Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Bodies, Royal Court Theatre ✭✭

Opublikowano

Autor:

Sophie Adnitt

Share

Hannah Rae i Justine Mitchell w spektaklu Bodies. Fot. Bronwen Sharp Bodies

Royal Court Theatre

11 lipca 2017

Dwie gwiazdki

Zarezerwuj teraz Nowa sztuka Vivienne Franzmann, Bodies, ma w sobie coś, co zapada w pamięć. Po wyjściu z teatru niepokojąco krąży w myślach, choć niekoniecznie w pozytywnym sensie. Bodies opowiada historię Clem (Justine Mitchell) i Josha (Jonathan McGuinness, który godnie zastąpił chorego Briana Fergusona) – pary tak zdesperowanej, by mieć dziecko, że wyruszyli aż do Indii, by skorzystać z usług kliniki surogacji. W tym samym czasie Clem pochłonięta jest organizowaniem opieki dla swojego podupadającego na zdrowiu ojca, Davida (Philip Goldacre), cierpiącego na stwardnienie zanikowe boczne.

Philip Goldacre w Bodies. Fot. Bronwen Sharp

Dla Clem surogacja to ostatnia deska ratunku. Była już wcześniej w ciąży, ale żadnej nie udało się donosić. W jej sytuacji czuć ogromną desperację, czego dowodem jest gotowość do podróży na drugi koniec świata, by osiągnąć cel. W miarę rozwoju akcji dowiadujemy się, że to nie jedyna rzecz, do której jest zdolna.

Hannah Rae w Bodies w Royal Court. Fot. Bronwen Sharp

Początek jest obiecujący. Scenografia Gabrielli Slade jest nowoczesna i sterylna – dominuje surowe drewno i szkło. System przesuwnych drzwi pozwala bohaterom niemal odcinać te sfery życia, z którymi nie chcą się konfrontować, lub usuwać bariery według uznania. Scenografia emanuje pewną surowością, z którą kontrastuje kolisty ekran projekcyjny na jednej ze ścian, przywodzący na myśl łono. Choć pojawia się na nim kilka trafnych obrazów, w dużej mierze wydaje się on zbędnym dodatkiem.

Lorna Brown w Bodies w Royal Court Theatre. Fot. Bronwen Sharp

Wczesne sceny dobrze oddają siłę relacji Clem i jej męża Josha – tę swobodę i naturalność właściwą długoletnim, udanym związkom. Jednak szybko przechodzimy do kwestii ich bezdzietności i niestety na tym temacie wciąż stoimy w miejscu.

Clem mogłaby budzić współczucie, jednak pomijając kwestie medyczne, często sama jest architektką własnego nieszczęścia. Obszernie rozwodzi się nad tym, jak niespełniona czuje się jako kobieta bez dziecka. To samo w sobie jest problematycznym tokiem myślenia, sugerującym, że jedyną funkcją życiową kobiety jest prokreacja. Tekst naszpikowany jest topornymi metaforami – od pogody po ptaki – a dialogi często osuwają się w nazbyt kwiecistą prozę, szczególnie w momentach, gdy zaglądamy w głąb neuroz Clem.

Clem wpada również w kompleks na punkcie faktu, że dziecko powstaje z nasienia jej męża, ale z komórki jajowej innej kobiety, i zamartwia się, że dziecko nie będzie „jej”. Temat dzieci – lub ich braku – pojawia się w życiu wielu kobiet, ale Bodies zdaje się zmierzać ku unieważnieniu każdego innego wyboru niż posiadanie własnego potomstwa w sposób naturalny, bez zewnętrznej pomocy. Brakuje tu empatii dla rodziców adopcyjnych, osób bezpłodnych czy tych, które dzieci mieć nie chcą. Clem, a w pewnym stopniu i samo Bodies, w ogóle ich nie zauważa. Nawet gdy na jaw wychodzi mroczna prawda o tragicznych warunkach życia ich surogatki, Clem jest tak zaślepiona wizją przyszłego dziecka, że zdaje się tym nie przejmować. To podważa główny motyw sztuki, jakim miał być ludzki koszt surogacji. Skupia się wyłącznie na dziecku, które ma ją rzekomo dopełnić – ojciec, mąż, przyjaciele i surogatka mogą stać się ofiarami tej pogoni.

Salma Hoque w Bodies w Royal Court Theatre. Fot. Bronwen Sharp

Surogatka Lakshmi (bardzo niewykorzystana aktorsko Salma Hoque) zbyt często sprowadzana jest do roli elementu dekoracji, niemal pozbawiona cech charakteru poza rolą matki, żony i sprawnego łona. Czy Clem, gdy już doczeka się córki (zagranej z trafną, nastoletnią pretensjonalnością przez Hannah Rae), podzieli ten los? Czy straci tożsamość jako „Clem” i stanie się definiowana wyłącznie przez macierzyństwo? Biorąc pod uwagę jej lęk, że córka nie jest „do końca” jej, można wątpić, czy kiedykolwiek zazna satysfakcji. Franzmann stworzyła postać tak skrajnie i nieprzyjemnie skupioną na sobie, że po pewnym czasie trudno o jakikolwiek cień sympatii do głównej bohaterki.

Justine Mitchell w Bodies w Royal Court. Fot. Bronwen Sharp

Mimo tak niewdzięcznego zadania, Justine Mitchell przekonująco kreuje postać zdesperowanej Clem, a jej osadzone w rzeczywistości sceny są bardzo dobrze zagrane. Lorna Brown wnosi do spektaklu powiew świeżości i zdrowego rozsądku jako Oni, nowa opiekunka Davida. Ponownie należy pochwalić Jonathana McGuinnessa – mimo grania ze scenariuszem w ręku, włożył w rolę Josha mnóstwo ekspresji i osobowości, wykazując świetną chemię z resztą obsady.

Ostatecznie czujemy niedosyt w kwestii pogłębienia wszystkich postaci. Bodies zdaje się zapominać (aż do ostatniej sceny), że surogacja nie dotyczy tylko kobiety pragnącej dziecka – wpływa na wszystkich wokół, a przede wszystkim na samą surogatkę. Większa eksploracja tego wątku wyszłaby sztuce na dobre i lepiej ukazała negatywne skutki tej globalnej transakcji. Zdominowane i ostatecznie ograniczone przez niefortunny podtekst, Bodies pozostawia widza z poczuciem dyskomfortu, ale z niewłaściwych powodów.

Spektakl grany do 12 sierpnia 2017

KUP BILETY NA BODIES W ROYAL COURT

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS