Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Anyone Can Whistle, Union Theatre ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Oliver Stanley jako Hapgood wraz z zespołem w Anyone Can Whistle. Anyone Can Whistle

Union Theatre

11 lutego 2017

3 gwiazdki

Zarezerwuj bilety

„Anyone Can Whistle” – owszem, każda może gwizdać. Czy każdy może napisać musical? Zdecydowanie nie. Ten konkretny tytuł posiada genialną partyturę Stephena Sondheima, która w każdej nutce i sylabie zapowiada talent mający wkrótce rozkwitnąć w „A Funny Thing Happened On The Way To The Forum”, „Company”, „Follies”, „Merrily We Roll Along” czy „Sweeney Todd”. Ma jednak również libretto Arthura Laurentsa, które w żaden możliwy sposób nie przypomina, że wyszło spod pióra tego samego autora, który stworzył teksty do „West Side Story” i „Gypsy”. Warstwa muzyczna jest tak doskonała, że – słuchając samych piosenek – daje się nam uwierzyć, że to musi być świetne show. Utwory są tak trafnie scharakteryzowane, tak pięknie nakreślone i dowcipne, że spektakl, którego są częścią, powinien być z definicji równie wielki. Fakt, że nigdy nie odniósł sukcesu, musiałby wynikać ze zwykłego niezrozumienia przez publikę i krytyków – tych samych, którzy podczas katastrofalnej premiery na Broadwayu w 1964 roku doprowadzili do zdjęcia tytułu zaledwie po dziewięciu dniach. Patrząc na piosenki, szuka się innego wyjaśnienia. Ale nie, nic z tych rzeczy. Scenariusz jest poważnie uszkodzony i należałoby go całkowicie oddzielić od muzyki, dając komuś innemu szansę na napisanie czegokolwiek, co lepiej dopełniłoby pyszne kompozycje Sondheima niż to nieudolne libretto.

Union Theatre niestety nie ma uprawnień do takiej misji. Muszą serwować nam ten sam tekst, który zatopił spektakl lata temu. I robią to sumiennie. Reżyser Phil Willmott wydobywa z maniakalnego dramatu Laurentsa energię, czyniąc atut z jego nieustępliwości. Obsada biega w kółko, góra-dół po schodach, wymachując rękami niczym statyści w obłąkanym filmie Hansa Richtera. Numer otwierający, świetnie zainscenizowany muzycznie przez Holly Hughes, działa wyśmienicie. Plakatowy ton spektaklu zostaje uchwycony idealnie i wchodzimy w tę opowieść z dużym kredytem zaufania – ale tylko dlatego, że nie usłyszeliśmy jeszcze zbyt wielu kwestii pana Laurentsa. Szybko jednak przychodzi otrzeźwienie.

Zespół spektaklu Anyone Can Whistle.

Penn O'Cara ubrał obsadę niemal jednolicie, z wyjątkiem przerysowanych strojów władców tej krainy, zwłaszcza burmistrzyni Cory Hoover Hooper. W interpretacji Felicity Duncan przypomina ona wręcz Elsę Maxwell. Duncan śpiewa kabaretowe piosenki burmistrzyni z należytą starannością, choć momentami przydałoby się więcej „poweru”. Angela Lansbury, która jako pierwsza grała tę rolę, martwiła się brakiem ciepła tej postaci – i rzeczywiście, Sondheim zapewnia je tylko poprzez kształt pięknych linii melodycznych. (Scenariusz Laurentsa nie daje go wcale; autor zdawał się nienawidzić tej bohaterki, podobnie jak wszystkich innych).

W spektaklu znajdziemy też „młodych kochanków”, którzy radzą sobie nieco lepiej, dostając jedyny ludzki moment w tym dwugodzinnym morzu mizantropii i gorzkiej satyry. „With So Little To Be Sure Of” to arcydzieło współczucia i delikatności – oaza spokoju i szczerości w dziele, które zdaje się być kompletnie pozbawione takich wartości. Poza tym momentem, Sondheimowi pozostaje jedynie serwowanie koktajli z błyskotliwych złośliwości pod adresem nadętych elit tamtej epoki.

Felicity Duncan (Cora), James Horne (Schub), Rachel Deloose (Fay) i Oliver Stanley (Hapgood) w Anyone Can Whistle.

Co ciekawe, w przypadku twórcy często oskarżanego o brak serca, to właśnie on jest tutaj tym bardziej ludzkim partnerem w duecie autorskim. Warto zobaczyć ten spektakl choćby po to, by przekonać się, jak wiele empatii wykazuje Sondheim w obliczu tej jednowymiarowej historii. Rachel Delooze jako pielęgniarka Apple i Oliver Stanley jako „geek” Hapgood robią co mogą, by tchnąć życie w{

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS