Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Beyond Bollywood, London Palladium ✭✭

Opublikowano

Autor:

timhochstrasser

Share

Beyond Bollywood

London Palladium

11 maja 2015

2 gwiazdki

Próby przeniesienia wspaniałości tradycji musicalowej Bollywood z indyjskiego celuloidu na brytyjską scenę mają dość burzliwą historię. W 2002 roku Andrew Lloyd Webber odegrał kluczową rolę w wystawieniu Bombay Dreams w Apollo Victoria, a teraz Beyond Bollywood zagości w London Palladium do końca czerwca. Na pierwszy rzut oka Palladium wydaje się naturalnym miejscem dla radosnej i ekstrawaganckiej pewności siebie Bollywood w pełnej krasie. Przed teatrem w wieczór prasowy paparazzi polowali na gwiazdy, które mieliśmy zobaczyć na scenie, a kiedy kurtyna poszła w górę przy numerze otwierającym „Namaste India”, luksus i przepych wspaniałego teatru Matchama idealnie współgrały z energią, polotem i barwnymi kostiumami tancerzy oraz bębniarzy. Niestety, od tego momentu tendencja była spadkowa, przerywana jedynie sporadycznie przez udane sekwencje taneczne w drugiej części wieczoru. Pod wieloma względami problemy są podobne do tych, które krytycy wytykali już w 2002 roku. Wtedy Bombay Dreams ganiono za zbyt usilne próby dostosowania historii i formatu do zachodnich konwencji i założeń, przez co widowisko straciło kontakt z fundamentami tradycji filmowej Bollywood. To samo można powiedzieć tutaj.

Podstawowa linia fabularna jest w porządku: podąża typowym, pełnym aspiracji torem „od zera do bohatera” – przez wyzwania rodzinne, romantyczne i finansowe – prowadząc bohaterów od marzeń do sukcesu, potem ku rozczarowaniu, aż po ostateczną apoteozę, a wszystko to urozmaicone spektakularnymi tańcami. Nie ma w tym nic złego – w końcu to tyle samo, o ile nie więcej, niż oferuje wiele ambitnych oper klasycznej tradycji Zachodu. Co więcej, taka fabuła daje pretekst do pokazania egzotycznych lokalizacji i popisów najróżniejszych kultur tanecznych oraz choreografii z całych Indii. W swoich najlepszych momentach w drugiej połowie ta sprawdzona formuła naprawdę działa. Prawdziwą ucztą były pokazy tańca z Gudźaratu i Pendżabu, które nie potrzebowały żadnej fabuły ani komentarza. Przez cały spektakl pojawiały się też zachwycające przykłady klasycznego tańca Kathak, zwłaszcza w wykonaniu Poooji Pant grającej matkę bohaterki, co udowadnia, że w Bollywood „mniej” czasem znaczy „więcej”.

Niestety, te atuty zostały podkopane przez uparte dążenie do objaśniania i adaptowania materiału pod zachodnią publiczność, która – moim zdaniem – byłaby znacznie bardziej zafascynowana niezmienionym oryginałem. Po numerze otwierającym zafundowano nam zupełnie zbędną prezentację kluczowych instrumentów indyjskich. Można chyba założyć, że widz wybierający się na musical Bollywood zna cechy i brzmienie sitaru czy tabli. Podobnie, nie było potrzeby obciążania głównej bohaterki, Shaily, skomplikowaną historią z Monachium, która służy jedynie niepotrzebnemu wydłużeniu i tak już rozwlekłego pierwszego aktu. Shaily chce wskrzesić odziedziczony po matce teatr, opierając jego sukces na indyjskim tańcu ludowym. Wyjeżdża do Bombaju, by doskonalić swoje umiejętności i tam spotyka Raghavę, który musiał porzucić wierność tradycji ludowej na rzecz projektów łączących Wschód z Zachodem. Dzięki jej wsparciu bohater odzyskuje autentyczność swojej choreografii. Razem wyruszają w trasę po Indiach i spektakl mógłby się tam mądrze zakończyć, gdyby nie niezręczny powrót do Monachium i renowacja teatru – klasyczny fabularny „MacGuffin”. Po drodze trafiają się długie partie drętwych dialogów, które wstrzymują akcję i w niczym nie pomagają wiarygodności postaci. W momentach, gdy fabuła potrzebuje silnego pchnięcia, pojawia się zmarła matka Shaily, zachęcając ją słowami: „idź za głosem serca, gdzie marzenia stają się rzeczywistością”. O ile lepiej byłoby trzymać się tradycyjnej formuły Bollywood: krótkie dialogi w oryginalnym języku, osadzone w klasycznych konwencjach moralnych – rodzina, obowiązek, bunt, poświęcenie i melodramatyczne zbiegi okoliczności. To byłoby autentyczne i widzowie by to docenili. Wybór innej drogi prowadzi w stronę nieszczęsnego patosu…

A jak wypadli wykonawcy? Tu znów widać różnicę między trzymaniem się formuły a próbą przypodobania się wyobrażeniom o londyńskich oczekiwaniach. W klasycznym tańcu indyjskim podziwialiśmy świetną dyscyplinę solową i precyzję w układach zbiorowych. W elementach ludowych zespół liczący do 45 tancerzy wykazał się ogromnym zgraniem i wyobraźnią, dając nam szczery wgląd w tradycje religijne i rytuały, których te tańce są nieodłączną częścią. Jednak w scenach, gdzie choreograf próbował łączyć Hollywood z Bollywood, technika była niepewna, a efekt nieprzekonujący i, szczerze mówiąc, zbędny. Czworo głównych protagonistów, a zwłaszcza dwójka młodych odtwórców ról głównych, to wielkie talenty taneczne. Szkoda, że było tak mało śpiewu na żywo, a tak dużo lip-syncu, ale Ana Ilmi i Mohit Mathur wykorzystali swoje szanse z pełnym zaangażowaniem. Kiedy tylko uwalniali się od sztywnych ram tekstu, odnajdywali swobodę i więź, która była poruszająca, szczególnie w drugiej połowie. Kompozytorzy Salim i Sulaiman Merchant stworzyli partyturę dorównującą kolorom i energii tańca, a choreografia Rajeeva Goswamiego w pełni wykorzystała dostępne mu środki. Wszystkie te pozytywy strony kreatywnej tylko potęgują żal, który czułem ja i wielu widzów – żal, że nie mogliśmy zobaczyć więcej nieprzefiltrowanego oryginału. Przenosząc wielkie tradycje artystyczne między kulturami, najlepiej podjąć ryzyko i zaprezentować je w surowej postaci, zapraszając publiczność do podjęcia wyzwania, zamiast rozwadniać formułę, by spotkać się w połowie drogi. Jeśli stosujemy tę zasadę wobec Szekspira i innych zachodnich autorów, powinniśmy tak samo zaufać Bollywood. Mam nadzieję, że kolejna taka produkcja wykaże się większą odwagą.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS