Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Aspects of Love, Southwark Playhouse ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Udostępnij

Julian Eaves recenzuje spektakl Aspects Of Love autorstwa Andrew Lloyda Webbera, Charlesa Harta i Dona Blacka, który przeniósł się do Southwark Playhouse w Londynie z Hope Mill Theatre w Manchesterze.

Felix Mosse i Kelly Price w Aspects Of Love. Fot. Pamela Raith Aspects of Love

Southwark Playhouse

10 stycznia 2019

4 gwiazdki

Zarezerwuj bilety Obecnie jesteśmy świadkami swoistego renesansu musicali Andrew Lloyda Webbera, a oto kolejna produkcja, którą producenci Jim Kierstead i Katy Lipson, we współpracy z macierzystym Hope Mill Theatre w Manchesterze, wspaniale przywrócili do życia, wprowadzając ją w chwale do Southwark Playhouse w południowym Londynie.  Podczas czwartkowego wieczoru prasowego współautorzy tekstów, Don Black i Charles Hart, osobiście podziwiali tę znakomitą reinkarnację dzieła jako musicalu kameralnego najwyższej próby, przekonując się, jak skutecznie brzmi on w wykonaniu 10-osobowej obsady z towarzyszeniem dwóch fortepianów i perkusji.  Obsada odniosła podobne wrażenie i wszyscy zdawali się zgadzać, że nie jest to tyle musical, co sztuka, w której wszyscy śpiewają i – momentami, z oszałamiającym efektem – tańczą.

Jerome Pradon, Kelly Price i Felix Mosse w Aspects Of Love. Fot. Pamela Raith

Pierwszą rzeczą, która urzeka w tej prezentacji, jest piękna scenografia Jasona Denvira: wchodzimy nie tyle w dekoracje, co w całe środowisko, z sufitem obwieszonym klubowymi światłami i tylną ścianą z białych żaluzjowych drzwi, a słynna scena typu "thrust" otoczona jest stolikami i krzesłami kabaretowymi.  Kilka dużych billboardów sygnalizuje (liczne) zmiany lokalizacji, a reżyseria światła Aarona J. Dootsona reaguje na każdą subtelną zmianę nastroju, gdy przemieszczamy się między miastem a wsią, teatrem a domem, wagonem kolejowym czy obozem wojskowym, i wszędzie tam, gdzie prowadzi ta niespokojna, epicka opowieść o miłości i stracie na przestrzeni 17 lat.  Co fascynujące – i jakże charakterystyczne dla artysty wiecznie szukającego nowych dróg wyrazu – sam Lloyd Webber podjął się adaptacji powieści Davida Garnetta z 1955 roku o tym samym tytule.  Napisanie tekstów piosenek – a są to słowa niezwykle trafne i piękne – powierzono sprawdzonemu duetowi współpracowników: Don Black wniósł intymność znaną z „Tell Me On A Sunday”, a Charles Hart operowy rozmach „Upiora w operze”.  „Aspects” łączy zatem bliskość i kameralność pierwszego z nich z romantycznym dramatyzmem drugiego, dając piorunujący efekt.

Madalena Alberto w Aspects Of Love. Fot. Pamela Raith Spektakl gościł na afiszu przez trzy lata po premierze w Prince of Wales Theatre w 1989 roku, czyniąc z Michaela Balla gwiazdę i wprowadzając do kanonu muzyki popularnej szereg fantastycznych utworów.  Dzieło to obiegło cały świat, będąc wystawianym na Broadwayu, w RPA czy Holandii, a także doczekało się kilku głośnych wznowień w Wielkiej Brytanii z doborową obsadą.  Czuć było jednak, że gdzieś w środku drzemie bardziej osobista historia, co pokazała wersja Trevora Nunna w Menier Chocolate Factory w 2010 roku.  Pięć lat później Lloyd Webber przygotował własną, kameralną wersję wykonawczą i teraz, dzięki staraniom Jonathana Boyle’a jako dyrektora Hope Mill, otrzymujemy premierową produkcję tej edycji.  W Londynie oglądamy niemal tę samą obsadę, z jedną tylko zmianą w roli głównej: Madalena Alberto zastąpiła Kimberly Blake.

Jerome Pradon i Madalena Alberto w Aspects Of Love. Fot. Pamela Raith

I to właśnie przez życie ich bohaterów naprawdę doświadczamy tej historii.  Alberto miała cudownie mało czasu – zaledwie dwa tygodnie – na przygotowanie się do przeniesienia spektaklu, ale daje popis mistrzowskiej gry jako rzeźbiarka Giulietta Trapani; jej głos jest fenomenalny, z precyzyjnie kontrolowanym brzmieniem, dzięki któremu każda sylaba dociera do nas wyraźnie, a frazy prowadzone są z dbałością artysty rzeźbiącego piękną figurkę.  Kiedy śpiewa, kradnie serca publiczności, porywając nas swoim intensywnym liryzmem.  Jej przeciwwagą jest władcza, impulsywna i kapryśna aktorka Rose Vibert w wykonaniu Kelly Price, która rośnie w siłę w trakcie tej historii, zmieniając się na naszych oczach w zależności od tego, jak jej relacje z otoczeniem – a zwłaszcza z mężczyznami – ewoluują, rozkwitają i rozpadają się.  Ten spektakl to tak naprawdę historia tych dwóch kobiet.  Co ciekawe, jak pokazało niedawne wznowienie „The Woman In White” w Charing Cross Theatre, Lloyd Webber potrafi pisać jedne z najlepszych ról dramatycznych dla kobiet w tym gatunku.  Tutaj, po odarciu z blichtru wielkiej produkcji, widzimy ich przeznaczenie, uczucia i lęki wpisane w każdy niuans przepięknych melodii kompozytora.

Mężczyźni, dla kontrastu, muszą tu grać drugie skrzypce u boku tych heroin.  Nowy podbój Rose, nieokrzesany 17-letni Alex Dillingham, jest przekonująco i z wyczuciem sportretowany przez debiutanta Felixa Mosse'a: ma on wspaniały głos i z pewnością zajdzie daleko, szlifując swój warsztat aktorski (co często zdarza się młodym śpiewakom, zwłaszcza panom).  Mosse ma trudniejsze zadanie, gdy musi postarzeć się o 17 lat i grać kogoś znacznie starszego niż jest w rzeczywistości – to nie lada wyzwanie.  Z kolei Jerome Pradon jako bardziej doświadczony wuj George Dillingham, świetnie bawi się międzypokoleniowymi napięciami i śpiewa partię – zawierającą niektóre z najbardziej refleksyjnych momentów Lloyda Webbera – z ogromną starannością i gracją, choć momentami brakuje mu nieco spójności w budowaniu postaci.  Minal Patel w drugoplanowej roli Marcela Richarda zachwyca wokalnym ciepłem, a Eleanor Walsh jako Jenny Dillingham kreuje niezwykle przekonującą postać nastoletniej kusicielki.  W tym spektaklu każdy kocha się w każdym... i to w sposób tak skomplikowany i chaotyczny, jak tylko się da.  Prawdopodobnie unikalibyśmy takich sąsiadów w realnym życiu, ale ujęci w ramy liryki Blacka i Harta oraz porywających melodii Lloyda Webbera, zaczynamy niemal pragnąć być tacy jak oni!

Felix Mosse w Aspects Of Love. Fot. Pamela Raith

Wokół głównych graczy krąży sympatyczny zespół: Elizabeth w wykonaniu Julii J Nagle, sprawny i czujny Hugo Le Meunier (oraz wiele innych ról) Jasona Kajdiego, Jerome Jacka Churmmsa oraz Eleanor Jackson jako urzekająca Kelnerka i Aktorka.  Ci świetnie dobrani wykonawcy wypełniają role, które w filmie zagraliby mistrzowie epizodów; to oni tworzą poczucie „realizmu”, które musi otaczać życie centralnych postaci.

Muzyka jest świetnie prowadzona przez kierownika muzycznego Richarda Batesa – doświadczonego profesjonalistę; gra on na jednym z dwóch fortepianów (przy drugim zasiada Tom Chippendale, idealnie współbrzmiąc z dyrygentem) w sposób klarowny i inteligentny, z pięknymi efektami perkusyjnymi Jess Clarke.  Istnieje jednak różnica w użyciu pianin (jak tutaj) w porównaniu do fortepianów koncertowych (jak na przykład w niedawnym „Mikado” w Charing Cross).  Nie jest to uwaga pod adresem wykonawców, lecz jakości muzyki, która wymaga najlepszych instrumentów, a których Bates i Chippendale nie dostali: można by rzec, że w teatrze nie ma na nie miejsca, ale skoro są nagłośnione, mogłyby stać poza sceną.  Nagłośnienie instrumentów i obsady również budzi zastrzeżenia; projektant James Nicholson wciąż próbował naprawić zauważalne usterki techniczne, gdy reszta z nas świętowała już po spektaklu w barze.  Mam nadzieję, że zostanie to dopracowane.

Patrząc całościowo, O’Boyle serwuje nam wiele trafnych momentów, w których interakcje miedzy postaciami są swobodne, naturalne i – co najważniejsze – spontaniczne, precyzyjnie dopasowane do konturów dramatu, którego zniuansowanie jest niemal czechowowskie i znacznie wykracza poza standardowy libretto musicalowe!  Zdarzają się jednak chwile, gdy ruch sceniczny wydaje się nakreślony bez dbałości o detal wykonawczy.  Na scenie Southwark Playhouse wykonawcy nie mają gdzie ukryć takich niedociągnięć.  Bywają momenty, gdy wydają się po prostu stać i czekać na swoją kolej.  Wybaczamy im to, bo wiemy, że w odpowiednim czasie zostaną wyrwani z tego letargu przez magię partytury i słów.  Kiedy Sam Spencer-Lane ma okazję zaprezentować swój talent choreograficzny (a właściwie jest tylko jeden taki numer w drugim akcie, który naprawdę porywa – i to jak!), na scenie pojawia się potrzebny dynamizm.  Można by oczekiwać więcej takich momentów w innych częściach spektaklu.  Wraz z czasem trwania sezonu spodziewam się, że te „luki” zostaną wypełnione i wzbogacone pełniejszą realizacją wizji reżyserskiej.  Przynajmniej mam taką nadzieję.

Mimo drobnych uwag, to sumarycznie świetne osiągnięcie.  Przypomina nam raz jeszcze, że Andrew Lloyd Webber jest jednym z najbardziej niezwykłych i pamiętnych twórców teatru muzycznego nie tylko w tym kraju, ale w ogóle w historii.  To piękna produkcja, która odświeża tę wiedzę i przenosi nas w cenny, porywający świat jego wyobraźni.  Zobaczcie ten spektakl, a dźwięki jego muzyki będą brzmieć w waszych uszach przez dni i tygodnie, splecione z eleganckimi, wykwintnymi słowami dwóch gigantów brytyjskiego świata musicalu – Dona Blacka i Charlesa Harta.

Spektakl grany do 9 lutego 2019

ZAREZERWUJ BILETY NA ASPECTS OF LOVE

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS