Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Strictly Ballroom, Piccadilly Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

douglasmayo

Share

Douglas Mayo ocenia musical Strictly Ballroom, oparty na słynnym filmie Baza Luhrmanna, który gości obecnie na deskach wydziału Piccadilly Theatre w Londynie.

Zizi Strallen (Fran) i Jonny Labey (Scott) w Strictly Ballroom. Zdjęcie: Johann Persson Strictly Ballroom

Piccadilly Theatre

25 kwietnia 2018

4 Gwiazdki

Rezerwuj bilety

Historia Strictly Ballroom narodziła się jako scenariusz sztuki warsztatowej autorstwa Baza Luhrmanna, inspirowany jego własnymi doświadczeniami z młodości jako tancerza turniejowego w Australii. To świat, w którym teatralność występów, barwne postaci i ogromne ego organizatorów stały się idealnym tłem dla błyskotliwej i wzruszającej opowieści Luhrmanna.

Brytyjska premiera spektaklu odbyła się w West Yorkshire Playhouse w grudniu 2016 roku w reżyserii i choreografii Drew McOniego. Ktoś jednak podjął decyzję o wprowadzeniu znaczących zmian w tamtej wersji – to, co oglądamy teraz w Piccadilly Theatre, choć zachowuje trzon oryginału, jest w rzeczywistości zupełnie innym widowiskiem.

Will Young w Strictly Ballroom. Zdjęcie: Johann Persson

Podczas gdy produkcja w Leeds była rasowym musicalem, obecna forma to coś pomiędzy spektaklem a filmem, z konstrukcją i podkładem muzycznym przypominającym ścieżkę dźwiękową z kina. W efekcie całość wydaje się nieco niespójna i to chyba jedyne słowo, które trafnie oddaje moje wrażenia.

Will Young wciela się w nową postać – Wally'ego Stranda. Pełni rolę komediowego narratora i wokalisty wykonującego popowe utwory, przez co Strictly Ballroom sprawia wrażenie jukebox musicalu, którym przecież do końca nie jest. Will włada sceną, a publiczność darzy go ogromną sympatią, ale trudno nie zadać sobie pytania: co skłoniło twórców do tej zmiany? Czyżby potrzeba przyciągnięcia wielkiego nazwiska?

Jonny Labey i zespół Strictly Ballroom. Zdjęcie: Johan Persson

Jonny Labey błyszczy jako zbuntowany tancerz Scott Hastings, a Zizi Strallen gra Fran (po prostu Fran) – nieśmiałą początkującą tancerkę, która staje się iskrą zapalną dla wielu działań Scotta napędzających fabułę. Między tą dwójką iskrzy – obserwowanie ich wspólnego tańca oraz przemiany Strallen z „brzydkiego kaczątka” w miarę postępu akcji to czysta przyjemność.

Anna Francolini (Shirley Hastings), Richard Grieve (Les), Gerard Horan (Barry) i Stephen Matthews (Doug) reprezentują konserwatywny świat tańca jako rodzice i prezes federacji. Zagrani z rozmachem, niemal groteskowo, stanowią świetny kontrast dla młodych bohaterów. Moją uwagę przykuł zwłaszcza Stephen Matthews w roli Douga Hastingsa – jego powściągliwość, subtelny rozwój postaci, nieskrępowana radość w sekwencji retrospekcji i finałowe odzyskanie autorytetu zostały zagrane po prostu po mistrzowsku.

Zespół Strictly Ballroom. Zdjęcie: Johan Persson

Oczywiście, ten tytuł nie istniałby bez egzotycznej i ekstrawaganckiej energii samych tancerzy. Podobnie jak tysiące cekinów na ich krzykliwych kostiumach (projektu genialnej Catherine Martin), zespół jest po prostu olśniewający. Michele Bishop, Gabriela Garcia, Charlotte Goch, Liam Marcellino, Lauren Stroud, Gary Railings, Chrissy Shunt, Dale White, Jacon Maynard, Selina Hamilton, Freya Rowley, Luke Jackson, Tinovimbanashe Sibanda i Justin-Lee Jones dają z siebie wszystko. Ich pewność siebie na scenie i niesamowita energia gwarantują rozrywkę na najwyższym poziomie. Magia!

Fernando Mira (Rico) panuje nad sceną podczas Paso Doble (Habanera) w finale pierwszego aktu. Eksplozja testosteronu, nienaganne wyczucie czasu i precyzja sprawiają, że to jeden z najmocniejszych punktów wieczoru. Z kolei Eve Polycarpou jako Abuela gra z wielką szczerością i humorem, wnosząc do spektaklu mnóstwo serca.

Scenografia Soutry Gimour straciła nieco ze swojego surowego, rustykalnego uroku oryginału, który tak świetnie oddawał barwy australijskiej prowincji. Zastąpiono ją mnóstwem ruchomych elementów, co momentami sprawiało wrażenie korka na autostradzie, w którym zaraz może dojść do kolizji. Odniosłem wrażenie, że jest tego nieco za dużo, co odciągało uwagę od prostoty samej historii i świetnej gry aktorów.

Charlotte Gooch (Tina Sparkle) i Gary Watson (Ken Railings) w Strictly Ballroom. Zdjęcie: Johan Persson

Znakomity zespół na żywo pod batutą Bena Atkinsona perfekcyjnie wykonał dynamiczne orkiestracje Simona Hale’a. Kiedy sekcja dęta wchodzi na pełne obroty, brzmi to fantastycznie. Warto zostać chwilę dłużej po brawach, by usłyszeć finałowy utwór wyjściowy. Robi wrażenie!

Strictly Ballroom mogłoby być genialnym spektaklem. Moim zdaniem wina nie leży po stronie ciężko pracującej obsady, która daje z siebie 110%, ale po stronie autorów – Baza Luhrmanna i Craiga Pearce'a. Stworzyli oni hybrydę filmu, musicalu i koncertu, która zdaje się gubić własną tożsamość.

Na koniec wielkie brawa dla reżysera i choreografa Drew McOniego. Kolejna świetna robota przed wyruszeniem na Broadway z musicalem King Kong. Wspaniale jest widzieć, że nowa generacja brytyjskich talentów kreatywnych ma szansę stać się tak kultowa, jak najwięksi mistrzowie teatru muzycznego z Londynu czy Nowego Jorku.

Strictly Ballroom to udany wieczór w teatrze. Szkoda tylko, że w drodze na West End zagubiono gdzieś ten wyjątkowy pierwiastek, który czynił tę historię naprawdę magiczną.

REZERWUJ BILETY NA STRICTLY BALLROOM

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS