WIADOMOŚCI
WYWIAD: Roy Smiles opowiada o swojej sztuce „The Funny Girls”
Opublikowano
Autor:
Sarah Day
Share
Sarah Day rozmawiała z Royem Smilesem o jego nowej sztuce „The Funny Girls”, która zostanie wystawiona w New Wimbledon Studio oraz Upstairs at the Gatehouse.
Rosanna Harris i Mia Tomlinson w „The Funny Girls”. Fot: Michael Wharley Jaki był pierwszy spektakl, który zobaczyłeś w teatrze?
To był „TYTUS ANDRONIKUS” w Bristol Old Vic z Gabrielle Drake, która była w nim po prostu zdumiewająca.
Pochodzę z robotniczej rodziny i nigdy nie byłem w teatrze, dopóki nie poszedłem na studia w Bristolu. To był 1979 rok i to wspomnienie zostało ze mną na zawsze. W tym samym czasie widziałem Petera O'Toole'a w „MAK_BECIE” – był fantastyczny, mimo że recenzenci nie zostawili na nim suchej nitki.
Pamiętasz, jakie to wywołało w Tobie emocje?
Czułem się, jakbym wrócił do domu. Chciałem zostać dramaturgiem w momencie, gdy tylko postawiłem nogę w Bristol Old Vic. Kocham dźwięk braw, widok i zapach kulis. Byłem najgorszy w każdej klasie angielskiego, do której chodziłem, więc to, że zostałem dramaturgiem, brzmi jak surrealistyczny sen. Nigdy nie sądziłem, że przetrwam pisanie choć jednej sztuki. A teraz doczekałem się wystawienia mojej dwudziestej siódmej sztuki i ponad pięćdziesięciu produkcji w Wielkiej Brytanii, USA, Szwecji, Izraelu, Nowej Zelandii, Australii, RPA i Czechach. Żyję więc marzeniem, choć może nieco skromnym.
Dlaczego teatr jest dla Ciebie ważny?
Moja agentka literacka próbowała zrobić ze mnie scenarzystę sitcomów w latach 90., ale cenzura była dla mnie dusząca. To było jak pisanie w kaftanie bezpieczeństwa. Kiedy piszę dla teatru, mogę swobodnie mówić to, co myślę. Napisałem sztukę o Jezusie w Irlandii Północnej zatytułowaną „JESUS OF DERRY”, która nigdy nie mogłaby zostać wyemitowana w telewizji ze względu na drwiny z religii i sekciarstwa. A moja sztuka o Kurcie Cobainie i Sidzie Viciousie – „KURT & SID” – nigdy nie ujrzałaby światła dziennego w TV z powodu ostrego języka. Teatr to najbardziej wolna ze wszystkich form sztuki.
Co sprawiło, że chciałeś zostać pisarzem?
Dorastałem z babcią z Newcastle, która miała bzika na punkcie westernów. Musiałem widzieć „3:10 DO YUMY” i „JEŹDŹCA ZNIKĄD” przynajmniej dwadzieścia razy, zanim skończyłem dziesięć lat. Początkowo planowałem więc pisać westerny. Ale wszystko się zmieniło, gdy poszedłem do teatru. Lata 80. spędziłem w Brighton, prowadząc firmę teatralną po studiach. Pisałem wiele programów komediowych, które grano w Edynburgu. Występowałem też w duecie komediowym Smiles & Kemp w latach 1985-1989. Robiliśmy parodie filmowe i godzinne spektakle historyczne. Odpowiadałem za cały materiał. Przez cały ten czas pisałem sztuki, ale wszyscy czołowi gracze mi odmawiali. Potem trafiłem na dwa lata do obsady musicalu „A SLICE OF SATURDAY NIGHT” w The Arts Theatre, co dało mi dochód i czas na pisanie w ciągu dnia – wtedy też powstało „SCHMUCKS” o spotkaniu Groucho Marxa z Lennym Brucem. Dyrektor artystyczny Paul Blackman dał mi szansę, wystawiając to w Battersea Arts Centre w genialnej inscenizacji. Od tamtej pory nie oglądam się za siebie.
Twoja pierwsza sztuka „Schmucks” została wystawiona w 1992 roku. Jak rozwinął się Twój warsztat od tego czasu? Co lub kto Cię inspiruje?
Dramaturg i reżyser Terry Johnson był moim mentorem, gdy współpracowałem z Teatrem Narodowym, więc miał na mnie duży wpływ. To on zasugerował, bym napisał sztukę o grupie The Goons, co skończyło się produkcją Michaela Codrona w The Ambassadors Theatre („YING TONG - A WALK WITH THE GOONS”). Mam obsesję na punkcie Joe Ortona, odkąd pamiętam – napisałem o nim w sztuce „ORTONESQUE”. Oscar Wilde jest jednym z moich największych bohaterów – poświęciłem mu i George'owi Bernardowi Shaw sztukę „READING GAOL”. Alan Bennett sprawia, że płaczę ze śmiechu, szczególnie cenię jego „GETTING ON” – zdecydowanie mnie inspiruje. Pisałem o nim, Peterze Cooku, Dudleyu Moorze i Jonathanie Millerze w słuchowisku o ekipie Beyond The Fringe: „BEHIND THE BEYOND” dla Radio 4. Spośród poważniejszych twórców wpłynęli na mnie Clifford Odets, Tennessee Williams i Arthur Miller. O Millerze i jego małżeństwie z Marilyn Monroe napisałem „MARILYN/MILLER”, wystawione na Brighton Festival. Współczesnych pisarzy, którym się kłaniam, to David Mamet, Martin McDonagh i Patrick Marber. Znałem Patricka z czasów jego występów stand-upowych i zawsze był bardzo wspierający. Myślę, że moje pisarstwo stało się z biegiem lat znacznie mroczniejsze przez życiowe doświadczenia. Przy pisaniu sztuki o Kurcie Cobainie dotknąłem mroku. „THE FUNNY GIRLS” powstało krótko po tym, jako próba rozjaśnienia mojego nastroju. W zeszłym roku przeszedłem dwie nieudane operacje onkologiczne, które doprowadziły do udaru – straciłem pamięć i umiejętność poprawnego pisania na kilka miesięcy. Bałem się, że już nigdy nic nie napiszę. Potrzebowałem terapii mowy i pamięci. Teraz jest już dobrze, a czas rekonwalescencji wykorzystałem na napisanie sztuki o Christopherze Hitchensie pt. „HITCHENS: A RAGE TO SPEAK”. Mój syn zauważył, że tylko ja mogłem napisać sztukę o kimś umierającym na raka, samemu z niego wychodząc. Szczerze mówiąc, to dość mroczny utwór, choć zabawny. Nie jestem pewien, czy jeszcze coś napiszę. Obecnie czekam na ostatnią operację i nie wychodzę z domu. Mam nadzieję, że pisarski bakcyl wróci, gdy odzyskam zdrowie. Napisałem jednak ponad pięćdziesiąt sztuk, więc być może wyczerpałem już swoje literackie soki.
Czy jest w Twojej karierze moment, z którego jesteś najbardziej dumny?
Widok Seana Evansa jako Kurta Cobaina i Danny'ego Dyera jako Sida Viciousa w „KURT & SID” w Trafalgar Studios rzucił mnie na kolana. To najlepsi aktorzy, z jakimi pracowałem, a oglądanie ich było spełnieniem marzeń, nawet jeśli recenzje były mieszane. Sean Patterson zagrał Bobby'ego Kennedy'ego w mojej sztuce „THE LAST PILGRIM” i była to wspaniała kreacja. Wystąpiłem u boku Sally Lindsey w mojej sztuce o krótkiej i skazanej na porażkę próbie sił w stand-upie – „THE HO HO CLUB” w Kings Head Theatre – to było niesamowite. Jej aktorska prawda wyniosła tę sztukę na inny poziom. Podobnie jak Hugo Speer grający Orwella w „YEAR OF THE RAT” w West Yorkshire Playhouse. Cała obsada mojej sztuki o ekipie Pythona: „PYTHONESQUE” na festiwalu w Edynburgu wykonała genialną zespołową pracę. To też zapadło mi w pamięć. Ale chyba największym wyróżnieniem jest Sean Evans jako Kurt Cobain. Gra on oczywiście młodego Morse’a w serialu „ENDEAVOUR”. Prawie co wieczór doprowadzał mnie do łez.
Napisałeś już ponad 40 spektakli, co prowadzi nas do najnowszego tytułu „The Funny Girls”. Opowiedz nam o nim i o tym, co zainspirowało Cię do pisania.
Jestem ogromnym fanem nowojorskiej żydowskiej komedii. Moimi bogami w latach 70. byli Woody Allen i Mel Brooks. Dzieciństwo spędziłem parodiując braci Marx. A wujek dał mi album Lenny'ego Bruce'a, gdy miałem czternaście lat, co dosłownie zmieniło moje życie. Szaleję za Neilem Simonem: „BRIGHTON BEACH MEMORIES”, „THE ODD COUPLE”, „PRISONER OF 2ND AVENUE” czy „BAREFOOT IN THE PARK”. Miałem więc ochotę napisać coś bardzo żydowskiego, w stylu nowojorskich błyskotliwych ripost. Czytałem akurat autobiografię Joan Rivers i historia o tym, jak była lesbijską prześladowczynią Barbry Streisand w niszowej sztuce off-off-off Broadway, wydała mi się przezabawna. Pomyślałem, że to materiał na sztukę. Jak wspomniałem, chciałem uciec od mrocznego okresu badań nad Cobainem, więc to świadomie lekki, radosny utwór. Bardzo zabawny – mam nadzieję. Zawsze kochałem Streisand, od czasu gdy jako dzieciak zobaczyłem „NO I CO, DOKTORKU?”, więc pisanie jej głosem było czystą przyjemnością.
Nie zdradzając zbyt wiele, dlaczego społeczność BritishTheatre.com powinna zarezerwować bilety na „The Funny Girls”?
Cóż, po prostu będziecie się śmiać! Jest bardzo zabawnie, a dziewczyny obsadzone w roli głównej są idealnie dobrane. Jeśli lubicie Streisand i Rivers oraz kochacie nowojorski humor, będziecie się świetnie bawić.
„The Funny Girls” jest częścią sezonu Nowej Dramaturgii w New Wimbledon Theatre. Jaką radę dałbyś aspirującym dramaturgom?
Unikajcie pisania sztuk biograficznych. Mnie to doprowadziło do życia w poczuciu odrzucenia i ubóstwa. A na poważnie: spróbujcie znaleźć własny głos. Może i jestem kiepskim pisarzem, jak wskazało kilku krytyków, ale przynajmniej jestem kiepski na własnych warunkach. Prawdę mówiąc, krytycy byli dla mnie zazwyczaj bardzo sprawiedliwi. Nie bójcie się porażki. Mama Cass wyśpiewała to najlepiej: „Make Your Own Kind Of Music”. Świat jest pełen pogromców marzeń. Większość moich nauczycieli w szkołach średnich drwiła ze mnie, gdy mówiłem, że chcę zostać pisarzem. Ale oto jestem – moje sztuki są wystawiane od trzydziestu lat. Bądźcie jak Don Kichot. Walczcie kopią z pogromcami marzeń. Śnijcie niemożliwe sny. To może się udać.
Na koniec: gdyby Twoje życie było spektaklem, jak byś je zatytułował i dlaczego? Tytuł sztuki o moim życiu brzmiałby „BÓG KOCHA TYCH, CO SIĘ STARAJĄ”. Prawie wszystkie moje sztuki przez ostatnie trzydzieści lat były z radością odrzucane przez cztery wielkie teatry: Royal Court, Narodowy, Hampstead Theatre i RSC. A mimo to wciąż próbuję. Staram się liczyć w tej grze, uciekając przed ostatnim pociągiem do zapomnienia. Jeśli ktoś chciałby przeczytać którąś z wymienionych sztuk, moją stronę znajdzie tutaj. Teksty można pobrać za darmo. Miło by było, gdyby te jeszcze niewystawione zostały przeczytane. Koniecznie wpadnijcie na „THE FUNNY GIRLS”, jeśli możecie. To niezła frajda. Gramy w Wimbledon Theatre Studio od 17 września. ZAREZERWUJ BILETY NA THE FUNNY GIRLS W NEW WIMBLEDON STUDIO ZAREZERWUJ BILETY NA THE FUNNY GIRLS W UPSTAIRS AT THE GATEHOUSE
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności