Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Pinter One, Harold Pinter Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

pauldavies

Share

Paul T Davies ocenia Pinter One – zestaw składający się z jednoaktówek One For The Road, The New World Order, Mountain Language, Ashes To Ashes oraz The Pres and an Officer, wystawianych obecnie w Harold Pinter Theatre w ramach sezonu Pinter at the Pinter.

Paapa Essiedu i Kate O'Flynn w Pinter One Pinter One Harold Pinter Theatre

27 września 2018

4 Gwiazdki

Zarezerwuj bilety

Jamie Lloyd Company podjęło się ambitnego i fascynującego zadania wystawienia wszystkich krótkich utworów dramatycznych Pintera wraz z niektórymi jego wierszami i skeczami, upamiętniając dziesiątą rocznicę śmierci dramaturga na deskach teatru noszącego jego imię. To unikalna okazja, by zobaczyć rzadko wystawiane dzieła. Jeśli pierwsze dwa zestawy są zapowiedzią całości, czeka nas porywające doświadczenie teatralne.

Paapa Essiedu i Jonjo O'Neill w Pinter One

Pinter One skupia się na polityce, a Jamie Lloyd przygotował zbiór zaangażowanych utworów, które tworzą spójną całość. Spektakl otwiera triumfalna muzyka – znajdujemy się w państwie faszystowskim (a może komunistycznym?), lecz dźwięki przypominają brytyjskie Last Night of the Proms, kojarzone z konkretnym modelem „angielskości”. Minister Kultury, niegdyś szef tajnej policji, wita nas na konferencji prasowej pośród uśmiechów i sypiącego się konfetti. Jonjo O’Neill jest genialnie obleśny, w pełni panuje nad nowomową; śmiech szybko jednak zamiera, gdy zaczyna mówić o tym, że jedyną drogą postępu było mordowanie dzieci i gwałcenie kobiet. Widzimy to ucieleśnione w wieńczącym pierwszą część One For The Road. Przez całą tę połowę O’Neill jest złowieszczą obecnością, wykonawcą rozkazów, używającym języka jako narzędzia tortur – na scenie nie widzimy bowiem śladu fizycznej przemocy. Tym, co uderzyło mnie najbardziej, był kunszt językowy Pintera; zbyt wiele uwagi poświęca się legendarnej „pauzie pinterowskiej”. Na przykład w Precisely, Maggie Steed i Kate O’Flynn wcielają się w biznesmenów, Stephena i Rogera, dyskutujących o dwudziestu milionach. Zakładamy, że rozmawiają o pieniądzach, ale Pinter dodaje jedno słowo. Dwadzieścia milionów trupów. Potem dodaje kolejne. Dokładnie dwadzieścia milionów trupów. Groza staje się porażająco wyraźna.

Antony Sher i Paapa Essiedu w Pinter One.

Maggie Steed przez cały wieczór nadaje swoim postaciom przejmującą godność – czytając wiersz Death, a zwłaszcza grając matkę w Mountain Language, brutalnym studium czystek etnicznych i odbierania ludziom ich języka. Paapa Essiedu, znakomity w każdej roli, rozdziera serce jako więzień, a w samym centrum Kate O’Flynn nawiązuje krótki, czuły kontakt ze swoim mężem, granym z dystansem przez Jonathana Glewa. To wyśmienite widowisko, a gdy już zaczynamy odnosić wrażenie, że gęsta atmosfera staje się trudna do zniesienia, nastroje rozładowuje The Pres and an Officer z gościnnym udziałem... prezydenta Trumpa! Tekst brzmi niesamowicie aktualnie, jakby został napisany dzisiaj. Pierwszy akt kończy się mocnym uderzeniem w postaci One For The Road, gdzie Antony Sher gra postać niczym dobrotliwy wujek, który tak się składa, że zarządza katownią. Jego łagodność i banalność fraz takich jak „one for the road?” niosą ze sobą potężną groźbę skierowaną w stronę Essiedu i O’Flynn, a słowo „było” nigdy jeszcze nie wymierzyło widzowi policzka z taką precyzją.

Maggie Steed i Paapa Essiedu w Pinter One

Druga połowa to Ashes To Ashes z późnego okresu twórczości Pintera. O’Flynn i Essiedu łączą ją z pierwszą częścią, grając Rebeccę i Devlina, pozornie zwyczajną parę z przedmieścia. Ona opowiada o napaści seksualnej, o tym, jak musiała „całować jego pięść”, a napastnik ją dusił. Jej lęk przed syrenami początkowo nawiązuje do One For The Road; wydaje się, że para na nowo przeżywa dawne okrucieństwa. Szybko jednak okazuje się, że Devlin może być jej mężem lub partnerem, którego zazdrość zdaje się wymuszać na niej wyznanie. Nagle Pinter rozsadza ramy rzeczywistości – Rebecca wspomina dzieci wyrywane matkom i własne niemowlę, które jej odebrano, przywołując obrazy Holokaustu. Zdaje się jednak, że reaguje ona na kulturowe wyobrażenie Zagłady; mówi o „pamięciowej słoniowatości”, w której wspomnienia pęcznieją i rozlewają się jak sos. Czy ona relacjonuje własne przeżycia, czy może wrażenia z lektury „Wyboru Zofii” lub naszej zbiorowej świadomości po „Liście Schindlera”? Szczególnie podoba mi się podejście reżyserki Lii Williams i aktorów, którzy odrzucili sztywny, klasowy akcent, tak często tłamszący teksty Pintera. Tutaj są pełni pasji, reprezentują klasę robotniczą, delektują się tekstem, a reżyseria światła idealnie pulsuje w rytm dramatu.

To bez wątpienia mroczny wieczór. Warto go jednak przeżyć dla fantastycznego, zdyscyplinowanego i wzniosłego aktorstwa oraz pewnej ręki reżysera, który traktuje słowa Pintera jak naboje.

Spektakle do 20 października 2018

ZAREZERWUJ BILETY NA PINTER ONE

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS