Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Kotka na gorącym blaszanym dachu, Apollo Theatre ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

pauldavies

Share

Jack O'Connell jako Brick. Fot. Johan Persson Kotka na gorącym blaszanym dachu.

Apollo Theatre

26 lipca 2017

3 gwiazdki

Zarezerwuj bilety

Tę inscenizację można śmiało określić mianem spektaklu dwóch połówek. Reżyser Benedict Andrews uwspółcześnił klasyczny dramat Tennessee Williamsa o rozpadzie południowej rodziny oraz destrukcji małżeństwa Bricka i Maggie. Williams nazywał tę sztukę „syntezą całego swojego życia”, a tekst aż kipi od pasji i przemocy. Brick, alkoholik, nie potrafi pogodzić się z homoseksualnym uczuciem do zmarłego przyjaciela, Skippera. Maggie, wciąż desperacko w nim zakochana, desperacko pragnie udowodnić swoją wartość, zachodząc w ciążę i zabezpieczając prawo do spadku. Po wielkim sukcesie „Tramwaju zwanego pożądaniem" w Young Vic sprzed kilku lat, zespół liczył na hit podobnego formatu. Niewiele zabrakło.

Sienna Miller (Maggie) i Jack O'Connell (Brick). Fot. Johan Persson

Uwspółcześnienie realiów wypada całkiem przekonująco. Złote dekoracje ścian oraz oszczędne, lecz luksusowe meble i przedmioty przywodzą na myśl estetykę Trump Tower, co naturalnie uzasadnia tatuaże Jacka O’Connella, tak powszechne u współczesnych mężczyzn w jego wieku. Obsada korzysta też z telefonów i iPodów – co gra zaskakująco dobrze, choć budzi pewne pytania: czy Maggie i Brick nie mogliby zaspokoić swoich potrzeb cielesnych przez aplikacje randkowe? Na scenie znajduje się prysznic, pod którym O’Connell spędza większość pierwszego aktu, utykając po scenie (Brick ma złamaną kostkę) owinięty jedynie w ręcznik. Przyszli badacze gender studies mogą kiedyś pisać o fetyszyzacji jego ciała jako zmianie w sposobie postrzegania męskości przez kobiety („female gaze”), jednak tutaj, bez pełnego uzasadnienia w tekście, jest to po prostu rozpraszające. O’Connell świetnie buduje nastrój melancholii i idealnie oddaje wycofanie bohatera, ale prawdziwą charyzmę zyskuje dopiero wtedy, gdy w końcu zakłada piżamę. Rola Maggie to ogromne wyzwanie dla każdej aktorki – pierwszy akt to w dużej mierze ekspozycyjny monolog, zwłaszcza przez pierwsze czterdzieści minut. Wymaga on rzemiosła o dużej głębi, niestety Sienna Miller gra wszystko na jednej nutcie, nie docierając do sedna rozpaczy i manipulacji swojej bohaterki. Wypowiada kwestie w pośpiechu, jakby zaliczała test z zapamiętywania tekstu, a jej południowy akcent bywa chwiejny – wielu członkom obsady wyszłoby na dobre, gdyby w ramach uwspółcześnienia przeniesiono też miejsce akcji.

Colm Meaney jako Big Daddy. Fot. Johan Persson. Choć pierwszy akt momentami przypomina „Hollyoaks” przeniesione na Głębokie Południe, druga połowa wynagradza te braki, głównie za sprawą znakomitego Colma Meaneya. W roli Big Daddy’ego jest on fenomenalny – kreuje postać twardziela pełnego desperackiego machismo, gdy konfrontuje się z prawdą, że diagnoza o problemach z jelitami była kłamstwem, a tak naprawdę ma raka żołądka. Tutaj O’Connell wreszcie ma godnego partnera do gry. Długi dialog między Brickiem a Big Daddym – potężne starcie na temat męskości, homofobii, obrzydzenia i wyparcia – jest rozegrany po mistrzowsku przy akompaniamencie fajerwerków z okazji 65. urodzin patriarchy (świetna reżyseria światła Jona Clarke’a). W rzeczywistości cała obsada dorównuje poziomem Meaneyowi – Hayley Squires i Brian Gleeson są wyjątkowo przekonujący jako wyrachowani „prokreacji” Mae i Gooper, a Lisa Palfrey jako Big Mama wypada znakomicie, będąc jednocześnie zabawną i kruchą.

Cała produkcja zostaje uratowana w drugiej części, a to słynne „kliknięcie” (którego szuka Brick), w końcu dociera też do widzów. Gdyby dopracować mankamenty pierwszej połowy, mogłaby to być jedna z najlepszych inscenizacji na West Endzie. W obecnej formie od katastrofy ratuje ją potężna kreacja Big Daddy’ego.

BILETY NA KOTKĘ NA GORĄCYM BLASZANYM DACHU

Zdjęcia z produkcji

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS