WIADOMOŚCI
RECENZJA: Nie płacimy! (They Don't Pay? We Won't Pay!), Mercury Theatre Colchester ✭✭✭
Opublikowano
Autor:
pauldavies
Share
Paul T. Davies ocenia spektakl „Płacą? Nie płacą!”, współczesną aktualizację farsy Dario Fo i Franki Rame.
Tesni, Marc Pickering i Laura Doddington. Fot.: Pamela Raith Płacą? Nie płacą! Mercury Theatre, Colchester.
23 marca 2023
3 gwiazdki
Wystawienie komedii o kryzysie kosztów utrzymania w samym środku realnego kryzysu wymaga od teatru sporej odwagi. Włoska farsa polityczna Dario Fo i Franki Rame, pierwotnie zatytułowana „Nie płacę!”, doczekała się uwspółcześnionej adaptacji autorstwa Deborah McAndrew. Odmawiając płacenia zawyżonych cen w lokalnym sklepie, żony (podział ról płciowych jest tu bardzo wyraźny) kradną jedzenie oraz artykuły pierwszej potrzeby, a następnie próbują ukryć łupy zarówno przed mężami, jak i policją. Umiejętności zespołu są widoczne w zawrotnym tempie farsy, istnieje jednak ryzyko, że spektakl nie dotrze do osób, które najbardziej powinny usłyszeć jego przesłanie, i skończy na przekonywaniu już przekonanych. A trzeba przyznać, że ta sztuka potrafi prawić kazania. Retoryczne wywody na temat obecnych przywódców i stanu państwa wypadają dość niezręcznie obok żartów niskich lotów, pantomimicznych wstawek skierowanych do publiczności i niekończących się – naprawdę niekończących się – gonitw po scenie.
Jack Shalloo, Marc Pickering i Joseph Alessi. Fot.: Pamela Raith
Obsada radzi sobie nieźle z dwuwymiarowymi postaciami i w spektaklu znajdziemy wiele znakomitych sekwencji (choć większość w drugiej połowie, gdyż pierwsza jest dość ciężkostrawna). Niekwestionowaną gwiazdą wieczoru jest Marc Pickering, który komicznie wciela się w wiele postaci, tworząc wspaniałe momenty metateatralne – zwłaszcza gdy wychodzi z roli i gani resztę obsady za brak zrozumienia dla wysiłku, jakiego wymaga od niego granie kilku osób naraz. Bez niego spektakl jeszcze bardziej mijałby się z celem; oglądanie go to czysta przyjemność. Joseph Alessi prezentuje solidną formę jako Jack, jedyny praworządny obywatel, a Laura Doddington w roli jego żony, Anthei, świetnie napędza akcję. Jack Shalloo i Tesni Kujore robią co mogą jako młodsi, mniej rozgarnięci sąsiedzi, ale stereotypy są tu tak przytłaczające, że ich kreacje mnie nie przekonały.
Joseph Alessi i Jack Shalloo. Fot.: Pamela Raith
Reżyser Ryan McBryde stawia na sprawdzone środki, stosując wiele chwytów dobrze znanych widzom Mercury (bieg w zwolnionym tempie w oparach dymu, burzenie czwartej ściany, świetna sprawność fizyczna), jednak sprawiają one, że produkcja wydaje się dość zachowawcza. Jako satyra polityczna, spektakl nie ma wystarczająco ostrych zębów. Dla mnie potwierdził to finał: dość mrożąca krew w żyłach sekwencja, w której bohaterowie czują, że znikają i nie są słyszani, mogła skłonić widzów do refleksji. Zostało to jednak natychmiast zaprzepaszczone przez finałową piosenkę z udziałem chóru społeczności, która usilnie próbuje wprawić nas w dobry nastrój z powodu protestowania. To propozycja dość nierówna, skierowana głównie do fanów czystej farsy. Ci, którzy oczekują mocniejszego uderzenia, mogą wyjść z teatru rozczarowani.
Spektakl grany do 31 marca.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności