Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Return To The Forbidden Planet, Upstairs At The Gatehouse ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Julian Eaves recenzuje musical Boba Carltona „Return To The Forbidden Planet”, wystawiony przez Ovation Productions w teatrze Upstairs At The Gatehouse.

Obsada „Return To The Forbidden Planet”. Fot.: Darren Bell Return To The Forbidden Planet Upstairs At The Gatehouse 16 maja 2018 4 Gwiazdki Zarezerwuj bilety Ovation Productions, rezydencki zespół Katie i Johna Plewsów w ich cieszącym się uznaniem teatrze na londyńskim Fringe'u w sercu Highgate Village, kontynuuje sezon wiosenny świetną inscenizacją tego przełomowego, gatunkotwórczego musicalu. To opowieść o wzniosłych odkrywcach kosmosu i chwytliwym rock and rollu, zawierająca – jak głosi program – „odważnych bohaterów”, „dziwne krainy” i „przerażające potwory”. Dokumentnie stworzona przez Boba Carltona i od tamtej pory nieustannie wznawiana akcja toczy się na pokładzie fikcyjnego statku kosmicznego „Albatross” w roku 2042. Fabuła opiera się na motywach zaczerpniętych z kultowego filmu sci-fi wytwórni MGM z lat 50., „Zakazana planeta”, który sam w sobie jest adaptacją „Burzy” Szekspira. Carlton, pionier popularyzmu teatralnego, wypełnia scenariusz licznymi cytatami z wielu innych dzieł kanonu szekspirowskiego, często stosując je w bardzo oryginalny i zapadający w pamięć sposób, nadając im coraz to nowsze znaczenia. Ta bogata, klasyczna struktura przeplatana jest genialnie dobranymi hitami ze złotej ery rock and rolla, które stanowią wytchnienie od kwiecistego języka (podobnie zresztą jak 10 pieśni, które Szekspir umieścił w oryginale „Burzy”, a których w dużej mierze sam nie napisał). Obsada „Return To The Forbidden Planet”. Fot.: Darren Bell Jak na razie brzmi to wiarygodnie. Dzięki efektownej scenografii Amy Yardley, nastrojowemu oświetleniu Sama Waddingtona i wyrazistej oprawie dźwiękowej Nico Menghiniego (przy wsparciu Josha Robinsa), kameralna scena teatru zmienia się w miejsce wielkich wydarzeń. Ubrana w eleganckie, futurystyczne kostiumy autorstwa May Clyne, z perukami i fryzurami przygotowanymi przez niezawodną Jessicę Plews (pomyślcie o niebiesko-fioletowych bobach i natapirowanych fryzurach, o jakie można by zabić), obsada prezentuje się bezbłędnie. Grając na szerokim wachlarzu instrumentów rockowych, ci aktorzy-muzycy zmieniają spektakl w doskonałe połączenie koncertu i show, radząc sobie ze wszystkim, co dzieje się na scenie, i oddając sprawiedliwość charakterystycznej choreografii Granta Murphy'ego. Obsada „Return To The Forbidden Planet”. Fot.: Darren Bell Zdecydowanie potrafią wydobyć z siebie muzykę: Guy Freeman (Bosman) ma rasowy, rockowy głos, podobnie jak Lewys Taylor (Bud Visor), podczas gdy Ellie Ann Lowe (Oficer Nawigacji/Gloria) śpiewa z potęgą godną stadionów – szczególnie w swoim fenomenalnym numerze wejściowym. Stephanie Hockley (Miranda) z gracją pyta w piosence: „Dlaczego muszę być zakochaną nastolatką?”. Warstwa instrumentalna również nie pozostawia nic do życzenia w kwestii emocji, zwłaszcza porażające solówki gitarowe Edwarda Hole'a (Cookie), od których przechodzą dreszcze. Przy tym spektaklu warto dać się porwać rytmowi, a ten zespół nikogo nie zostawia w tyle. Uwielbiam dęciaki Emmy Fraser (Oficer Nawigacji) oraz srebrnego, jeżdżącego na wrotkach robota Simona Oskarssona (Ariel). Chris Killik kreuje wspaniale egzotycznego Doktora Prospero, a Alex Fobbester wnosi klasę brytyjskiej powściągliwości lat 40. do postaci Kapitana Tempesta. Rhiannon Hopkins trzyma pieczę nad całością jako kierowniczka muzyczna lotu (i Penny Cyllan... co zrobiliby kochankowie bez niej?), a David Persiva jest jeszcze bardziej komicznym malkontentem jako Mike Roechip (znany jako „Sticks”... zgadnijcie, na czym gra). No i mamy urocze wideo z udziałem samej Angeli Rippon, CBE, która w przemiły sposób wypełnia luki w fabule za pomocą międzygalaktycznych wiadomości. Marcus Adams czuwa nad całością jako muzyczny opiekun projektu, a aranżacje Juliana Littmana brzmią czysto i soczyście. Ogólnie rzecz biorąc, to wyśmienity występ, nawet jeśli drobne detale i harmonia głosów mogą jeszcze wymagać chwili szlifu. Być może sam scenariusz nieco kluczy – momentami widać, że cytaty z Barda i znane przeboje są wciśnięte nieco na siłę kosztem dramaturgicznej spójności. Cóż, to nie koniec świata. Dla fanów to wznowienie będzie nie do odparcia, a osoby niewtajemniczone może wciągnąć w trwający całe życie nałóg, na który – o ile nam wiadomo – nie ma lekarstwa. Gramy do 17 czerwca 2018 roku.

ZAREZERWUJ BILETY NA RETURN TO THE FORBIDDEN PLANET

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS