Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Bend It Like Beckham, Phoenix Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Drużyna Hounslow Harriers w spektaklu Podkręć jak Beckham. Fot. Ellie Kurttz Podkręć jak Beckham (Bend It Like Beckham)

Phoenix Theatre

25 czerwca 2015

4 Gwiazdki

Zarezerwuj bilety

Nie jestem pewien, czy to ironia, czy żart (choć może jedno i drugie), że w czasach, gdy Wielka Brytania bez przerwy debatuje nad problemem imigrantów, a partie polityczne prześcigają się w hasłach o zachowaniu brytyjskości wysp, West End wita nowy musical, który po prostu kipi energią, nowymi możliwościami i najczystszą radością z wielokulturowości. Nie dajcie się zwieść – Podkręć jak Beckham, grany obecnie w Phoenix Theatre, nie jest o futbolu. To opowieść o Londynie jako tyglu Narodów, o niezwykłej sile kobiet i o tym, jak wspaniale kultury mogą uczyć się od siebie nawzajem.

Adaptacja filmu z 2002 roku (pamiętanego głównie jako trampolina do sławy dla Archie Panjabi) raczej nie zdobędzie żadnych nagród literackich. Jest nieco zbyt łopatologiczna, powierzchowna i sentymentalna – ale w musicalu to nie są wady. Dzięki scenariuszowi Paula Mayedy Bergesa i Gurinder Chadhy, tekstom piosenek Charlesa Harta i muzyce Howarda Goodalla, Podkręć jak Beckham jest zarówno znajome, jak i uderzająco świeże. Co najważniejsze, jest to spektakl pełen serca.

Historia jest prosta. Jess ma obsesję na punkcie piłki nożnej i samego Davida Beckhama. Jej opiekuńcza, sikhijska rodzina z Pendżabu jest konserwatywna, choć pełna ciepła, a jej starsza siostra Pinky właśnie przygotowuje się do ślubu. Ojciec oszczędzał całe życie, by Jess mogła iść na uniwersytet – jej przyszłość jako prawniczki jest zaplanowana, by miała lepsze życie niż to, którego zaznali rodzice po emigracji do Wielkiej Brytanii. Jess zostaje jednak zauważona przez Jules, niezwykle zdeterminowaną dziewczynę, która marzy o zawodowej grze w kobiecej lidze, i zostaje zaproszona do drużyny. Jess trenuje w tajemnicy przed rodziną, a trener Joe szybko dostrzega, że dziewczyna ma talent – i to nie tylko do celnego kopania piłki.

Dalej śledzimy serię wzlotów i upadków: Jess próbuje przebić się w świecie sportu, zakochuje się w Joe, kłóci z Jules (która też wzdycha do trenera), ściąga na siebie gniew rodziny za swoje kłamstwa i musi udawać radość na ślubie siostry, podczas gdy sercem jest na boisku podczas wielkiego finału. Oczywiście wszystko kończy się dobrze, choć po drodze nie brakuje wzruszających momentów.

Chadha, współautorka filmu, jest tu również reżyserką. Niestety widać, że musicalowi wyszłoby na dobre, gdyby za inscenizację odpowiadał ktoś z nowym spojrzeniem. Pierwszy akt jest zbyt długi i przeładowany detalami – wymagałby solidnych skrótów. Co ważniejsze, akcja powinna mknąć po boisku tak celnie, jak strzały Jess.

Cały wątek poboczny dotyczący odwołania ślubu Pinky przez przyszłych teściów (przypominających nieco Margo i Jerry'ego z klasycznych sitkomów) można by bez żalu usunąć – to ślepa uliczka fabularna, bo rodzice w drugim akcie zmieniają zdanie bez wyraźnego powodu. Gdyby skrócić spektakl o te dziesięć minut, zyskałby na dynamice. Osoba mniej związana z filmem z pewnością zadbałaby o to, by skrótowość i werwa stały się tu priorytetem.

Drugi akt jest za to niemal doskonały. Zaczyna się od genialnego numeru dziewcząt, "Glorious", i od tej pory tempo nie zwalnia. Goodall stworzył świetną muzykę, sprawnie poruszając się między różnymi stylami. Bardzo efektownie wykorzystuje motywy pendżabskie, funduje nam rewelacyjne solo matki Jules, "There She Goes", czy melodyjny, radosny duet "Bend It". Prawdziwym majstersztykiem jest jednak porywający kwintet i finałowa scena, łącząca w kontrapunkcie radosne wesele Pinky i Teetu ze zwycięskim meczem finałowym. Gdy opada kurtyna po drugim akcie, dłużyzny z pierwszej części idą w niepamięć, a udzielający się widzom nastrój harmonii i szczęścia jest nie do pohamowania.

To jeden z tych musicali, na których nie sposób nie zachichotać lub nie uronić łzy w ostatnich dwudziestu minutach, a owacja, śmiech i taniec w finale są naturalną reakcją publiczności.

Scenografia Miriam Beuther robi wrażenie nieco skromniejszej niż zapewne była w rzeczywistości. Centrum handlowe wygląda tandetnie, a dom Jess nie oddaje w pełni charakteru życia jej rodziny. Mimo to, wszystko jest dość funkcjonalne, a sekwencja ślubna, która musi błyszczeć, rzeczywiście zachwyca. Otwarcie drugiego aktu ze sceną w szatni jest świetnie pomyślane, podobnie jak mocny finał aktu pierwszego. Niemniej, bogatsza i bardziej złożona oprawa pozwoliłaby tej historii rozkwitnąć jeszcze bardziej.

Rodzina Bhamra w spektaklu Podkręć jak Beckham. Fot. Ellie Kurttz

Choreografia i ruch sceniczny autorstwa Aletty Collins są stylowe i pomysłowe, świetnie wykonane przez sprawną i uważną obsadę. Szczególnie udane są układy w "UB2", "Glorious" i finale drugiego aktu. Tematyka piłkarska wymusza sceny z piłką – efekty specjalne udały się w różnym stopniu, ale jeśli zaakceptuje się pewną dozę umowności inscenizowania meczu na scenie West Endu, nikt nie poczuje się rozczarowany.

Pewnej poprawy wymaga jednak balans między wokalistami, orkiestrą a nagłośnieniem widowni. Jak na nowy musical, zaskakująco trudno było wyłapać wiele tekstów piosenek. Były one niemal całkowicie niezrozumiałe w numerach zespołowych. Przy nowym materiale brak możliwości zrozumienia tekstów jest niezwykle irytujący i trudno go wybaczyć.

Jeśli chodzi o występy, cała obsada jest w wyśmienitej formie. Natalie Dew jako Jess jest wibrująca i pełna życia – genialnie oddaje postać dziewczyny zawieszonej między dwoma światami. Jej relacje z Jules i Tonym są świetnie nakreślone, a rodzące się uczucie do Joe jest pokazane z niezwykłym wdziękiem. Dew przekonuje też w scenach z rodzicami, budując silną, wiarygodną więź rodzinną. Śpiewa z lekkością i pasją, jej czysty głos idealnie pasuje do muzyki Goodalla. Dykcja Dew jest nienaganna, a jej wyczucie spokojniejszych, emocjonalnych momentów w tej wartkiej historii – bezbłędne.

Preeya Kalidas jako Pinky, siostra Jess, jest rewelacyjna. Wsiąkła w życie na przedmieściach z rozbrajającą gorliwością; rzuca slangiem i kocha błyskotki równie mocno, co wspólne gotowanie tradycyjnego curry. Kalidas wnosi na scenę mnóstwo energii i seksapilu. Raj Bajaj jako jej zakochany chłopak, a później mąż Teetu, dwoi się i troi, by dorównać jej energią, co w dużej mierze mu się udaje dzięki ogromnej charyzmie.

Lauren Samuels jako Jules tworzy postać totalną. To zasługa jej pełnej wigoru gry, że kiedy jej matka bierze ją za lesbijkę, część widowni jest skłonna w to uwierzyć. Ale Jules po prostu wie, czego chce od życia i jest niesamowicie zdeterminowana, by zrobić karierę w sporcie. Jej przemiana z chłopczycy w elegancką kobietę po meczu w Niemczech jest imponująca. Samuels to artystka kompletna, której oglądanie na scenie to czysta przyjemność.

Sophie-Louise Dann w roli Pauli, matki Jules, jest w doskonałej formie. Wygląda, jakby przed chwilą wyszła z planu Eastenders – jest zabawna, ciepła i przejmująco samotna. Jej pięknie zaśpiewane "There She Goes" zapada w pamięć na długo po wyjściu z teatru.

Jamal Andréas w musicalu Podkręć jak Beckham. Fot. Ellie Kurttz

Jamal Andréas gra Tony'ego, najlepszego przyjaciela Jess, z ogromną lekkością i wyczuciem. Bije od niego niesamowita energia; rozjaśnia scenę przy każdym pojawieniu się, a jego taniec robi kolosalne wrażenie. Świetnie śpiewa, jest równie zabawny, co wzruszający. Jamie Campbell Bower ma chyba najtrudniejsze zadanie jako Joe, trener prowadzący dziewczyny do sukcesu. Rola nie jest zbyt rozbudowana w scenariuszu, a jego solo w drugim akcie to najsłabsza ballada Goodalla w całym spektaklu. Bower jednak bardzo się stara i jest na tyle sympatyczny i męski, że postać się broni.

Tony Jayawardena i Natasha Jayetileke jako rodzice Jess robią, co mogą z dość stereotypowymi postaciami. Jayawardena wnosi godność i autentyczny ojcowski autorytet, a Jayetileke udaje się być jednocześnie surową i przesadnie troskliwą, co jest nie lada wyczynem. Razem tworzą całkowicie przekonującą parę.

Reszta obsady śpiewa, tańczy i gra na najwyższym poziomie, a Sohm Kapila wyróżnia się jako wyniosła mama Teetu. Dziewczyny z drużyny piłkarskiej są zarazem waleczne i kobiece – to prawdziwy pokaz „girl power” na scenie (zabawnie, ale słusznie odwrócono tu role, uprzedmiotawiając w niektórych scenach męską część zespołu). Mamy też świetne epizody sobowtórów Victorii i Davida Beckhamów, a w pewnym momencie nawet małe mrugnięcie okiem w stronę fanów "Klatki dla ptaków".

To musical, który rozkręca się powoli. Większość pierwszego aktu schodzi na szukanie rytmu, ale kiedy już go znajdzie, wystrzeliwuje jak radosna petarda. Choć nie sili się na wielkie społeczne manifesty, porusza ważne tematy z lekkością i elegancją. Mamy tu świetną muzykę, genialne tańce, kolorowe kostiumy, chwile wzruszenia i triumfu. Połączenie tradycyjnego pendżabskiego wesela z niemal plemienną radością ze zwycięstwa na boisku to jedna z najbardziej rozrywkowych sekwencji, jakie widział West End w nowym repertuarze od dłuższego czasu.

Podkręć jak Beckham wystawia wielokulturowym musicalom jak najlepsze świadectwo – i w pełni na to zasługuje.

ZAREZERWUJ BILETY NA PODKRĘĆ JAK BECKHAM W PHOENIX THEATRE

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS