Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Opowieść wigilijna, LMTO, Lyceum Theatre ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Julian Eaves recenzuje koncertową wersję „Opowieści wigilijnej” w wykonaniu London Musical Theatre Orchestra z Gryffem Rhysem Jonesem w roli głównej na deskach londyńskiego Lyceum Theatre.

Obsada Opowieści wigilijnej. Opowieść wigilijna Lyceum Theatre

17 grudnia 2018

5 gwiazdek

Spektakularne widowisko London Musical Theatre Orchestra, które szybko staje się stałym i uwielbianym punktem bożonarodzeniowego programu, zagościło po raz trzeci we wspaniałym, zaprojektowanym przez Bertiego Crewe gmachu na krótki cykl trzech występów. Na miejscu nie zabrakło stałych bywalców, choć w roli Scrooge'a zadebiutował nowicjusz, Gryff Rhys Jones. Gwiazdą wieczoru był jednak fenomenalny zespół muzyczny – wraz z uroczym chórem – pod mistrzowską batrutą brytyjskiego orędownika tego dzieła, Freddiego Tapnera. Zaprezentował on nam najlepszą jak dotąd interpretację najbardziej wyrafinowanej i złożonej muzycznie kompozycji Alana Menkena, za co jego trupa otrzymała na koniec podwójną owację na stojąco od niemal kompletnie wypełnionej sali. Zaznaczyło to interesujące przesunięcie środka ciężkości spektaklu, który dotychczas należał – w cudowny sposób – do poprzedniego odtwórcy głównej roli, Roberta Lindsaya.

Miriam-Teak Lee

Kontrast między nimi jest odświeżający. Podczas gdy Lindsay potrafi zawładnąć ogromną przestrzenią samym spojrzeniem, wykorzystując swój spokój do budowania wulkanicznego napięcia i łącząc grozę z ironią w niesamowitym koktajlu, Jones zabiera nas w bardziej wewnętrzną, ludzką podróż. Jego Ebeneezer jest postacią bardziej udręczoną i niepewną, niż zwykliśmy sądzić o tej roli – próbuje zatracić się w pracy i uciec (oczywiście bezskutecznie) przed ścigającymi go demonami. Podejście Jonesa w ujmujący sposób pozwala na bardziej intymną relację z otaczającymi go postaciami.

 

Jeremy Secomb i Griff Rhys Jones w Opowieści wigilijnej

Pierwszym beneficjentem tego podejścia, w zręcznej reżyserii Shauna Kerrisona, był Jeremy Secomb. Obdarzony oszałamiającym głosem, wcielił się w postać przerażającego Jacoba Marleya, wyśpiewując każdą nutę z verdiowską pasją i energią. Muszę też pochwalić Matthew McDonalda za jego krótką chwilę chwały jako pan Smythe: wyłoniony z chóru do tej krótkiej sceny, zamienił ją w prawdziwy popis ze spektakularnymi wysokimi rejestrami, które brzmią w pamięci jeszcze długo po tym, jak zamilkły. Bob Cratchit w wykonaniu Davida Huntera był ciepły, sympatyczny i urzekająco współczesny w swoim sposobie bycia: unikając jakichkolwiek oznak melodramatu, wykazał się wielką naturalnością. Caroline Sheen idealnie do niego pasowała jako żona (a także jako matka Scrooge'a). Z kolei Tobias Ungleson skradł serca wszystkich swoim Małym Timem, zaśpiewanym z blaskiem i idealną czystością w duecie ze słodką Marthą Cratchit (Anaya Patel).

 

David Hunter jako Bob Cratchit i Anaya Patel w Opowieści wigilijnej

Rosemary Ashe nie ma wielu okazji do śpiewania w swoich dwóch rolach (gosposi, pani Mops, oraz pani Fezziwig), ale – mój Boże – sprawiła, że każda sylaba miała swoje znaczenie. Większe pole do popisu miał Nicolas Colicos jako Beadle, pan Fezziwig i Stary Joe, co pozwoliło mu na stworzenie szerokiej gamy barw, szczególnie w jego finałowym, wokalnie porywającym wcieleniu. Jon Tarcy miał więcej pracy jako Fred, siostrzeniec Scrooge'a, zaś Lucie Jones, której głos jest w doskonałej, swobodnej formie, stworzyła odważną, niemal marianne'owską postać jego żony (wśród innych ról). Dickens często ignorował sferę zmysłowości, ale był zbyt dobrym pisarzem, by całkowicie pominąć tak potężną siłę. Podczas takich koncertów wspaniale jest obserwować, jak śpiewacy prezentują swoje postacie: przykładem jest niezwykłe zjawisko, jakim jest Miriam-Teak Lee. Stworzyła ona posągową postać Ducha Przeszłych Świąt w niezwykłej sukni w kolorze kości słoniowej z oszałamiającymi, przezroczystymi rękawami przypominającymi pelerynę, które umiejętnie wykorzystywała. Jej śpiew i opanowanie były równie dramatyczne, a fryzura mocno osadzała ją w „tu i teraz”.

Obsada Opowieści wigilijnej LMTO 2018.

Teatralna temperatura wzrosła jeszcze bardziej, gdy na początku drugiego aktu poznaliśmy Ducha Teraźniejszych Świąt. Ten porywający numer, rodzaj menkenowskiego „Ducha Życia”, poprowadził aksamitnogłosy Cedric Neal w swoim najbardziej figlarnym wydaniu i białym garniturze. Choć zatłoczona scena Lyceum (a jest to duża scena) nie pozwalała na zbyt wiele ruchu, Kerrisonowi udało się ożywić ten numer, podobnie jak wiele innych, wprowadzając dokładnie tyle „akcji”, by przypomnieć nam, że to show jest widowiskiem rozśpiewanym i roztańczonym. Zostało ono zaprojektowane przez twórców (do których należą tekściarz Lynne Ahrens, autor libretta i reżyser Mike Ockrent oraz oryginalna choreografka Susan Stroman) tak, by co roku w okresie świątecznym wypełniać nowojorskie Madison Square Garden przez kilka tygodni.

Jednak prawdziwym źródłem ekscytacji była porywająca partytura. Orkiestracje Michaela Starobina czerpią (obficie, ale zawsze niezwykle inteligentnie) z wielkiej tradycji muzyki symfonicznej zachodu. Już od uwertury – błyskotliwej i zwinnej kreacji z tak subtelnymi przejściami i modulacjami – przywołujemy na myśl może nawet Rimskiego-Korsakowa w samej teatralnej bogactwie tekstur i zmysłowej radości z instrumentalnych barw. Ta sama wyborna jakość muzyczna utrzymuje się bez przerwy przez większość ponad dwugodzinnego spektaklu – niemal nie ma chwil bez muzyki – gdzie nawet proste fragmenty ilustracyjne zyskują oryginalność dzięki idealnie dobranym barwom i rejestrom. W tej wersji opowieści orkiestra i wielowarstwowe ansamble w zwycięski sposób odtwarzają gęstą, niezwykle szczegółową prozę Dickensa, budując przed nami obraz całego wykreowanego świata.

Mike Robertson zadbał o to, by oświetlić całość z niemal boską doskonałością, prowadząc przejścia między scenami i nastrojami z piękną precyzją. Nick Lidster i Avgoustos Psillas (z Autograph Sound) dokonali tej samej magicznej sztuki z nagłośnieniem. W zespole muzycznym wspierał ich asystent kierownika muzycznego Geddy Stringer. Ostatnie słowo musi jednak należeć do łobuzerskiego humoru Mikeya Impiazziego, który – być może bardziej niż ktokolwiek inny – przypomniał nam, że jest to dickensowski hymn pochwalny na cześć prawdziwego ducha Bożego Narodzenia: ducha radosnych dzieci. I o to w tym wszystkim chodzi, prawda?

STRONA INTERNETOWA LONDON MUSICAL THEATRE ORCHESTRA

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS