Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Assassins, Watermill Theatre Newbury ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Libby Purves

Share

Libby Purves recenzuje „Assassins” – musical Stephena Sondheima i Johna Weidmana, obecnie wystawiany w Watermill Theatre w Newbury.

Obsada Assassins. Fot.: The Other Richard Assassins

Watermill Theatre, Newbury

4 gwiazdki

Kup bilety

To pierwsza – przynajmniej dla nas – produkcja tego drapieżnego musicalu w erze Trumpa. To rewiowa wizja wszystkich prób zamachów na amerykańskich prezydentów, od tych udanych po chybione, od Abrahama Lincolna po Busha i Reagana. Ten kpiący, choć momentami poruszający portret ukazuje ludzki fanatyzm, rozczarowanie, nieudolność, głupotę, próżność, obsesję na punkcie broni („użyj małego palca, by zmienić świat”) oraz zwykłe parcie na szkło. Muszę przy tym półgębkiem dodać, że utwór staje się podwójnie ironiczny i niepokojący w czasach, gdy sam prezydent niemal codziennie prezentuje co najmniej trzy z powyższych cech na Twitterze.

Evelyn Hoskins i Sara Poyzer w Assassins. Fot.: The Other Richard

Samo przedstawienie jest jednak nieśmiertelne i godne najwyższego uznania. Dla niektórych zawsze będzie zbyt brutalne i mroczne, a kunszt rymów Sondheima wyda się niestosowny przy tak krwawym temacie. Jednak inscenizacja Billa Buckhursta ma w sobie niezbędny wigor i powagę: pomaga w tym niezwykle utalentowany zespół aktorów-muzyków, którzy przemieszczają się po scenie (a chwilami i kuluarach), ożywiając nawiązania Sondheima do wielkich tradycji amerykańskiej muzyki: bluegrassu, honky-tonk, gospel, wodewilu, Bernsteina czy jazzu. Świetnym posunięciem jest też obsadzenie młodej kobiety – Lillie Flynn w kraciastej koszuli i dżinsach – w roli narratora. Stoi z boku, od początku pytając żałośnie: „Dlaczego to zrobiłeś, Johnny?”, podczas gdy Wilkes Booth wykrzykuje swoje żale na temat złych recenzji i nienawiści do Lincolna.

Obsada Assassins. Fot.: The Other Richard

W ciągu intensywnych stu minut bez przerwy wyróżnia się wiele kreacji: ekstrawagancki Eddie Elliott jako próżny Charles Guiteau, Steve Symonds jako wściekły, wykrzykujący swe racje Samuel Byck w stroju Świętego Mikołaja, który potępia i zarazem definiuje Amerykę. Chwilę wytchnienia dają wyimaginowane rozmowy Lynette Fromme i Sarah Jane Moore (Evelyn Hoskins i Sara Poyzer) – obu nie udało się zabić Geralda Forda bez żadnego racjonalnego powodu. Patosem tchnie rola Jacka Quartona jako biednego, obłąkanego Hinckleya, któremu zdawało się, że Jodie Foster go zauważy, jeśli zastrzeli Reagana.

Joey Hickman i Jack Quarton. Fot.: The Other Palace

Bohaterowie spotykają się ponad dekadami, co znajduje apogeum w fenomenalnej, genialnie zainscenizowanej scenie zespołowej, gdy duchy przeszłości i przyszłości osaczają nieszczęsnego Lee Harveya Oswalda w Dallas. Przekonują go, że jedynym sposobem na nieśmiertelność i wpisanie się do panteonu ponurej sławy jest zastrzelenie Johna Kennedy'ego zamiast odebrania sobie życia. Ich argumentacja, odwieczna i podstępna, sprawia, że widz wstrzymuje oddech – mimo że doskonale zna finał tej historii.

To brawurowe widowisko. I wciąż przerażająco aktualne. Bo czyż nie dlatego amerykańscy przywódcy podróżują pancernymi limuzynami nawet po londyńskim The Mall, podczas gdy nasi monarchowie, dzięki Bogu, wciąż odważają się na przejazd złotą karetą?

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS