Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: A Naughty Night With Noel Coward, Old Red Lion ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

timhochstrasser

Share

Niegrzeczny wieczór z Noëlem Cowardem

08/08/15

Old Red Lion Theatre, Islington

3 gwiazdki

Nigdy nie miałem innych ambicji niż praca w teatrze. Może ewentualnie w chirurgii. Można by zostać lekarzem. Albo chirurgiem. Widziałem niemal każdą ważniejszą operację – uwielbiam je oglądać. Może to dlatego, że ludzie fascynują mnie bardziej niż cokolwiek innego w życiu” – Noël Coward. W tekstach Cowarda wyczuwalne są napięcia, które czynią go dramaturgiem bardziej złożonym, mniej natychmiastowo ukształtowanym i nieprzewidywalnym, niż sugerowałaby to jego nienagannie wykreowana i podtrzymywana persona. W rzeczywistości postać „Mistrza” (The Master) została zaprojektowana tak, aby odpierać ciekawość dotyczącą owych napięć oraz szczegółów jego osobistej i artystycznej formacji. Jeśli odłoży się na bok wczesne rewie Cochrana i Charlota, to ta pierwsza seria sztuk, od Easy Virtue przez The Vortex, aż po Design for Living, czyta się jak Bernarda Shawa na benzedrynie. Mają one bezlitośnie oszczędną i analityczną jakość, która jest zarazem alarmująca, jak i odurzająca. Nie wiadomo, gdzie skończy się to obnażanie słabostek i osobowości. Dowcip balansuje na granicy okrucieństwa, bohaterowie rozpadają się w stronę załamania nerwowego, a żadna norma społeczna nie umknie temu wyjątkowo sceptycznemu, błyskotliwemu spojrzeniu. A potem, gdy lata 20. przechodzą w 30., wiatr się zmienia. Wyłania się druga strona Cowarda – ta, która ostatecznie zaprowadziła go do brytyjskiego establishmentu jako wojennego patriotę, gwiazdę kabaretu, osobowość Hollywood, przyjaciela Churchilla, Mountbattenów i Królowej Matki, a także twórcę dopracowanego stylu art déco, który zaowocował Present Laughter, Seansem (Blithe Spirit) i innymi doskonale skrojonymi, stylowymi, ale niegroźnymi komediami lekkimi. Życie prywatne (Private Lives) stanowi punkt zwrotny, w którym obie strony jego teatralnej osobowości są widoczne w równej mierze, by pod sam koniec kariery ten wczesny, korozyjny Coward powrócił, tym razem drwiąc z samego siebie w A Song at Twilight.

Zestawienie dwóch jednoaktówek reprezentujących tak wyraźnie obie strony warsztatu Cowarda było więc trafnym wyborem, choć również ryzykownym, ponieważ każda z nich wymaga zupełnie innego stylu gry aktorskiej, by odnieść sukces.

We Were Dancing to jedna z dziesięciu krótkich sztuk tworzących cykl Tonight at 8.30, pierwotnie napisanych dla samego Cowarda i Gertrude Lawrence. To jeden ze słabszych elementów serii, który opiera się na silnych i stylowych kreacjach aktorskich, mających udźwignąć wątły scenariusz. Akcja toczy się w klubie wiejskim na wyspie na Morzach Południowych – w miejscu przypominającym opowiadania Somerseta Maughama. Podczas tańca mężatka Louise (Lianne Harvey) zakochuje się w Karlu (James Sindall), czarującym przedstawicielu handlowym z branży żeglugowej. Planują wspólną ucieczkę, ku konwencjonalnemu oburzeniu męża Huberta (John MacCormick) i jego siostry Clary (Beth Eyre); jednak o świcie magia chwili pryska, a oni uświadamiają sobie, że nic ich nie łączy.

Technicznie aktorstwu młodych absolwentów nie można nic zarzucić, ale w przypadku tej konkretnej sztuki brakuje odpowiedniego stylu. Aby ta błahostka zadziałała, potrzebni są aktorzy zbliżający się do wieku średniego, potrafiący wykreować lęk przed starzeniem i rozpaczliwą chęć życia chwilą. Tutaj tego brakuje w głównych rolach, a oburzenie przedstawicieli konwencjonalnej moralności również nie wypada przekonująco. „Sztywniacy” Cowarda, podobnie jak w Życiu prywatnym, zasługują na zaangażowane sportretowanie, bo bez nich brakuje tła, od którego wolne duchy mogłyby się figlarnie i błyskotliwie odbijać. Sindall jako jedyny tutaj chwyta prawdziwy styl Cowarda: znajduje właściwą dawkę dystansu oraz precyzję języka i tempa, nie wpadając w pułapkę bezpośredniego naśladowania autora. Udaje mu się pokazać, że jeśli znajdzie się właściwy rytm i wypowiada kwestie Cowarda z całkowitą wiernością tekstowi, dzieje się nagła alchemia – sztuczność zaczyna brzmieć całkiem naturalnie.

Mimo niedawnych krytycznych uwag Stephena Sondheima, odnosi się to również do muzyki Cowarda. Tom Self przy pianinie wykonuje dwa najsłynniejsze utwory, odpowiednio jako uwerturę i antrakt. Oczywiście piosenki te są świadomie błyskotliwe lub sentymentalne, ale wciąż mogą cudownie budować nastrój i sprawdzać się dramatycznie, jeśli są wykonane jako precyzyjne ćwiczenia retoryczne. W „Dance, Dance, Dance, Little Lady!” zabrakło obsesyjnego ataku i szybszego tempa potrzebnego do wprowadzenia w pierwszą sztukę, ale jego interpretacja „The Party’s Over Now” idealnie uchwyciła ton znużenia, wiedzy i tęsknego żalu, by płynnie przenieść nas w mroczniejsze rejony drugiej części wieczoru – „The Better Half”.

Ta sztuka to niedawne odkrycie. Wystawiona tylko raz w 1922 roku, była uważana za zaginioną do 2007 roku, kiedy badacze natrafili na kopię w archiwach biura Lorda Szambelana. To prawdziwy skarb – wzorcowy przykład wczesnej i najbardziej ekscytującej fazy twórczości Cowarda.

To, co uderza natychmiast, to bezlitośnie oszczędny język. Dialogi mają w sobie zuchwałość i determinację, by nie pozostawić żadnej warstwy samooszukiwania się nieodsłoniętej. Czasami dzieje się to z autentycznym dowcipem, jak w uwadze, że zbyt często „zrozumienie i przebaczenie rozwieszone są w domu jak zwiędłe dekoracje bożonarodzeniowe”. Głównie jednak odbywa się to przy użyciu skromnych środków – łatwo zrozumieć, dlaczego pod koniec życia w latach 60. zarówno Orton, jak i Pinter darzyli Cowarda szczerym szacunkiem (z wzajemnością).

Sztuka jest rozpisana na trzy osoby. Alice (Tracey Pickup) tkwi w nieszczęśliwym małżeństwie z Davidem (Stephen Fawkes), któremu pod względem temperamentu i zainteresowań znacznie bliżej do najlepszej przyjaciółki Alice, Marion (Beth Eyre). Akcja toczy się w sypialni Alice – sprawna zmiana dekoracji dokonana przez samych aktorów podczas muzyki antraktowej to zasługa Olivera Daukesa (projektant) i Andrei Marsden (dekoratorka). Alice jest znudzona sobą i swoim małżeństwem; zauważa, że jej mąż i przyjaciółka są zbyt szlachetni, by nawiązać romans. Próbuje wymusić zmianę, wyjawiając, że sama nie miała takich skrupułów. Sztuka rozkosznie kręci piruety wokół prawdy i fikcji tych twierdzeń, grając na tym, jak tradycyjna moralność potrafi łączyć samooszukiwanie się z samozadowoleniem. Reżyser Jimmy Walters słusznie narzuca zawrotne tempo, wprowadzając dużo naturalnego ruchu. Tym razem młodzi aktorzy są w pełni zgrani z tekstem i wykorzystują każdą okazję daną im przez autora. Spektakl potwierdza tezę Cowarda, że krótka sztuka ma „wielką przewagę nad długą, gdyż może utrzymać nastrój bez technicznych zgrzytów czy niepotrzebnego wypełniania czasu”.

The Better Half zasługuje na znacznie szerszą widownię i stanowiłaby doskonałe dopełnienie dla The Browning Version Rattigana, która nigdy nie znalazła równie skutecznego partnera w Harlequinade czy South Downs Davida Hare’a. Obie sztuki obnażają złudzenia dotyczące życia małżeńskiego, choć z bardzo różnym finałem i odmiennym tonem – to świetny materiał na dwuczęściowy wieczór teatralny. Jedna uwaga krytyczna: „Niegrzeczny wieczór z Noëlem Cowardem” to doprawdy chybiony tytuł dla tej propozycji. Trąci tanią sensacją – światem brytyjskich komedii typu Carry On. Choć Coward deklarował pisanie komedii lekkich, nigdy nie tworzył rzeczy wulgarnych czy oczywistych. Być może lepszym tytułem byłoby Duety we troje, biorąc pod uwagę, że w każdym przypadku mamy do czynienia z trojgiem partnerów, gdzie ostatecznie zostać może tylko dwoje – temat do śmiechu, owszem, ale i do ironii oraz patosu.

Podsumowując, jest to wciągający wieczór w teatrze o wysokich walorach profesjonalnych, gdzie prawdziwa nagroda i odkrycie czekają na widza w drugiej połowie.

Spektakl A Naughty Night With Noel Coward grany jest do 29 sierpnia 2015 roku.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS