Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Two, Above The Arts ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

timhochstrasser

Share

Zdjęcie: Piers Foley Photography TWO

Shrapnel Theatre w Above the Arts

4 gwiazdki

Londyn obfituje obecnie w teatry pubowe wystawiające znakomite dzieła, tak klasyczne, jak i współczesne. Jednak scena studio Above the Arts, tuż przy Leicester Square, to prawdopodobnie jedyny teatr w pubie, gdzie bar, krzesła i klienci stanowią autentyczną scenografię dla samej sztuki. Po przybyciu rozejrzałem się po miejscach ustawionych wokół uprzątniętej przestrzeni przed barem i zapytałem barmana, gdzie najlepiej usiąść. Wzruszył ramionami i rzucił: „Gdziekolwiek – i tak znajdzie się pan w samym centrum akcji”. I rzeczywiście, okazało się to niezwykle wciągającym doświadczeniem.

Sztuka TWO została wystawiona po raz pierwszy w Young Vic około dwudziestu pięciu lat temu i była jednym z wczesnych sukcesów Jima Cartwrighta. To dynamiczny, wirtuozerski dwuosobowy spektakl, w którym aktorzy zaczynają za kontuarem jako właściciel i właścicielka pubu na północy Anglii, by następnie w czasie rzeczywistym przeistaczać się w sekwencję dwunastu klientów odwiedzających lokal podczas jednego, pełnego wrażeń wieczoru. To, co oglądamy, to w gruncie rzeczy szereg portretów psychologicznych, w których nastrój i tonacja zmieniają się błyskawicznie; raz są to monologi, innym razem dialogi między parami. Przez te dwanaście postaci przewijają się powracający gospodarze, których relacja staje się coraz bardziej napięta, aż do finałowego duetu w porze zamykania lokalu, który w przejmujący sposób wyjaśnia wiele z tego, co wcześniej było jedynie niedopowiedzeniem.

Zastanawiałem się wcześniej, czy sztuka nie nadgryzł czas, ale w tym wykonaniu jakość tekstu wybrzmiała niezwykle świeżo, w pełni uzasadniając nagrody przyznane mu ćwierć wieku temu. Podobnie jak we współczesnym mu „My Night with Reg”, to właśnie żywy, kpiący humor, oszczędność w kreowaniu postaci i bolesna szczerość dialogów natychmiast przykuwają uwagę. Kontrastujące dramaty ludzkie, nakreślone tu z niezwykłą lekkością, niosą ze sobą taki ładunek prawdy, że zupełnie nie przeszkadza brak telefonów komórkowych czy fakt, że nikt w żadnym znanym mi pubie od dawna nie zamówił Double Drambuie. Pod względem faktury i tonu dramaturgia przypomina dwóch pisarzy – pozornie różnych, lecz w głębi duszy bliskich: Terence'a Daviesa i Terence'a Rattigana. Odnajdziemy tu sceny przywołujące twardą wspólnotową solidarność i brutalne, skrzeczące domowe waśnie znane u Daviesa, a jednocześnie studia cichej samotności przechodzącej w stoicką rozpacz, godne Rattigana z „Osobnych stolików”, którym sztuka zawdzięcza też swoją formę. Wiele cech wyróżniających późniejszą twórczość Cartwrighta jest tu już w pełni widocznych.

Jednak prawdziwy sukces spektaklu zależy w równej mierze od samych aktorów, zarówno jako indywidualności, jak i duetu. Ich role wymagają błyskawicznych zmian kostiumów, postawy i akcentu dla całej plejady lokalnych postaci, przy jednoczesnym starannym budowaniu narastającej wrogości i dojmującej samotności pary będącej w centrum wydarzeń. W 1990 roku wielki sukces w pierwszej inscenizacji odnieśli znani aktorzy z serialu Brookside. Tym razem podobne laury należą się Jamie'emu Sheltonowi i Chelsea Halfpenny, znanych z Emmerdale, którzy z rzadką biegłością i gracją radzą sobie z wyzwaniami technicznymi i emocjonalnymi. Jako dwanaście różnych postaci przekonująco wchodzą w interakcję z publicznością (traktowaną jak inni bywalcy pubu), nadając każdemu bohaterowi charakterystyczny akcent, manierę i język ciała. Przy minimalnych zmianach kostiumów czy fryzur wszystko opiera się na kunszcie aktorskim – i na tym polu triumfują. Jako centralna para starannie gromadzą detale, dzięki czemu, gdy w finałowej scenie następuje wyjawienie przyczyny ich oddalenia, uderza ono widza z ogromną siłą, nie wywołując przy tym poczucia taniej manipulacji.

Trudno wyróżnić konkretne epizody z tej wyrównanej i doskonałej galerii portretów, lecz w moich oczach najbardziej zapadły w pamięć kreacje przedstawiające bolesną nienawiść do samego siebie oraz znęcanie się nad słabszymi. Portret pijanej, zdesperowanej kochanki w wykonaniu Halfpenny, próbującej skonfrontować się ze swoim kochankiem i jego żoną w pubie, miał w sobie prawdziwą głębię. Pięknie uchwyciła upokarzający „ziemski cień” kobiety, która nigdy nie będzie żoną, zmuszonej wbrew sobie zawsze myśleć o potrzebach innych. Z kolei dla Sheltona momentem szczytowym była niewdzięczna rola obsesyjnego, niepewnego siebie i przemocowego męża, zdeterminowanego, by gnębić żonę za każde słowo i gest. Scena ta tchnęła grozą i realizmem, wywołując jedną z tych przerw skoncentrowanej ciszy, kiedy wiadomo, że publiczność jest całkowicie pochłonięta akcją.

Mam pewne zastrzeżenie co do rozegrania finałowej sceny. Stanowi ona potężną kodę, w której pisarz i aktorzy muszą wejść na najwyższe obroty, odrzucając subtelności i niuanse z wcześniejszych części. Nie zdradzając fabuły, powiem tylko, że tonacja tekstu nagle przesuwa się w stronę wyniszczającego konfliktu małżeńskiego znanego z twórczości Edwarda Albee'ego. Obsada i reżyser (Darren RL Gordon) zdecydowali się poprowadzić ten materiał znacznie wolniej niż wcześniejsze, naturalistyczne dialogi, co nadało scenie charakter niemal operowy, szczególnie w długich pauzach. Choć dodało to ciężaru ich kłótni i powodom zadawnionej niechęci, wciąż uważam to za błąd. Dialogi miałyby jeszcze większą siłę rażenia, pędząc ku stoicznemu zakończeniu bez tego celowego grania na powagę; wtedy też silniej kontrastowałyby z lżejszymi, dynamicznymi fragmentami. Przekładając to na język muzyczny: ta sztuka to temat z szeregiem błyskotliwie skontrastowanych wariacji, a finał powinien pozostać proporcjonalny do tej struktury.

Ostatecznie TWO to znakomity wieczór w teatrze. Osiemdziesiąt minut spektaklu mija błyskawicznie, pozostawiając widza w podziwie dla tak precyzyjnego budowania narracji i postaci przy użyciu oszczędnych środków i szerokiej palety emocji. To wznowienie jest w pełni zasłużone i satysfakcjonujące na każdym poziomie.

Na koniec na pewno będziecie chcieli zostać i kupić drinka w tym jak najbardziej prawdziwym barze…

Spektakl TWO można oglądać w Above The Arts do 22 kwietnia 2015 roku.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS