WIADOMOŚCI
RECENZJA: Wink, Theatre 503 ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
timhochstrasser
Share
Fotografia: Savannah Photographic Wink Theatre 503.
12 marca 2015
5 gwiazdek
Kameralna przestrzeń Theatre 503, znajdująca się nad pubem The Latchmere w Battersea, gości obecnie niezwykły i skłaniający do refleksji debiut dramatyczny Phoebe Eclair-Powell. Spektakl w reżyserii Jamiego Jacksona opiera się na dwóch fenomenalnych kreacjach aktorskich. WINK to w istocie dwa przeplatające się monologi, które odkrywają realne i wirtualne więzi łączące nastoletniego Marka (Sam Clemmett) z jego nauczycielem, Johnem (Leon Williams), starszym od niego o zaledwie dekadę.
Sztuka relacjonuje tydzień z ich życia, z pozoru opisując zwyczajne interakcje na szkolnym boisku, korytarzu czy w klasie, przeplatane rytmem ich nieszczęśliwego życia domowego. Ostatecznie jednak przeradza się w niespodziewanie mroczne i niepokojące studium kruchości tożsamości oraz coraz bardziej zacieranego i prowizorycznego znaczenia relacji międzyludzkich w dobie mediów społecznościowych.
Mark początkowo jawi się jako zupełnie przeciętny nastolatek – pod względem wyglądu, zdolności czy umiejętności społecznych – z jednym wyjątkiem: jego fenomenalną biegłością w wyszukiwaniu porno w sieci. Z kolei John to doskonale znany typ pewnego siebie, cynicznego młodego nauczyciela, w pełni świadomego swojego klasycznego „dobrego wyglądu”, zawsze gotowego do przyjmowania dowodów uwielbienia od podatnych na wpływy uczniów, zarówno w rzeczywistości, jak i online.
Początkowo mogłoby się wydawać, że sztuka skupi się na powtarzalnym motywie niezasłużonej idolizacji nauczyciela przez ucznia, jednak szybko wkraczamy na mroczniejszy grunt. Staje się jasne, że obie strony przeżywają większość swojego życia emocjonalnego w mediach społecznościowych. Mark próbuje zbliżyć się do życia Johna, wchodząc na profil jego dziewczyny na Facebooku i tworząc fałszywą tożsamość, która mogłaby ją zainteresować.
Nieświadomy tego John, choć sam oszukuje swoją partnerkę, również monitoruje i manipuluje jej profilem, dochodząc do przekonania, że ta zdradza go z tajemniczym internetowym przyjacielem. Coraz bardziej dosadny i intymny dialog, pełen momentów błyskotliwego komizmu, szybko wymyka się spod kontroli, zderzając się z rzeczywistością w napiętym, niepokojącym i mrocznym finale, z którego nikt nie wychodzi bez szwanku.
Tak suchy opis nie oddaje jednak sprawiedliwości pazurowi i komediowemu zmysłowi autorki, która z ogromną dbałością o detal buduje postaci i kolejne warstwy ironii. Phoebe Éclair-Powell ma świetne ucho do naturalnych dialogów, które są jednocześnie kunsztowne i zręczne – od brawurowych riffów i retorycznych popisów po autentyczny patos.
Plastyczne obrazy dodają całości kolorytu, pozostając przy tym wiarygodnymi w ustach bohaterów. Żargon portali randkowych, naiwność uczniaków i knajpiany humor młodych mężczyzn są tu zmieszane po mistrzowsku. Mamy do czynienia z błyskotliwym przeplataniem mowy zależnej z wewnętrznymi przemyśleniami i żywym dialogiem, przy świetnym wyczuciu tempa między monologami a gwałtownymi spięciami słownymi. Tekst ten wykazuje tę samą głębię emocjonalną i dbałość o detale codzienności, którą znamy z „Jumpers for Goalposts” i innych przykładów współczesnego realizmu scenicznego.
Znajdziemy tu wnikliwość psychologiczną i świetną komedię, a wszystko to bez cienia dydaktyzmu. Zostajemy zaproszeni do refleksji nad tym, jak krucha jest w gruncie rzeczy brawura młodych mężczyzn. To nie tylko temat niezasłużonego kultu bohatera, który musi skończyć się rozczarowaniem, czy pytanie o to, co definiuje różnicę między chłopcem a mężczyzną.
Bardziej wymowny jest sposób, w jaki podskórny, niewypowiedziany żal u obu postaci uniemożliwia osiągnięcie emocjonalnej dojrzałości. Ostatecznie to skonfrontowanie się z dysfunkcyjnym życiem rodzinnym i stratą pozwala Markowi dorosnąć, podczas gdy John marnieje, stając się pustą, choć wciąż przystojną skorupą. Jego wyparcie i samooszukiwanie się, budowane na fundamentach skrywanych kompleksów, okazuje się źródłem najbardziej egoistycznych i niszczycielskich zachowań w całej sztuce – pułapką, w której John pozostaje uwięziony.
Spektakl mówi nam również wiele o rosnącym wpływie internetu na nasze poczucie tożsamości. Oddaje poczucie wszechobecnej łączności, zasięgu i euforycznego, choć złudnego poczucia sprawstwa dostępnego dla każdego użytkownika. Jak mówi Mark: „Jestem podłączony, rozbudzony, głowa pełna, oczy jeszcze pełniejsze. Nie potrafię już mrugać, ale nie mogę przestać patrzeć, gapić się w tę przestrzeń, w której są wszyscy inni”. Sztuka stawia kłopotliwe pytanie o to, jak odróżnić prawdę od fikcji w świecie randek online i czy w tym procesie nie zawieszamy zbyt łatwo własnego niedowierzania.
Przede wszystkim jednak dramat pokazuje, jak szybka kumulacja bezpodstawnych założeń online może zrujnować psychikę niczym film puszczony w przyspieszonym tempie. Można by zarzucić fabule mniejszy realizm w miarę jej rozwoju, ale to właśnie jest klucz do sukcesu. W równoległym świecie błyskawicznej komunikacji przerwy na refleksję, niezbędne w innych formach ludzkich interakcji, zostają pominięte lub zatuszowane.
To zagrożenie realne, a nie teoretyczne. Zostajemy z pytaniem o to, co to wszystko oznacza dla autentyczności relacji, gdy tak duża część naszego porozumiewania się jest wirtualna. Jednak ostateczna puenta dramatu ma wymiar ludzki: internet sam w sobie nie tworzy kłamstwa i zdrady, a jedynie potęguje istniejące wcześniej deficyty psychiczne, dając większe pole do wyrządzania szkód społecznych niż kiedykolwiek wcześniej.
Mogła to być produkcja statyczna, skupiona wyłącznie na i tak już mocnych głosach narracyjnych; wielkie uznanie należy się jednak zespołowi kreatywnemu za zintegrowanie ruchu, efektów świetlnych i niezwykle trafnej muzyki. W kluczowych momentach aktorzy tworzą symboliczne obrazy, które destylują i chwytają emocjonalną esencję akcji. To nie tylko kwestia tego, że poza świetną grą aktorską jest na czym zawiesić oko; oprawa wizualna świadomie dodaje wymiar estetycznej hiperrealizmu, który przenosi nas poza dosłowność tekstu w rejon niemal kinowy, pozwalając w pełni zarejestrować emocjonalny ciężar tego, co właśnie zobaczyliśmy.
Nie ma na to lepszego przykładu niż moment blisko finału, gdy na rozpostarte ramiona Johna powoli opada popiół: czy to symboliczne spalenie jego nadziei i planów, czy po prostu smutny komentarz do beznadziei, która go dopadła? A może to znak tego, co spotka Marka i – ostatecznie – nas wszystkich, gdy złote nadzieje młodości zderzą się z rzeczywistością? Fakt, że spektakl wywarł tak głębokie wrażenie, potwierdziła długa chwila wymownej ciszy, zanim publiczność nagrodziła wykonawców oklaskami.
To niezwykłe osiemdziesięciominutowe widowisko z pewnością zasługuje na wznowienie, ale tymczasem koniecznie spróbujcie je zobaczyć jeszcze w tym sezonie.
Wink można oglądać w Theatre 503 do 4 kwietnia 2015 r.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności