po prostu działało”. Trudno się nie zgodzić; sukces spektaklu w kameralnej przestrzeni typu black-box mówi bardzo wiele o fundamentalnej jakości dzieła – partyturze, libretcie i postaciach zapisanych na kartach papieru. W początkowym okresie Rowe czuł, że The Fix nieco wyprzedza swoje czasy. „Pamiętam, że media gromiły nas za to, że spektakl jest zbyt przerysowany i politycznie nierealistyczny. W porównaniu do świata, w którym żyjemy dzisiaj, to niemal jak wycieczka do Disneylandu”. Czy politycznie zaangażowany Fix spotka się w Londynie z mniejszym oporem niż w Ameryce? Rowe podejrzewa, że londyńczycy są bardziej otwarci na wymagającą tematykę w teatrze, sugerując, że być może chętniej postrzegamy niepokoje polityczne jako formę rozrywki. Ameryka, jak wyjaśnia, bywa winna traktowania teatru zbyt osobiście, wierząc, że praca autora odzwierciedla to, jak chciałby on widzieć świat – niczym mroczna, samospełniająca się przepowiednia – zamiast widzieć w tym to, czym jest w istocie: autorów opowiadających ciekawą historię i obserwujących dobrych, złych lub po prostu interesujących ludzi. „Robię tu spore uogólnienia, ale różnica w mentalności między Brytyjczykami a Amerykanami jest fascynująca”. Ta różnica stała się widoczna choćby w 2013 roku, gdy na Broadwayu triumfował musical Kinky Boots, odbierając nagrodę Tony dla najlepszego musicalu swojemu mroczniejszemu i bardziej złożonemu konkurentowi, Matyldzie. Nie ma nic złego w dającym czystą radość musicalu jak Kinky Boots, ale jako forma, jak wyjaśnia Rowe, musicale potrafią więcej: „Matylda jest w Nowym Jorku odbierana zbyt osobiście, jakby niosła zbyt niebezpieczne przesłanie. Ale to przecież Roald Dahl, i to w tak doskonałej adaptacji. To nie jest show z cyklu »patrzcie na mnie!«. To opowieść, w której każdy element współpracuje, by służyć historii”. Odnoszę wrażenie, że Rowe wykonał świetny ruch, przywracając The Fix do Londynu. To dopiero początek nowej inkarnacji tego tytułu, ale Rowe zdradza, że zespół już się formuje i z entuzjazmem zaczyna kreować pomysły oraz eksperymentować. Ostatecznie liczą na znaczącą obecność na West Endzie i być może późniejszą trasę objazdową. Będziemy śledzić te postępy na bieżąco.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS