Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Abyss, Arcola Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

timhochstrasser

Share

Abyss

Arcola Theatre Studio 2

4 gwiazdki

Wiele lat temu odwiedziłem Berlin, tuż po upadku muru. Zawsze interesowałem się domami i miejscami pracy pisarzy oraz kompozytorów, więc po odhaczeniu największych atrakcji, postanowiłem odwiedzić Muzeum Brechta i Weigel – miejsce, gdzie ta wpływowa teatralna para NRD spędziła ostatnie lata życia. To był przygnębiający czas na taką wizytę: finansowanie muzeum i samego Berliner Ensemble stało pod znakiem zapytania, a lojalny kustosz od miesięcy nie otrzymywał wynagrodzenia. Jednak sam dom wciąż wymownie świadczył o sprzecznościach swojego sławnego właściciela. Sztuki i eseje, które miały wytrącać widzów z równowagi, skłaniać do świeżego spojrzenia na społeczną rolę teatru i odrzucać zmurszałą wiarę w samą narrację czy tekstowy rozwój postaci – wszystko to oczywiście tam było. Ale kiedy wszedłem do surowej, małej sypialni Brechta, ku mojemu zdumieniu, nad wąskim łóżkiem ujrzałem długi rząd wysłużonych wydań kryminałów, westernów i powieści detektywistycznych. Leżały tam niczym tajny zapas pralinek – prywatny hołd złożony potędze fabuły. To wspomnienie powróciło do mnie podczas niedawnego spektaklu ABYSS w Arcola Studio 2, gdzie kwestia roli narracji kontra abstrakcyjne emocje wysuwa się na pierwszy plan. Sztuka ta narodziła się kilka lat temu w berlińskim Deutsches Theater pod tytułem Brandung. Wciąż jest tam wystawiana, ale w międzyczasie, po pewnych poprawkach, trafiła do Toronto, a stamtąd teraz do Londynu. Po drodze zyskała nieco więcej narracyjnego „wypełnienia”, lecz wciąż jest to w swej istocie teatr reżyserski, w którym nacisk kładzie się na przekazywanie stanów emocjonalnych poprzez ruch i dźwięk w stopniu co najmniej równym tekstowi, który i tak ma tu charakter bardziej inkantacji niż ekspozycji. Kluczowe pytanie brzmi zatem: na ile udany jest ten utwór w tych ramach? Czy to samoograniczenie jest ożywcze i odkrywcze, czy raczej ograniczające i zubażające? Odpowiedź, jak to często bywa, nie jest jednoznaczna.

Prostokątna przestrzeń Studio 2 została zaaranżowana skromnie: trzy rzędy siedzeń, ściana z zawieszonych żarówek naprzeciwko nas i duży stół na środku. Po obu stronach z sufitu zwisają dwa trapezy. Stół pod wieloma względami stanowi centrum akcji – służy elastycznie jako miejsce scen konfliktów i pojednań, jako schronienie i arena stylizowanej ofiary. Dużo tu imponująco dopracowanego ruchu, wykorzystującego każdy wymiar przestrzeni, co tworzy obrazy o dramatycznej sile i poetyckim skupieniu – zachwycałyby one nawet wtedy, gdybyśmy obcowali z instalacją artystyczną, a nie ze sztuką teatralną. Żarówki na tylnej ścianie pulsują i przygasają w różnych kombinacjach, stanowiąc niemy komentarz, potęgując nastrój lub tworząc specyficzną „muzykę tła” dla akcji. Pod tym względem ogromne brawa należą się reżyserce ruchu, Annie Morrissey, oraz projektantowi oświetlenia, Ziggy'emu Jacobsowi.

Mamy troje wykonawców i cztery postaci, z których niektóre bardziej niż inne zdają się poszukiwać autora. Bezimienna narratorka (Nicola Kavanagh) dzieli mieszkanie w nienazwanym niemieckim mieście ze swoją siostrą, Sofią (Jennifer English) oraz mężczyzną o serbsko-chorwackich korzeniach, Vlado (Iain Batchelor). Batchelor gra również Jana, nowego chłopaka narratorki. Przez cały czas nieobecna jest Karla, ostatnia lokatorka i dziewczyna Vlado. Jej wyjście jest momentem, w którym zaczyna się akcja. Wyszła po zakupy i nigdy nie wróciła. Akcję punktuje odliczanie dni od jej zniknięcia, podawane w języku niemieckim. Narratorka przeprowadza nas przez sekwencję reakcji na zaginięcie bliskiej osoby: od niedowierzania, przez próby przekonania policji do potraktowania sprawy poważnie, aż po ostateczne (gdy służby zawodzą) starania przyjaciół, by nagłośnić sprawę w mediach społecznościowych i prasie oraz rozpocząć poszukiwania na własną rękę. Te bardziej tradycyjne aspekty przeplatane są opisami Sofii dotyczącymi zabijania, oprawiania i przyrządzania królika, co służy jako symboliczny komentarz do wydarzeń, które są nam sugerowane, ale nigdy w pełni nie pokazane. Atmosfera gęstnieje w drugiej części wieczoru, gdy uwaga aktorów przesuwa się z zewnętrznych zdarzeń ku światu wspomnień i osobistej odpowiedzialności, gdy przywołują dawne, szczęśliwsze chwile spędzone z Karlą. Na ile wiarygodne są relacje, które słyszymy i komu – jeśli w ogóle komukolwiek – powinniśmy zaufać? Ostateczne odpowiedzi musimy znaleźć sami.

Wszyscy wykonawcy wykorzystują daną im szansę z pasją i gracją: English przez większość czasu zapewnia gniewny, chóralny komentarz, pełen pogardy twardej ocalałej wobec niemożliwych okoliczności, w jakich się znaleźli; podczas gdy Kavanagh, która ma najwięcej tekstu, umiejętnie oddaje korowód nastrojów wywołanych niewyjaśnionym zaginięciem – niedowierzanie, gniew z powodu bycia lekceważoną, desperację i poczucie winy ocalałego. Jako Vlado, Batchelor sięga jeszcze głębiej, portretując postać udręczoną i niepokojącą, wyraźnie okaleczoną przez skomplikowane dorastanie w Jugosławii, doświadczającą fragmentacji osobowości właściwej komuś, kto oprócz utraty tożsamości styka się z rasizmem i codziennym brakiem szacunku. Znacznie mniej pola do popisu ma w roli Jana i choć obie role są wyraźnie rozgraniczone, to gdyby sztuka straciła tę postać, zyskałaby na skupieniu i ogólnym tempie.

Świadoma odmowa podania narracyjnych odpowiedzi niemal do samego końca sztuki jest więc zarówno wyzwaniem, jak i szansą stworzoną przez autorkę i reżysera. Ogólnie rzecz biorąc, nagroda przewyższa frustrację. Wykonawcy oferują potężną, poetycką wymowność, która przykuwa uwagę i pozostawia nam, widzom, dużo przestrzeni na refleksję nad wielkimi pytaniami – jak buduje się, niszczy i odbudowuje zaufanie? Co możemy wiedzieć w sytuacjach kryzysowych nawet o tych, z którymi żyliśmy długo w trudnych warunkach? Jak świadkowie tych samych zdarzeń mogą z pozorną szczerością tworzyć tak odmienne wspomnienia? I przede wszystkim – które cechy naszego charakteru ujawnią się w obliczu nieszczęścia: hart ducha i odwaga, czy podłość i tchórzostwo?

Ostatecznie jednak napięcie między codziennym odliczaniem czasu a unikaniem narracyjnej jasności staje się zbyt trudne do utrzymania i w finałowych sekcjach z pewną ulgą wracamy do bardziej przewidywalnej techniki ekspozycyjnej. Co więcej, gra aktorów wyraźnie się rozluźnia, gdy abstrakcyjny, staccatowy, niemal hieratyczny formalizm ustępuje miejsca bardziej naturalistycznej prezentacji. Różnorodność tonu i formy nie jest przecież wrogiem myślenia – potrzebujemy też naszych kryminałów i westernów. Moim jedynym większym zastrzeżeniem jest fakt, że przerwa jest całkiem niepotrzebna: sztuka znacznie lepiej sprawdziłaby się jako zwarty spektakl bez pauzy. Niech to was jednak nie zniechęca: to fascynujący wieczór pełen kunsztu i powagi, jeden z tych, w których to, co wyniesiecie z teatru, jest proporcjonalne do tego, ile sami z siebie zechcecie w tę lekturę włożyć...

Spektakl Abyss jest grany w Arcola Theatre do 25 kwietnia 2015 roku

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS