Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Myszy i ludzie, Longacre Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Udostępnij

Chris O'Dowd i James Franco w spektaklu Myszy i ludzie. Zdjęcie: Richard Phibbs Myszy i ludzie

Longacre Theatre

11 kwietnia 2014

4 Gwiazdki

John Steinbeck zdobył niemal każdą możliwą nagrodę literacką. Jego powieści i opowiadania to wzorcowe przykłady formy, a „Myszy i ludzie” pozostają jednym z jego największych osiągnięć. Jego własna adaptacja tego literackiego arcydzieła powraca właśnie na Broadway w Longacre Theatre i jest obecnie na etapie pokazów przedpremierowych.

Promocja i reklama produkcji skupiają się głównie na obsadzie, ale prawdziwą gwiazdą jest tutaj sam Steinbeck. Mamy bowiem do czynienia ze znakomitą adaptacją powieści – unikalnym przykładem scenicznego snucia opowieści, która bywa na zmianę liryczna i poetycka, a zarazem surowa i brutalna. Znajdziemy tu symbolikę, zapowiedzi nadchodzącego losu, pytania o naturę dobra i zła, pięknie nakreślone postaci, łagodny komizm oraz głęboką tragedię – a wszystko to w kręgu nieuchronności i beznadziei. Spektakl tętni prawdziwym człowieczeństwem, wielkim sercem i hartem ducha.

Wielu dramaturgów spędza całe życie na pisaniu, a nie zbliża się nawet do perfekcyjnej formy, którą Steinbeck tutaj osiąga. To doprawdy wspaniała sztuka.

Na szczęście jest to inscenizacja godna potencjału tekstu. Anna D. Shapiro reżyseruje z ogromną zręcznością i niezwykłą klarownością. Od pierwszej sceny po tragiczny finał wszystko nieubłaganie zmierza naprzód, a napięcie rośnie wraz z naszym przywiązaniem do bohaterów i wrodzoną wybuchowością sytuacji.

Scenografia Todda Rosenthala pięknie oddaje klimat, upał, zamknięcie i desperację tamtych czasów oraz trudy życia robotników sezonowych na farmie. Można niemal poczuć żar bijący od blaszanych ścian, zapach siana i zwierząt oraz usłyszeć dźwięki otaczającej wsi. Wrażliwe oświetlenie Japhy’ego Weidemana i oryginalna muzyka Davida Singera dopełniają i podkreślają wizualne obrazy, które Shapiro starannie maluje.

Historia opowiada o George'u i Lenniem, dwóch wędrownych robotnikach, którzy przybywają do pracy na farmie u Bossa. Lennie jest niepełnosprawny intelektualnie – to łagodny olbrzym, który jednak nie ma poczucia własnej siły i nie potrafi kontrolować swoich działań, zwłaszcza pod wpływem stresu. Przypadkowo zabija zwierzęta – myszy i szczenięta – głaszcząc je zbyt mocno. George jest jego opiekunem i przyjacielem, zawsze starającym się zapewnić Lenniemu szczęście, ale i trzymać go w ryzach. Para musiała uciekać z poprzedniego miejsca pracy, gdy Lennie przestraszył młodą kobietę i niechcący wyrządził jej krzywdę.

Na farmie spotykają galerię osobliwych postaci i trafiają w sam środek potencjalnie wybuchowej sytuacji. Syn Bossa niedawno się ożenił, ale nie ufa swojej wybrance i podejrzewa ją o rozwiązłość. Żona z kolei czuje się zaniedbana i łaknie towarzystwa, więc nieustannie szuka kontaktu z pracownikami. Nieuchronnie dochodzi do spotkania między nią a George'em i Lenniem, co przynosi katastrofalne skutki dla całej trójki.

James Franco jest idealnym George'em – lakoniczny, spięty, zdeterminowany i czujny. Do roli przybrał na wadze i w każdym calu przypomina zahartowanego przez pogodę, budzącego respekt parobka. Jest szczery w swojej trosce o Lenniego, ale równie naturalnie buduje relacje ze Slimem i Candym, dwoma najbardziej racjonalnymi mężczyznami na farmie. Jest całkowicie wiarygodny zarówno jako groźny przeciwnik, jak i niezłomny przyjaciel.

Chris O'Dowd w roli jego potężnego towarzysza jest po prostu zachwycający. Skrupulatnie tworzy spójny i w pełni przekonujący portret zagubionego dziecka, które dysponuje siłą zdolną zabić każdego jednym, impulsywnym uderzeniem. Jego postawa, sposób trzymania rąk, drżenie, operowanie niskimi i wysokimi rejestrami głosu, zdezorientowane spojrzenie – każdy element został starannie dopracowany, by ukazać prawdziwy obraz tego fascynującego i specyficznego giganta, jakim jest prostoduszny Lennie.

Więź między Franco a O'Dowdem jest niezwykła. Łatwo uwierzyć, że dzielą swój los od dziesięcioleci. Ich wspólny rytm, milczenie, przerywanie sobie nawzajem, zmęczenie, obezwładniająca tęsknota za stabilizacją i wolnością od najemnej pracy, swobodne żarty i gorączkowe próby George'a, by uspokoić sytuacje, w które pakuje się Lennie – to wyśmienity i bogaty aktorski duet.

Wszystko to sprawia, że tragiczne zakończenie jest tak makabryczne i przytłaczające, jak zaplanował Steinbeck, będąc jednocześnie ostatecznym wyrazem miłości i akceptacji. Potężny teatr pod każdym względem.

Jim Norton jest wyśmienity jako Candy, jednoręki stary pracownik, który boi się, że wkrótce zostanie „odstawiony na boczny tor”. Aż bije od niego wrażliwość i bagaż doświadczeń. Moment, w którym jego wieloletni towarzysz – pies – zostaje zabrany i zastrzelony, jest niemal nie do zniesienia, tak pięknie i prawdziwie Norton prowadzi tę scenę. Radość, jaką promienieje, gdy George i Lennie postanawiają włączyć go w swoje plany o własnym gospodarstwie, jest przeszywająca i namacalna. Norton sprawia, że ta tragedia porusza jeszcze mocniej.

Obsada drugoplanowa jest również pierwszorzędna: Alex Morf jest świetny jako odrażający Curley, którego podłe traktowanie żony i wszystkich na farmie podpala lont pod beczką prochu; Jim Ortlieb czyni Bossa odpowiednio niepokojącym i drobiazgowym; Jim Parrack jest doskonały jako Slim – trzeźwo myślący realista, który mówi jak jest, ale pozostaje bezstronny i pozbawiony mściwości; natomiast Ron Cephas Jones portretuje stajennego Crooksa z równą dawką strachu, bólu i dumy.

Jedynym słabszym ogniwem jest Leighton Meester jako żona Curleya. Jej kreacja jest zbyt lekka, zarówno w odniesieniu do parametrów postaci, jak i siły reszty obsady. Powinna być ognistą, wyzywającą partnerką, a wypada raczej jak uboższa krewna w tym towarzystwie.

Mimo to, ten słabszy element nie zrywa łańcucha złożonych zależności, które otaczają, osaczają i ostatecznie determinują losy tych bohaterów.

To mistrzowskie wznowienie perfekcyjnie skonstruowanej sztuki.

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS