WIADOMOŚCI
RECENZJA: Guys and Dolls w Savoy Theatre ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
Daniel Coleman-Cooke
Share
David Haig i obsada Guys And Dolls. Zdjęcie: Paul Coltas Guys and Dolls
Savoy Theatre
7 stycznia
5 Gwiazdek
Kup Bilety i Informacje o Trasie
Guys and Dolls jest często określanym mianem klasyka, regularnie pojawiając się w rankingach najlepszych musicali wszech czasów. Słynna produkcja West Endu w reżyserii Richarda Eyre'a jest zazwyczaj wspominana z niemal nabożną czcią, podczas gdy nieudana reaktywacja na Broadwayu z 2009 roku została uznana za sceniczny odpowiednik spalonej okazji do pustej bramki.
Na szczęście przeniesienie spektaklu z Chichester do Savoy Theatre znacznie bliższe jest temu pierwszemu wzorcowi, powołując do życia komizm i słodycz, które sprawiają, że współpraca Swerlinga, Burrowsa i Loessera cieszy się tak wielkim uznaniem. Postacie są ogólnie świetnie zarysowane, a liczne żarty i zwroty akcji w pełni wykorzystują swój potencjał.
Drobny cwaniaczek i krętacz Nathan Detroit szuka desperacko miejsca na swoją długo wyczekiwaną nielegalną grę w kości. Potrzebując 1000 dolarów na wynajęcie lokalu, Nathan zakłada się z pewnym siebie Sky'em Mastersonem, że ten nie zdoła namówić bogobojnej misjonarki Sarah na randkę w Hawanie. Mimo początkowego oporu, Sky dopina swego pod warunkiem, że przyprowadzi grupę swoich podejrzanych kolegów do jej misji. W międzyczasie narzeczona Nathana od wielu lat, Adelaide, wciąż wierci mu dziurę w brzuchu, by w końcu zaczął uczciwie pracować i się z nią ożenił.
Siubhan Harrison i Jamie Parker w Guys And Dolls. Zdjęcie: Paul Coltas
Choć niektóre wątki tej historii mogą sprawiać wrażenie nieco przestarzałych (szlachetna misja Sarah pod hasłem „Ratuj duszę” prawdopodobnie straciła nadzieję już lata temu), ta produkcja udowadnia, że opowieść nie straciła nic ze swojego pierwotnego wigoru i uroku. Jedna z najbardziej żywiołowych publiczności, jakie widziałem od dłuższego czasu, ryczała ze śmiechu przy każdym żarcie, a pod koniec spektaklu wpadła w ekstazę.
Partytura i teksty Franka Loessera wciąż są boskie; niemal każda piosenka to absolutny klasyk, a muzyka jest w dobrych rękach dzięki kierownictwu muzycznemu Garetha Valentine'a i orkiestracji Larry'ego Blanka. Całość zyskała nieco bardziej dęty, „brassowy” charakter, co sprawdza się genialnie – scena w Hawanie wydaje się przez to jeszcze bardziej rozpustna i świetnie buduje napięcie podczas znakomicie zainscenizowanego „Luck Be a Lady”.
Jamie Parker skrada całe show jako elegancki Sky Masterson – postać, która musi być nienagannie czarująca i pewna siebie, a jednocześnie pokazywać nutkę wrażliwości i samotności. Parker swoim „croonerskim” głosem zdaje się przywoływać ducha Franka Sinatry, sprawiając, że jego Sky jest zarówno sympatyczny, jak i wiarygodny. Pozostaje zagadką, dlaczego Parker nie zyskał wcześniej większego rozgłosu, biorąc pod uwagę jego świetny dorobek; dzięki niedawnemu obsadzeniu go w roli Harry'ego Pottera w „Przeklętym Dziecku”, ten stan rzeczy zasłużenie ulegnie zmianie.
Rola Sophie Thompson jako panny Adelaide podzieliła opinie, ale ja ją pokochałem, podobnie jak reszta widowni, która nagrodziła ją największą owacją wieczoru. Nie jest to interpretacja, którą można oskarżyć o powściągliwość – jej Adelaide jest nadpobudliwa i histeryczna, a swoje komediowe kwestie serwuje z zabójczym wyczuciem czasu i fizyczną ekspresją. Mimo to mam nadzieję, że jej dublerki są w pełnej gotowości, ponieważ jej niezwykle chropowaty akcent musi być zabójczy dla strun głosowych!
Sophie Thompson i dziewczyny z Hot Box. Zdjęcie: Paul Coltas.
David Haig jest prawdopodobnie najlepszym w Wielkiej Brytanii aktorem w rolach poczciwych, przytłoczonych losem mężczyn, więc był idealnym wyborem do roli Nathana Detroita. Jego Nathan jest bardziej jowialny niż zazwyczaj, ale rola wcale na tym nie traci; wspaniale było widzieć starego wygę tak dobrze bawiącego się na scenie. Sarah w wykonaniu Siubahn Harrison była dobrze zagrana, ale jej głosowi brakowało momentami siły potrzebnej w niektórych utworach.
Poza głównymi rolami, najbardziej imponujące popisy dali Gavin Spokes (Nicely Nicely Johnson) i Ian Hughes (Benny Southstreet) jako przezabawny duet. Chemia między nimi była fantastyczna, a ich wspólne sceny zawsze bawiły do łez; ich komiczna wersja tytułowego numeru była jednym z wielu jasnych punktów wieczoru. Bardzo zabawny był również Nic Greenshields jako groźny Big Jule, który ma jedne z najdowcipniejszych kwestii w całym scenariuszu.
To, co stawia to przedstawienie wyżej niż inne wznowienia, to siła choreografii – energetyczna współpraca Andrew Wrighta i gwiazdy kubańskiego baletu, Carlosa Acosty. Guys and Dolls oferuje luksus kilku rozbudowanych partii instrumentalnych, które zostały błyskotliwie wykorzystane do elektryzujących układów tanecznych; wpływ Acosty wyraźnie widać w sekwencji tańca w Hawanie, która pulsuje latynoską energią.
Obsada Guys and Dolls. Zdjęcie: Paul Coltas
Moje ulubione fragmenty obejmowały zarówno to, co wzniosłe, jak i to, co absurdalne. Baletowa choreografia podczas decydującej gry w kości w kanałach była porywająca i perfekcyjnie wykonana. Z kolei celowo przaśne i przerysowane ruchy tancerek z Hotbox były przezabawne, szczególnie podczas numeru „A Bushel and a Peck”.
Kostiumy Iwana Harriesa trafiają w dziesiątkę – są stylowe i barwne, ale nie tandetne. Scenografia Petera McKintosha jest funkcjonalna i celowo minimalistyczna, biorąc pod uwagę, że spektakl (i scena) wkrótce wyruszą w trasę po Wielkiej Brytanii.
W mroźny i deszczowy styczeń, to nowe wznowienie Guys and Dolls oferuje bardzo potrzebny zastrzyk energii, szczęścia i zabawy. To spektakl, po którym gwarantuję, że wyjdziecie uśmiechnięci, nucąc te zaraźliwe melodie – zobaczcie go, póki możecie!
WŁAŚNIE OGŁOSZONO, ŻE GUYS AND DOLLS PRZENOSI SIĘ DO PHOENIX THEATRE. Guys And Dolls w Savoy Theatre do 12 marca 2016 r. Dowiedz się więcej o trasie koncertowej Guys And Dolls.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności