Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Day Of the Dog, Etcetera Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

timhochstrasser

Share

Day of The Dog

Etcetera Theatre, Camden

18/08/15

4 Gwiazdki

Ukazywanie chorób psychicznych i depresji w literaturze czy na scenie wiąże się z szeregiem fundamentalnych decyzji. Czy sztuka powinna prowadzić narrację z perspektywy osoby cierpiącej, czy może tych, którzy stanowią jej społeczne otoczenie? W zależności od tego wyboru otwierają się przed nami różne ścieżki. Jeśli przyjmiemy punkt widzenia ofiary, można zastosować strategię „przynęty i zamiany”: zaczynamy postrzegać „rzeczywistość” oczami kogoś, kto widzi świat zupełnie inaczej, by po chwili uświadomić sobie, że to tylko projekcja, której nie podzielają obserwatorzy z zewnątrz. Może to wywołać efekt dezorientacji lub – co bardziej pozytywne – zasugerować możliwość, że zaburzenia psychiczne w pewnych okolicznościach oferują unikalne, pogłębione spojrzenie na codzienność; wizję niekoniecznie negatywną, lecz równoległą do „rzeczywistości”. Jeśli wybierzemy drugą drogę i skupimy się na zewnętrznym spojrzeniu rodziny, przyjaciół i lekarzy, uwaga przenosi się na chór zdumienia, frustracji, bólu oraz prób empatycznego zrozumienia i leczniczej interwencji osób patrzących na ten stan z boku.

Największym osiągnięciem Day of the Dog jest połączenie obu tych podejść w przejmującą, a momentami zabawną refleksję nad tym, co dzieje się w rodzinie, gdy jeden z jej członków po prostu wycofuje się z prozy życia. Sztuka została wspólnie opracowana, napisana i wystawiona przez troje aktorów w ramach festiwalu Camden Fringe. Oferuje nienarzucające się, przystępne i skłaniające do myślenia ujęcie trudnego tematu, oddając sprawiedliwość jego złożoności, a jednocześnie znajdując miejsce na humor i bacznie podpatrzoną dynamikę rodzinną. Rezultat jest momentami niepokojący i wzruszający. To skondensowany, krótki utwór (obecnie trwa nieco ponad pół godziny), który zyskałby na dalszym rozwinięciu; niemniej doskonale wpisuje się w kameralną przestrzeń Etcetera Theatre (nad pubem Oxford Arms). Siedząc nad tętniącą życiem Camden High Street, otrzymaliśmy sporą dawkę materiału do przemyśleń.

Scenografia jest bardzo prosta… dominuje w niej rozkopane łóżko, którego nie powstydziłaby się Tracey Emin, zasypane rzeczami kogoś, kto od dłuższego czasu się z niego nie ruszał: telefonem, laptopem, niedojedzonymi posiłkami, rzuconymi ubraniami. W głębi sceny stoi stół z kolejnymi domowymi akcesoriami. Na początku spektaklu w łóżku leży Polly Weston (Jeannie Dickinson), której życie nagle stanęło w miejscu. Mimo wcześniejszej pewności siebie, sukcesów w szkole i szerokiego grona znajomych, nagle straciła całą wiarę w siebie. Nie może spać, czuje się obco we własnym ciele i nie jest w stanie pisać prac do szkoły ani wykonywać drobnych czynności, które wcześniej przychodziły jej z łatwością. W głębi duszy czuje strach i panikę przed tym, co się z nią dzieje.

Pierwsza sekwencja sztuki dotyczy prób matki, która stara się wyciągnąć córkę do szkoły, a gdy to się nie udaje – po prostu zrozumieć, co jest grane. Karen (Gina Radford) to zabiegana samotna matka, próbująca pogodzić pracę, prowadzenie domu i wychowanie dwóch nastolatek, jednocześnie walcząc o utrzymanie własnego życia towarzyskiego. Rodzinę dopełnia młodsza siostra, Harriet (Francesca Burgoyne), u której uraza miesza się z empatią, prezentująca typowe dla młodej osoby spojrzenie na otaczającą ją sytuację.

W pewnym sensie nic się nie dzieje. Nie ma tu tradycyjnej fabuły, lecz ciąg pełnych udręki rozmów, kłótni i protestów rozgrywających się na przestrzeni kilku dni. Eksplorują one rozpaczliwą walkę o znalezienie sensu i rozwiązania w obliczu paraliżującego marazmu, jakim jest depresja. To, co wynosimy ze spektaklu, to jasne przekonanie, że niebezpośrednie, zakulisowe podejście przynosi zazwyczaj więcej korzyści niż tradycyjne odwoływanie się do racjonalnych przyczyn i leczenia.

Desperacka walka Karen o jasne wyjaśnienie rozbija się o fakt, że choroba psychiczna czasem nie ma konkretnego zewnętrznego zapalnika. Czy to przez nieobecnego ojca? Przez chłopaka, którego właśnie rzuciła? Czy coś stało się w szkole? Karen próbuje siłą wedrzeć się do świata córki, stosując oczywiste kryteria, co rodzi w niej złość i agresję. Harriet radzi sobie znacznie lepiej dzięki niewinnej, naiwnej perspektywie – po prostu proponując siostrze grę w planszówki lub wspólne nocowanie w pokoju. Przez chwilę te gesty empatycznej obecności pozwalają Polly wyjść ze skorupy bez poczucia zagrożenia. Siostry łączy przekomarzanie się, z którego bije szczery humor. Nie ma tu mowy o wyzdrowieniu, a jedynie o uznaniu, że niektóre strategie radzenia sobie z sytuacją są lepsze od innych.

Jedynym elementem, którego brakuje w obecnym skrypcie, jest analiza i ingerencja specjalistów z zewnątrz. Choć wprowadzenie czwartej postaci w postaci lekarza mogłoby zburzyć intymność kręgu rodzinnego, temat ten mógłby zostać poruszony w dyskusjach o otrzymanych poradach. Przy obecnym stanie rzeczy wydaje się mało prawdopodobne, by Karen nie szukała pomocy medycznej. Co więcej, dodanie tego wątku jako tematu rodzinnej debaty dałoby kolejny punkt widzenia, nie wymagając przy tym ślepego posłuszeństwa wobec tradycyjnej diagnostyki medycznej.

Aktorzy radzą sobie z szerokim wachlarzem emocji w bardzo krótkim czasie. Radford przekonująco balansuje między empatią a złością i frustracją wywołaną zachowaniem córki. Budzi też współczucie widowni jako rodzic balansujący na krawędzi wytrzymałości. Burgoyne znakomicie wciela się w młodą dziewczynę, łącząc w swojej mowie ciała i sposobie podawania tekstu uroczą niezdarność z niewinnym entuzjazmem. Rola Dickinson jest najbardziej wymagająca – musi ucieleśnić stan nieuchwytny i wymykający się zrozumieniu, a jednocześnie pokazać go nam tak, byśmy mogli go poczuć. Ukazuje ona wewnętrzne przerażenie inteligencji, która wie, że mierzy się z czymś nie do przetworzenia, oraz frustrację osoby niemogącej wyjaśnić bliskim, dlaczego przestała funkcjonować, i dla której wszystkie ich dobre chęci są jedynie irytujące.

W tych dialogach i kreacjach postaci uderza szczerość i otwartość, które zasługują na szerszą publiczność w nieco większej przestrzeni teatralnej.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS