WIADOMOŚCI
RECENZJA: Aspects of Love, Southwark Playhouse ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
julianeaves
Udostępnij
Julian Eaves recenzuje spektakl Aspects Of Love autorstwa Andrew Lloyda Webbera, Charlesa Harta i Dona Blacka, który przeniósł się do Southwark Playhouse w Londynie z Hope Mill Theatre w Manchesterze.
Felix Mosse i Kelly Price w Aspects Of Love. Fot. Pamela Raith Aspects of Love
Southwark Playhouse
10 stycznia 2019
4 gwiazdki
Zarezerwuj bilety Obecnie jesteśmy świadkami swoistego renesansu musicali Andrew Lloyda Webbera, a oto kolejna produkcja, którą producenci Jim Kierstead i Katy Lipson, we współpracy z macierzystym Hope Mill Theatre w Manchesterze, wspaniale przywrócili do życia, wprowadzając ją w chwale do Southwark Playhouse w południowym Londynie. Podczas czwartkowego wieczoru prasowego współautorzy tekstów, Don Black i Charles Hart, osobiście podziwiali tę znakomitą reinkarnację dzieła jako musicalu kameralnego najwyższej próby, przekonując się, jak skutecznie brzmi on w wykonaniu 10-osobowej obsady z towarzyszeniem dwóch fortepianów i perkusji. Obsada odniosła podobne wrażenie i wszyscy zdawali się zgadzać, że nie jest to tyle musical, co sztuka, w której wszyscy śpiewają i – momentami, z oszałamiającym efektem – tańczą.
Jerome Pradon, Kelly Price i Felix Mosse w Aspects Of Love. Fot. Pamela Raith
Pierwszą rzeczą, która urzeka w tej prezentacji, jest piękna scenografia Jasona Denvira: wchodzimy nie tyle w dekoracje, co w całe środowisko, z sufitem obwieszonym klubowymi światłami i tylną ścianą z białych żaluzjowych drzwi, a słynna scena typu "thrust" otoczona jest stolikami i krzesłami kabaretowymi. Kilka dużych billboardów sygnalizuje (liczne) zmiany lokalizacji, a reżyseria światła Aarona J. Dootsona reaguje na każdą subtelną zmianę nastroju, gdy przemieszczamy się między miastem a wsią, teatrem a domem, wagonem kolejowym czy obozem wojskowym, i wszędzie tam, gdzie prowadzi ta niespokojna, epicka opowieść o miłości i stracie na przestrzeni 17 lat. Co fascynujące – i jakże charakterystyczne dla artysty wiecznie szukającego nowych dróg wyrazu – sam Lloyd Webber podjął się adaptacji powieści Davida Garnetta z 1955 roku o tym samym tytule. Napisanie tekstów piosenek – a są to słowa niezwykle trafne i piękne – powierzono sprawdzonemu duetowi współpracowników: Don Black wniósł intymność znaną z „Tell Me On A Sunday”, a Charles Hart operowy rozmach „Upiora w operze”. „Aspects” łączy zatem bliskość i kameralność pierwszego z nich z romantycznym dramatyzmem drugiego, dając piorunujący efekt.
Madalena Alberto w Aspects Of Love. Fot. Pamela Raith Spektakl gościł na afiszu przez trzy lata po premierze w Prince of Wales Theatre w 1989 roku, czyniąc z Michaela Balla gwiazdę i wprowadzając do kanonu muzyki popularnej szereg fantastycznych utworów. Dzieło to obiegło cały świat, będąc wystawianym na Broadwayu, w RPA czy Holandii, a także doczekało się kilku głośnych wznowień w Wielkiej Brytanii z doborową obsadą. Czuć było jednak, że gdzieś w środku drzemie bardziej osobista historia, co pokazała wersja Trevora Nunna w Menier Chocolate Factory w 2010 roku. Pięć lat później Lloyd Webber przygotował własną, kameralną wersję wykonawczą i teraz, dzięki staraniom Jonathana Boyle’a jako dyrektora Hope Mill, otrzymujemy premierową produkcję tej edycji. W Londynie oglądamy niemal tę samą obsadę, z jedną tylko zmianą w roli głównej: Madalena Alberto zastąpiła Kimberly Blake.
Jerome Pradon i Madalena Alberto w Aspects Of Love. Fot. Pamela Raith
I to właśnie przez życie ich bohaterów naprawdę doświadczamy tej historii. Alberto miała cudownie mało czasu – zaledwie dwa tygodnie – na przygotowanie się do przeniesienia spektaklu, ale daje popis mistrzowskiej gry jako rzeźbiarka Giulietta Trapani; jej głos jest fenomenalny, z precyzyjnie kontrolowanym brzmieniem, dzięki któremu każda sylaba dociera do nas wyraźnie, a frazy prowadzone są z dbałością artysty rzeźbiącego piękną figurkę. Kiedy śpiewa, kradnie serca publiczności, porywając nas swoim intensywnym liryzmem. Jej przeciwwagą jest władcza, impulsywna i kapryśna aktorka Rose Vibert w wykonaniu Kelly Price, która rośnie w siłę w trakcie tej historii, zmieniając się na naszych oczach w zależności od tego, jak jej relacje z otoczeniem – a zwłaszcza z mężczyznami – ewoluują, rozkwitają i rozpadają się. Ten spektakl to tak naprawdę historia tych dwóch kobiet. Co ciekawe, jak pokazało niedawne wznowienie „The Woman In White” w Charing Cross Theatre, Lloyd Webber potrafi pisać jedne z najlepszych ról dramatycznych dla kobiet w tym gatunku. Tutaj, po odarciu z blichtru wielkiej produkcji, widzimy ich przeznaczenie, uczucia i lęki wpisane w każdy niuans przepięknych melodii kompozytora.
Mężczyźni, dla kontrastu, muszą tu grać drugie skrzypce u boku tych heroin. Nowy podbój Rose, nieokrzesany 17-letni Alex Dillingham, jest przekonująco i z wyczuciem sportretowany przez debiutanta Felixa Mosse'a: ma on wspaniały głos i z pewnością zajdzie daleko, szlifując swój warsztat aktorski (co często zdarza się młodym śpiewakom, zwłaszcza panom). Mosse ma trudniejsze zadanie, gdy musi postarzeć się o 17 lat i grać kogoś znacznie starszego niż jest w rzeczywistości – to nie lada wyzwanie. Z kolei Jerome Pradon jako bardziej doświadczony wuj George Dillingham, świetnie bawi się międzypokoleniowymi napięciami i śpiewa partię – zawierającą niektóre z najbardziej refleksyjnych momentów Lloyda Webbera – z ogromną starannością i gracją, choć momentami brakuje mu nieco spójności w budowaniu postaci. Minal Patel w drugoplanowej roli Marcela Richarda zachwyca wokalnym ciepłem, a Eleanor Walsh jako Jenny Dillingham kreuje niezwykle przekonującą postać nastoletniej kusicielki. W tym spektaklu każdy kocha się w każdym... i to w sposób tak skomplikowany i chaotyczny, jak tylko się da. Prawdopodobnie unikalibyśmy takich sąsiadów w realnym życiu, ale ujęci w ramy liryki Blacka i Harta oraz porywających melodii Lloyda Webbera, zaczynamy niemal pragnąć być tacy jak oni!
Felix Mosse w Aspects Of Love. Fot. Pamela Raith
Wokół głównych graczy krąży sympatyczny zespół: Elizabeth w wykonaniu Julii J Nagle, sprawny i czujny Hugo Le Meunier (oraz wiele innych ról) Jasona Kajdiego, Jerome Jacka Churmmsa oraz Eleanor Jackson jako urzekająca Kelnerka i Aktorka. Ci świetnie dobrani wykonawcy wypełniają role, które w filmie zagraliby mistrzowie epizodów; to oni tworzą poczucie „realizmu”, które musi otaczać życie centralnych postaci.
Muzyka jest świetnie prowadzona przez kierownika muzycznego Richarda Batesa – doświadczonego profesjonalistę; gra on na jednym z dwóch fortepianów (przy drugim zasiada Tom Chippendale, idealnie współbrzmiąc z dyrygentem) w sposób klarowny i inteligentny, z pięknymi efektami perkusyjnymi Jess Clarke. Istnieje jednak różnica w użyciu pianin (jak tutaj) w porównaniu do fortepianów koncertowych (jak na przykład w niedawnym „Mikado” w Charing Cross). Nie jest to uwaga pod adresem wykonawców, lecz jakości muzyki, która wymaga najlepszych instrumentów, a których Bates i Chippendale nie dostali: można by rzec, że w teatrze nie ma na nie miejsca, ale skoro są nagłośnione, mogłyby stać poza sceną. Nagłośnienie instrumentów i obsady również budzi zastrzeżenia; projektant James Nicholson wciąż próbował naprawić zauważalne usterki techniczne, gdy reszta z nas świętowała już po spektaklu w barze. Mam nadzieję, że zostanie to dopracowane.
Patrząc całościowo, O’Boyle serwuje nam wiele trafnych momentów, w których interakcje miedzy postaciami są swobodne, naturalne i – co najważniejsze – spontaniczne, precyzyjnie dopasowane do konturów dramatu, którego zniuansowanie jest niemal czechowowskie i znacznie wykracza poza standardowy libretto musicalowe! Zdarzają się jednak chwile, gdy ruch sceniczny wydaje się nakreślony bez dbałości o detal wykonawczy. Na scenie Southwark Playhouse wykonawcy nie mają gdzie ukryć takich niedociągnięć. Bywają momenty, gdy wydają się po prostu stać i czekać na swoją kolej. Wybaczamy im to, bo wiemy, że w odpowiednim czasie zostaną wyrwani z tego letargu przez magię partytury i słów. Kiedy Sam Spencer-Lane ma okazję zaprezentować swój talent choreograficzny (a właściwie jest tylko jeden taki numer w drugim akcie, który naprawdę porywa – i to jak!), na scenie pojawia się potrzebny dynamizm. Można by oczekiwać więcej takich momentów w innych częściach spektaklu. Wraz z czasem trwania sezonu spodziewam się, że te „luki” zostaną wypełnione i wzbogacone pełniejszą realizacją wizji reżyserskiej. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Mimo drobnych uwag, to sumarycznie świetne osiągnięcie. Przypomina nam raz jeszcze, że Andrew Lloyd Webber jest jednym z najbardziej niezwykłych i pamiętnych twórców teatru muzycznego nie tylko w tym kraju, ale w ogóle w historii. To piękna produkcja, która odświeża tę wiedzę i przenosi nas w cenny, porywający świat jego wyobraźni. Zobaczcie ten spektakl, a dźwięki jego muzyki będą brzmieć w waszych uszach przez dni i tygodnie, splecione z eleganckimi, wykwintnymi słowami dwóch gigantów brytyjskiego świata musicalu – Dona Blacka i Charlesa Harta.
Spektakl grany do 9 lutego 2019
ZAREZERWUJ BILETY NA ASPECTS OF LOVE
Udostępnij artykuł:
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności