Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: It Shoulda Been You, Brooks Atkinson Theatre ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

It Shoulda Been You

Brooks Atkinson Theatre

7 kwietnia 2015

5 Gwiazdek

No dobrze, rzecz dotyczy wesela. Jedna z dwóch sióstr wychodzi za mąż. Panna młoda jest Żydówką, pan młody nie. Żadna z matek nie chce, by ślub doszedł do skutku, choć każda z innych powodów. Matka panny młodej to archetypowa żydowska matka; matka pana młodej to podręcznikowa alkoholiczka, która nie zamierza wypuścić swojego „syneczka” z objęć. Dodajmy do tego dwójkę energicznych przyjaciół w roli druhny i świadka, niemal wszechobecnego i wszechwiedzącego konsultanta ślubnego, dwóch ojców, którzy nie mają pojęcia, czego oczekują od nich dzieci, oraz byłego chłopaka panny młodej, który pojawia się nieproszony – i oto mamy wszystko, co można powiedzieć o fabule „It Shoulda Been You”, nowego musicalu wystawianego obecnie na Broadwayu w Brooks Atkinson Theatre.

Jeśli powiem cokolwiek więcej, zepsuję wam radość z odkrywania komediowych zwrotów akcji, a uwierzcie mi – nie chcecie mieć bladego pojęcia o momencie, w którym wszystko wywraca się do góry nogami, a nawet pozornie wszystko widzący konsultant ślubny „nie widzi, że to nadchodzi”. Nie miałem pojęcia i cieszę się z tego, bo kiedy to się dzieje, jest tak autentycznie niespodziewane, szokujące i wspaniałe, że wybucha się tym beztroskim, zaraźliwym śmiechem, który przypomina najszczęśliwsze dni dzieciństwa.

Gdy już pozna się te zwroty akcji, z perspektywy czasu widać, jak starannie i misternie zastawiono na nas pułapkę, i nie sposób nie podziwiać kunsztu oraz pomysłowości w konstrukcji fabuły, tekstu i słów piosenek. Autorzy tak sprytnie podrzucają nam przynajmniej dwa możliwe rozwiązania, że gdy nadchodzi właściwy twist, opad szczęki jest niemal gwarantowany. Dajcie się zaskoczyć – nie pożałujecie.

„It Shoulda Been You” to pomysł kompozytorki Barbary Anselmi, a libretto i słowa piosenek wyszły spod pióra Briana Hargrove’a. Hargrove ma za sobą długą karierę w scenopisarstwie telewizyjnym i to widać – pisze niezwykle oszczędnie, postaci są nakreślone wyraźnie i błyskotliwie, a całość jest bardzo dynamiczna z dużą liczbą szybkich zmian scen. Słowa piosenek (oprócz Hargrove’a pracowało nad nimi jeszcze pięciu autorów) są naprawdę znakomite, dowcipne i, gdy trzeba, refleksyjne.

Prowadzenie narracji jest mistrzowskie. To bardzo dobrze skonstruowane dzieło – gdyby zabrać muzykę, otrzymalibyśmy bardzo przyzwoitą jednoaktową komedię w stylu wczesnego Neila Simona, ale w bardzo nowoczesnym wydaniu. Jest tu mnóstwo śmiechu, często w momentach zupełnie niespodziewanych – myślicie, że wiecie, skąd nadejdzie puenta, a ona uderza z zupełnie innej strony.

Muzyka Anselmi jest urocza, melodyjna i często po prostu piękna. Mamy tu kilka rewelacyjnych solówek i duetów w różnych stylach, świetne numery charakterystyczne i wpadające w ucho zbiorowe hity. Możliwe, że nie wyjdziecie z teatru, podśpiewując melodię pod nosem, ale obcowanie z tą muzyką podczas spektaklu to czysta przyjemność, a kilka numerów bez trudu porywa całą widownię.

Jenny, siostra panny młodej, wykonuje niesamowitą, poruszającą balladę: „Beautiful”. To potężny hymn, który fantastycznie pogłębia jej postać. Gdyby nie słynny show o Carole King o tym samym tytule, „Beautiful” byłoby idealną nazwą dla całego spektaklu.

W gruncie rzeczy cały spektakl opowiada o pięknie i o tym, jak miłość rodzi, tworzy i dostrzega jego różne oblicza. To nie tylko idealni fizycznie Państwo Młodzi są piękni – w finale każdy bohater staje się dla kogoś piękny. Rodzice dostrzegają wartość swoich dzieci, dzieci widzą piękno w rodzicach, a wszyscy razem odkrywają urok prawdy i akceptacji.

Główny wątek skupia się na Jenny, rubensowskiej siostrze panny młodej. To zaradna, rozsądna córka, na której matka zawsze polega, i ciepła, troskliwa siostra. Jednak Jenny zmaga się z dużą nadwagą i z żalem myśli o tym, że nigdy nie założy sukni ślubnej swojej matki. Niemal pogodziła się z myślą, że nikt nie uzna jej za piękną, mimo jej atrakcyjnej twarzy, charyzmy i pasji życia. W piosence „Beautiful” oglądamy, jak szczerze ocenia siebie w samej bieliźnie, marząc o kimś, kto nazwie ją piękną, a nie tylko „miłą” – co, jak nauczył nas Sondheim, nie zawsze oznacza to samo co „dobrą”.

Lisa Howard jest w roli Jenny po prostu zjawiskowa. To prawdziwa gwiazda tego wieczoru. Jej śpiew jest pełny i pewny, o brzmieniu, które zachwyca i elektryzuje. Ma świetne wyczucie komediowe, ale równie genialnie radzi sobie w emocjonalnych, surowych scenach tej nietypowej weselnej katastrofy. To szczera, odważna i brawurowa rola. Dla samej jej kreacji warto kupić bilet.

Sierra Boggess i David Burtka są niemożliwie piękni, zarówno osobno, jak i jako para. Oboje są idealni w swoich rolach i współpracują ze sobą z wielką precyzją. „Śpiewająco-taneczny” numer Burtki z ojcem dotyczący intercyzy to popis pomysłowości, a Boggess dodaje całości blasku swoim głosem w balladzie „A Little Bit Less Than” – przepięknym utworze o wadze szczerości.

Chip Zien świetnie bawi się w roli zabawnego ojca panny młodej, a publiczność bawi się razem z nim. Michael X. Martin jako surowy, zdystansowany ojciec pana młodego jest może nieco zbyt bezbarwny, ale radzi sobie na tyle dobrze, by nie hamować pędzącej machiny komediowej. Nick Spangler i Montego Glover są uroczy jako najlepsi przyjaciele pary młodej, a ich „niespodzianka” podczas wesela to moment absolutnie radosnego szaleństwa.

Josh Grisetti w roli chłopaka, który „powinien był” poślubić pannę młodą, jest po prostu genialny. Od momentu przezabawnego wejścia (nigdy wcześniej nie widziałem tak wprowadzonej postaci) po zawstydzone, ale niezwykle dotykające wyznanie w damskiej toalecie – to czysta przyjemność oglądać go na scenie. Wnosi do spektaklu serce i dzieli się nim ze wszystkimi. Rewelacja pod każdym względem.

Bawiąc się formą, autorzy wprowadzają trzy postaci zwracające się bezpośrednio do widzów: konsultanta ślubnego (Alberta) i jego asystentów. Edward Hibbert gra Alberta poprawnie, ale odnosi się wrażenie, że z tej roli można było wycisnąć więcej – bardziej przebojowy wykonawca mógłby skraść całe show. Reżyser David Hyde Pierce wykrzesałby z tej roli warstwy i detale, których u Hibberta zabrakło.

Asystenci Alberta, grani przez Adama Hellera i Anne L. Nathan, są zabawnie zrezygnowani, a jednocześnie sprytni. Oboje pojawiają się też w innych rolach – jako stuknięty wujek i rozwiązła ciotka. Nathan jest szczególnie drapieżna i komiczna jako ciotka terroryzująca postać Spanglera.

Tyne Daly jako Judy, matka Jenny i panny młodej, nie marnuje ani sekundy. To rola skrojona pod nią idealnie, pozwalająca jej bez wysiłku wykorzystać cały swój warsztat. Jest zabawna, kąśliwa, zaborcza i doskonała w każdym calu. Jest w świetnej formie wokalnej, a jej interpretacja finałowego numeru „What They Never Tell You” jest po prostu piorunująca.

Ale wisienką na tym weselnym torcie jest Harriet Harris w roli Georgette, wiecznie „podchmielonej” matki pana młodego. Harris zachwyca jako rozhisteryzowana matka, która nie chce przyjąć do wiadomości, że przestanie być najważniejszą kobietą w życiu syna. Jej komiczna piosenka „Where Did I Go Wrong”, w której wylicza próby skierowania syna na drogę celibatu lub... homoseksualizmu, kipi humorem podszytym autentycznym przerażeniem. Skarży się, sięgając po kolejny dżin, że nawet zaznajomienie syna z klasyką Sondheima nie pomogło jej postawić na swoim.

Harriet i Daly są razem wspaniałe – ich starcia przypominają pojedynek na torebki o świcie. Cięte riposty padają z niesamowitą energią. Harris jest też w pełni przekonująca jako matka idealnego syna i żona nudnego męża (który nadrabia w sypialni). Harriet stworzyła po mistrzowsku portret kobiety z wyższych sfer w kryzysie – protekcjonalnej, spanikowanej i idealnie nieszczęśliwej.

Hyde Pierce reżyseruje całość z mistrzowską precyzją i polotem. Piękna i funkcjonalna scenografia Anny Louizos przedstawiająca luksusowy hotel została świetnie wykorzystana – mnóstwo drzwi i korytarzy oraz gra poziomami budują tempo i napięcie.

Kostiumy Williama Ivey Longa są, co nie dziwi, spektakularne, a wybrane odcienie błękitu i różu prezentują się wspaniale. Wszyscy wyglądają nienagannie. Nawet koszmarny strój „polującej na facetów” ciotki to triumf bezguścia w dobrym stylu – jest idealnie fatalny.

Choreografia Josha Rhodesa jest lekka i radosna, raczej rozgrzewająca serce niż przyspieszająca tętno. Chwilami przydałoby się nieco bardziej popisowe stepowanie, ale ogólnie styl jest idealnie dopasowany do całości.

Lawrence Yurman czuwa nad oprawą muzyczną, a orkiestra brzmi nienagannie. Piosenki promieniują radością i dopełniają obraz „najpiękniejszego dnia w życiu panny młodej”.

To ten rodzaj komedii muzycznej, w której oba człony – muzyka i komedia – są równie ważne. To ciepła, wciągająca i smakowita propozycja. Niczym wesele, wymagała precyzyjnego planowania; niczym tort weselny, ma wiele warstw i świetne składniki, by każdemu zasmakować. Nie jest przesłodzona, lecz zaskakująca i wzruszająca – dokładnie taka, jakie powinny być udane wesela.

Znakomita obsada, błyskotliwa reżyseria, przyjemna muzyka i inteligentny tekst. To teatralne małżeństwo z rozsądku w najlepszym wydaniu. Z prawdziwą gwiazdą Broadwayu w samym centrum: Lisą Howard.

Koniecznie zobaczcie. Nie bądźcie osobą, o której inni będą mówić: „to Ty powinieneś był to zobaczyć”.

KUP BILETY NA IT SHOULDA BEEN YOU W BROOKS ATKINSON THEATRE

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS