Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Charlie i Fabryka Czekolady, Theatre Royal Drury Lane ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Vidiots. Zdjęcie: Johan Persson Charlie i fabryka czekolady

Theatre Royal, Drury Lane

27 marca 2015

4 Gwiazdki

Niemal dwa lata po premierze w pięknie odrestaurowanym Theatre Royal, Drury Lane, produkcja Sama Mendesa będąca muzyczną adaptacją Charlie i fabryka czekolady jest w znakomitej formie. Nic nie świadczy o tym dobitniej niż fakt, że spektakl nie stracił nic ze swego tempa, mimo że wystąpiło w nim aż trzech dublerów. Zespół nie zaliczył ani jednej wpadki: widzowie, którzy nie wiedzieli o nieobecności odtwórców głównych ról, nie domyśliliby się tego, gdyby nie ogłoszenia w foyer. Poziom wykonawczy jest wyborny. Roald Dahl jest obecnie reprezentowany na londyńskich scenach dwukrotnie, a trzecia produkcja oparta na jego twórczości ma wkrótce zadebiutować. Oprócz "Charliego i fabryki czekolady", Matylda wciąż triumfuje w Cambridge Theatre, podczas gdy niemuzyczna adaptacja "The Twits" (Państwo Główkowie) właśnie otwiera się w Royal Court. Nazwisko Dahla nigdy wcześniej nie gościło tak gęsto na teatralnych afiszach jak obecnie.

"Matylda" oraz "Charlie i fabryka czekolady" to spektakle o zupełnie innym charakterze. "Matylda" jest dziwaczna, buntownicza i anarchistyczna, z tekstami i muzyką autorstwa debiutanta w świecie teatru muzycznego: Tima Minchina. "Charlie i fabryka czekolady" to z kolei klasyczny, staromodny musical broadwayowski, ze ścieżką dźwiękową i tekstami sprawdzonych współpracowników z Broadwayu: Marca Shaimana i Scotta Wittmana. Choć oba dzieła mają tego samego autora pierwowzoru, ich style skrajnie się od siebie różnią. "Matylda" opiera się na autentyczności gry aktorskiej, swoich przerysowaniach i rebelianckiej naturze. "Charlie i fabryka czekolady" potrzebuje prawdziwego serca, by napędzać widowiskowe sceny i lekcje moralne, które są wtopione w tę cukierkową formę.

Na szczęście obecna obsada emanuje tym sercem, a ich całkowite zaangażowanie udziela się publiczności i jest niezwykle porywające.

Od premiery spektakl nieco się zmienił, a raczej osiadł w luksusowym komforcie. Słusznie zrezygnowano z wstępnego filmu o produkcji czekolady (o ile dobrze pamiętam temat), a partyturę poddano drobnym cięciom. Choreografie są dopracowane i doskonale wyćwiczone; cudownie kolorowe (a chwilami wymownie bezbarwne) kostiumy i scenografia Marka Thompsona są w nienagannym stanie i bez wysiłku wyczarowują niezbędną aurę magii.

Wpadające w ucho melodie i żwawość muzyki Marca Shaimana pozostają radosne i słodkie. Znajomość tych utworów budzi poczucie satysfakcji. Teksty jego i Scotta Wittmana skrzą się i zaskakują, jednocześnie zachwycając i wprawiając w osłupienie – zgodnie z motywami dzieła, nieoczekiwane jest tu (bardzo szczęśliwym) porządkiem dnia. Niczym w pudełku czekoladek, każda piosenka niesie unikalną przyjemność: niektóre są słodkie, inne kruche, inne ciemne lub ciągnące się. W zestawie znalazł się też stary klasyk – utwór "Pure Imagination" autorstwa Lesleya Bricusse'a i Anthony'ego Newleya – a jego obecność wzbogaca kolekcję, oferując każdemu coś zachwycającego.

Ewan Rutherford był w wyśmienitej formie jako Charlie. Posiada on magnetyczną obecność sceniczną, bardzo czystą dykcję, prawdziwy i niezwykle miły głos, a także to poczucie zdziwienia, uroku i niewinności, które Charlie musi mieć, by spektakl zadziałał. Nie przeszarżowuje w żadnym momencie, za to z lekkością buduje relację uwielbienia wobec dziadka Josepha oraz oddania rodzicom i pozostałym dziadkom. Poczucie miłości w rodzinie Bucketów jest namacalne, a Rutherford stanowi jej pewne centrum. Emanuje empatią wobec każdego, kogo spotyka – to niesamowicie dojrzały występ jak na tak młodego człowieka.

Moment, w którym Charlie otwiera batonik i znajduje złoty bilet, jest magiczny. Rutherford zagrał to prześlicznie i wątpię, by na widowni pozostało choć jedno suche oko, gdy widzieliśmy, jak jego twarz rozpromienia nieopisane szczęście. Z sali dobiegały głośne westchnienia, burze oklasków i okrzyki radości – choć wiadomo, że Charlie bilet dostanie, sama ta chwila działa jak zastrzyk adrenaliny prosto w ośrodek szczęścia.

Zastępując Alexa Jenningsa, Ross Dawes był pod każdym względem wspaniałym Willym Wonką. Szczególną przyjemność sprawiło usłyszenie partytury wyśpiewanej tak nienagannie. Dawes dysponuje elastycznym, ciekawym głosem, silnym w górnych rejestrach i ekspresyjnym w każdym calu. Świetnie poradził sobie z piosenkami typu „patter”, gdzie każde słowo było słyszalne, a każda nuta wybrzmiewała w pełni. W „Pure Imagination” wniósł się na wyżyny z pełnym, aksamitnym tonem. Numery „It Must Be Believed To Be Seen” oraz „Strike That! Reverse It!” były popisowe i pełne stylu.

Dawes czyni Wonkę ekscentrycznym i nieco nonszalanckim, ale nigdy złośliwym czy tandetnym. To sensowna, pełnowymiarowa kreacja, która świetnie współgra z Charliem, dorosłymi, nieznośnymi dziećmi posiadającymi złote bilety i zachwycającymi Umpa-Lumpami. Jest Wonką na każdą pogodę – poirytowanym, optymistycznym i, cóż, „zakręconym”. Zmienny i psotny – to najlepsze określenia dla jego bohatera.

Nie jest to ani książka, ani żaden z filmów. Jeśli więc przyjdziecie z oczekiwaniem Wonki, który pasuje do waszego wyobrażenia lub do specyficznych kreacji panów Wildera i Deppa, możecie poczuć niedosyt. Ale jeśli przyjdziecie z otwartym umysłem, Wonka w wykonaniu Dawesa porwie was urzekającą grą, emanującą kolorem i wysmakowaną błazenadą.

Jako dziadek Joseph, Billy Boyle stanowi idealną mieszankę sprytnego starego lisa, dobrotliwego dziadka, kochającego patriarchy i nastoletniego urwisa. W błysku jego oka jest jakaś szelmowska precyzja, która przykuwa uwagę. Jego współpraca z Rutherfordem jest dopracowana w najdrobniejszym szczególe; przekonują widza jako starsza i młodsza wersja siebie nawzajem. Boyle śpiewa dobrze i przejmuje scenę wtedy, kiedy trzeba. To hojna, pełna serca rola. Pozostali starsi członkowie rodziny Bucketów – Antony Reed, Roni Page i Myra Sands – zapewniają fantastyczne, pełne zdumienia i szalonych fryzur wsparcie.

Rodzice zdobywców złotych biletów to absolutna radość dla widza.

Josefina Gabrielle jest czystą rewelacją jako nadużywająca alkoholu pani Teavee – to kreacja będąca połączeniem Donny Reed z klimatem „Delikatnej równowagi”. Z idealną fryzurą, makijażem, suknią i torebką jest matczyną fuzją fantazji i potajemnego popijania. Gabrielle z porażającą dokładnością oddaje grozę radzenia sobie ze swoim obłąkanym synem, nie schodząc przy tym z uśmiechem z twarzy. Jej upadek ze zbocza jadalnej trawy to czysta komediowa rozkosz. Pyszna rola pod każdym względem.

Clive Carter po mistrzowsku wciela się w postać gburowatego, zachłannego magnata, pana Salta, zniewolonego przez swoją despotyczną córkę-dyktatorkę w tutu, Verucę (energiczna i pełnokrwista rola Amy Carter). Carter jest w świetnej formie wokalnej i stworzył postać śliską i odpychającą w najdoskonalszym tego słowa znaczeniu. Paul J Medford jest kapitalny jako skonsternowany, oszołomiony pan Beauregarde, a jego werwa i praca głosowa tętnią energią i pewną siebie radosną satysfakcją. Jasna Ivir jako pani Gloop jest zagubionym, jodłującym anachronizmem – precyzyjną i pobłażliwą, idealnie trafiającą w punkt ze swoją nadekspresją.

Świetną robotę wykonują też Cherry (Kate Graham) i Jerry (Derek Hagen), niemożliwie ładna para rywalizujących ze sobą dziennikarzy telewizyjnych. Jad pod maską uprzejmości jest u nich namacalny i świetnie wyważony. Richard Dempsey i Kirsty Malpass są idealni jako rodzice Charliego, a ich pełen zadumy hymn „If Your Mother Were Here” jest naprawdę piękny i podsumowuje szczerość i oddanie, które napędzają całą rodzinę Bucketów.

Poza Verucą i w pewnym stopniu Augustusem (Vincent Finch dający z siebie wszystko), mali zdobywcy biletów (poza Charliem) wydają się nieco przytłoczeni zadaniem, jakie stawia przed nimi partytura, teksty i reżyseria dźwięku (Paul Arditti). Nie jest to wina wykonawców – zadanie jest po prostu niezwykle trudne. Śpiewanie w narzuconym tempie, z nienaganną dykcją wymaganą, by być słyszanym w dalszych rzędach balkonu, to ogromne wyzwanie dla młodego aktora. Można się zastanawiać, czy całość nie wypadłaby lepiej, gdyby w dzieci (poza postacią Charliego) wcielili się dorośli, dysponujący odpowiednią sprawnością komediową i wokalną. Posiadanie Charliego w odpowiednim wieku jest niezbędne; to, czy pozostali młodzi wykonawcy są równie kluczowi, pozostaje kwestią sporną.

Wizja Umpa-Lumpów według Mendesa jest tak samo urocza i upajająca jak przy pierwszym obejrzeniu. Wielokrotne wizyty w teatrze pomagają docenić misterność i żywiołowość ich występów. Każdy członek tego zespołu daje z siebie wszystko, pracując z pasją i ogromną ekspresją – ich numery sprawiają, że drugi akt jest nieprzerwaną radością.

Kierownik muzyczny Nigel Lilley wykonuje świetną robotę. Orkiestra zapewnia świeży i dynamiczny akompaniament, a cały śpiew – zarówno chóru, jak i solistów – jest pierwszorzędny i pełen energii. Słuchanie tak utalentowanych muzyków, na scenie i w kanale, ożywiających nuty i harmonie, to czysta przyjemność. Pomysłowa i zręczna choreografia Petera Darlinga niepomiernie wzbogaca widowisko, wprowadzając do niego tyle samo humoru, co prawdziwego blasku.

Na szczęście szklana winda unosi się teraz ze sceny i wędruje wysoko nad widownię parteru. To magiczny moment zachwytu i najwyższego ukontentowania. Częściowo to zasługa „Pure Imagination”, którą Wonka śpiewa, gdy wraz z Charliem oglądają z windy królestwo fabryki. Ale to nie tylko to. To chwila przekazania pałeczki. Podobnie jak ostatni obraz sylwetki Charliego uchylającego kapelusza przed odchodzącym na emeryturę Willym Wonką, scena ta przemawia bezpośrednio do wewnętrznego dziecka w każdym z nas – bez względu na wiek – które po prostu marzy o tym, by choć raz móc zarządzać sklepem ze słodyczami.

Uczta dla oczu, uszu i duszy.

REZERWUJ BILETY NA CHARLIEGO I FABRYKĘ CZEKOLADY

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS