Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The Frogs, Jermyn Street Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

George Rae (Ksantias), Michael Matus (Dionizos) oraz obsada The Frogs. The Frogs

Jermyn Street Theatre

Czwartek, 16 marca 2017

4 Gwiazdki

Zarezerwuj bilety

Brytyjska premiera – a przynajmniej tak można przypuszczać – musicalu Sondheima to rzadkie wydarzenie, zwłaszcza gdy trzeba było na nią czekać aż 43 lata.  Niech to będzie nauczka dla każdego, kto marzy o sukcesie w teatrze: czasem na triumf czeka się bardzo długo.  Tak czy inaczej, w końcu jest: satyra Arystofanesa na życie pozagrobowe, której libretto przeszło przez podwójny filtr – najpierw ciętego dowcipu Burta Shevelove'a, a następnie łobuzerskich żartów Nathana Lane'a.  Sam Lane bawi obecnie w Londynie, przygotowując się do roli w „Aniołach w Ameryce” w National Theatre; wpadł nawet zobaczyć, jak idą prace nad „The Frogs”, i był zachwycony: jego uśmiechnięta twarz zdobi pamiątkowe zdjęcie na skromnej tablicy JST tuż przy schodach prowadzących do tych kameralnych i wyszukanych progów.

Wystawienie tego spektaklu w miniaturowym teatrze ma w sobie coś niezwykle trafnego – zaledwie 70 miejsc, maleńka scena i reżyserka świateł, foyer wielkości korytarza, bar w okienku, toalety służące za kulisy i kasa biletowa w składziku na szczotki.  To istna kondensacja teatru, której kameralność idealnie sprzyja dziełom traktującym w sposób schematyczny i szkicowy o świecie na górze i na zewnątrz.  Lub, co więcej, głęboko pod nami…

Nigel Pilkington (Szekspir), Martin Dickinson (Shaw) oraz obsada The Frogs.

Ten spektakl idealnie wpisuje się w taką konwencję.  Teatr grecki, rzadko stawiający na wartką akcję, serwuje nam wszystko w formie krótkich dialogów komentowanych przez aktywny chór.  Tutaj towarzyszy im zespół instrumentów dętych i perkusji, ulokowany z boku sceny pod czujnym okiem kierownika muzycznego Tima Suttona, twórcy znakomicie „odchudzonych” wersji oryginalnych orkiestracji Tunicka.  Reżyserka i producentka Grace Wessels jest stosunkowo nową postacią w świecie musicali, a ten tytuł nie należy do najłatwiejszych – mimo to, tworząc ten zwarty, skondensowany świat, trafia niemal w samą dziesiątkę.

Wspierana przez pomysłową i harmonijną scenografię i kostiumy Gregora Donnelly’ego, piękne oświetlenie Tima Mascalla oraz wsparcie asystenta reżysera i choreografa Tima McArthura (który współpracował już z Wessels w Ye Olde Rose and Crowne), produkcja jest zgrabną, elegancką i efektywną zabawą. Numery zespołowe wypadają szczególnie dobrze na piętrowej scenografii, która może, choć nie musi, przypominać basen.  Sztuka – jak powszechnie wiadomo – powstała jako wewnętrzna rozrywka dla uniwersytetu Yale, gdzie chór tworzyli członkowie uczelnianej sekcji pływackiej, występujący – o ile mnie pamięć nie myli – w samych slipkach kąpielowych.  Z takimi referencjami dziwi mnie, że spektakl ten nie cieszył się dotąd znacznie większą uwagą.

Zarówno partytura, jak i scenariusz w pełni na nią zasługują.  Piosenki te należą do najlepszych w dorobku Sondheima, a dowcipne, lekkie niczym puch libretto to czysta radość, potrafiąca zachować swojskość i „przyziemność” bez względu na to, jak fantazyjny staje się temat.  Uczestniczymy w klasycznej wyprawie z Dionizosem (Michael Matus w roli stanowczego, męskiego „straight mana”) przebranym za Heraklesa (w tej roli Chris McGuigan, który bawi się wyśmienicie w swoim kostiumie z lwich skór i z gigantyczną maczugą... czujecie już ten „klimat”?).  Dionizosowi towarzyszy jego krnąbrny niewolnik, Ksantias (George Rae – z każdym spektaklem coraz lepszy, genialnie wykorzystujący swój komediowy talent).  Wspólnie ruszają na kompletnie bezsensowną misję: chcą sprowadzić George’a Bernarda Shawa z Hadesu z powrotem do świata żywych, by pisał sztuki, które pouczą i oświecą nasze znużone i zniechęcone czasy (takie zadania najwyraźniej przerastają współczesnych pisarzy).  I to by było na tyle, jeśli chodzi o fabułę.

Jonathan Wadey (Charon) w spektaklu The Frogs.

Nie mając zbyt wiele do roztrząsania, zdajemy się na gagi i numery muzyczne, niczym w luźno powiązanej rewii – bo tym w rzeczywistości jest ten spektakl.  Jonathan Wadey jako niezapomniany, bardzo „współczesny” i niezwykle w stylu Camden Charon, ma za zadanie przewieźć podróżników przez Styks do krainy umarłych.  To właśnie podczas tej przeprawy poznajemy tytułowe płazy, które radośnie rechoczą, niemal dając nam nadzieję, że faktycznie coś „zrobią”.  (Robią... ale niedługo.)  Po wylądowaniu w Zaświatach oglądamy popisowy numer Amazonki Virilli (Li-Tong Hsu, bawiąca się czystym absurdem tej sytuacji), a potem na scenę wkracza odziana w skórę dominująca Pluto w interpretacji Emmy Ralston (władca piekieł, jeśli nie jest damą, to przynajmniej madame – i to niezwykle błyskotliwą i seksowną).  Chętnie odda Shawa (który w wykonaniu Martina Dickinsona jest martwy i zachwycony tym stanem!), a nawet gotowa jest dorzucić Szekspira (nie jest on ulubionym wzorcem Shawa, nawet gdy gra go tak wrażliwy Nigel Pilkington).  Ach, jest też krótki występ Ariadny (słodko zagranej przez Bernadette Bangurę), która zajmuje – lub zajmowała – ważne miejsce w sercu Dionizosa.

Ale, jak to mówią, fabuła nie powinna nas zbyt długo zatrzymywać.  Chodzi o to, by z tej błahej sytuacji wycisnąć tyle beztroskiej zabawy, ile się da.  A daje się sporo.  Nie, to nie jest upadek rodu Atrydów, ale jeśli zespół tylko trochę bardziej wyluzuje i da porwać się zabawie, to może „roznieść budę” w zupełnie inny sposób.  Miłego oglądania!

KUP BILETY NA THE FROGS

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS