WIADOMOŚCI
RECENZJA: Dara, Lyttleton Theatre ✭✭✭
Opublikowano
Autor:
stephencollins
Share
Zubin Varla jako Dara i Prasanna Puwanarajah jako Talib. Fot.: Ellie Kurtz Dara
Lyttelton Theatre
1 marca 2015
3 gwiazdki
To niezwykle wysoki, potężnie zbudowany eunuch. Jest dworskim sługą, odkąd w wieku 11 lat został wyrwany z rodzinnego domu, upojony opium, wykastrowany i pozostawiony na piasku do zagojenia ran. Przeżył jako jeden z zaledwie dwóch z grupy dwunastu osób. Jako eunuch cesarza Imperium Wielkich Mogołów strzegł haremu i odgrywał istotną rolę w cesarskim żłobku. Zna rodzinę królewską od podszewki; kocha ich jak własną.
W pałacu pojawiają się nieoczekiwani goście. Chcą widzieć się z eunuchem. On jest zdezorientowany – nie ma przecież przyjaciół poza pałacem. Cesarz, człowiek z natury podejrzliwy, obawia się zdrady (być może dlatego, że sam nie jest godny zaufania). Goście wchodzą. To starsza kobieta i mężczyzna – rodzice eunucha. Przyszli błagać go o pieniądze.
Eunuch wybucha wulkanicznym gniewem; całe życie żalu, cierpienia i udręki znajduje ujście w pełnej nienawiści tyradzie. Wyjawia rodzicom, czym była dla niego kastracja, jak nie może oddawać moczu ani jak mężczyzna, ani jak kobieta. Przypomina im, że ostatnie słowa, jakie od nich usłyszał, to „Bierzcie go”. Rozkazuje ich wyprowadzić i wymierzyć każdemu po 20 batów.
Jeśli chodzi o sceny domowej brutalności, jest to jedna z najbardziej niezwykłych, jakie gościły na scenie National Theatre od lat. Emocjonalne okaleczenie jest niemal namacalne, trudne do zniesienia. Coś oszałamiającego.
To „Dara”, adaptacja sztuki Shahida Nadeema autorstwa Tanyi Ronder, pierwotnie wystawiona przez pakistański Ajoka Theatre, a obecnie goszcząca w Lyttelton Theatre w inscenizacji Nadii Fall, z ruchem scenicznym utalentowanego Liama Steela i scenami walk w opracowaniu Kate Waters. To nieliniowy dramat historyczny opowiadający o konkretnym rozdziale z dziejów Indii, skupiający się na losach rodziny człowieka, który zlecił budowę Tadź Mahal.
W programie Fall mówi: „...to okazja do zaoferowania epickiej i mocnej sztuki aktorom pochodzenia południowoazjatyckiego. A ponieważ sami Mogołowie pochodzili z różnych krain – tak odległych jak Uzbekistan, Afganistan czy Persja – nasza obsada odzwierciedla różnorodność tego imperium, a także współczesnych Indii. To, co napisała Tanya, jest filmowe – mamy tu szerokie plany i zbliżenia. Sceny następują po sobie tak szybko, że nie ma sensu budować scenografii z mebli. Dlatego Katrina Lindsay w swoim projekcie postawiła na surowość przypominającą teatr grecki. Przestrzeń może być pałacem, obozem wojennym, czymkolwiek wymaga dana chwila. Staraliśmy się jednak o autentyzm w kostiumach – współpracowaliśmy z konsultantem z Indii analizującym sylwetki z epoki Mogołów. Również oprawa dźwiękowa i muzyka inspirowane są muzyką oraz poezją i myślą suficką, co jest ważnym tematem sztuki i filozofią naszego bohatera, księcia Dary”.
Wizja, jaką Fall, Ronder i ich zespół stworzyli dla „Dary”, jest tak wspaniała i budząca podziw jak samo Tadź Mahal. Znakomita scenografia Lindsay wykorzystuje pełną długość, szerokość i wysokość ogromnej przestrzeni Lyttelton Theatre. Zastosowano serię pięknie wzorzystych parawanów, które nieustannie zmieniają konfiguracje na scenie i nad nią, nadając całości prawdziwie egzotyczny klimat. Sprawiają wrażenie woali, częściowo skrywających akcję. Aktorzy tańczą lub poruszają się rytmicznie wokół i za parawanami; ruch opracowany przez Steela sprawia, że poczucie egzotyki jest potęgowane na każdym kroku.
Kostiumy są barwne i sugestywnie przenoszą akcję w odległe zakątki świata. Fall i Steel dbają o szybkie tempo; ten barwny kalejdoskop działań, obrazów i wzornamentów jest wizualnie upajający. Wygląda to olśniewająco.
W pierwszym akcie Ronder przedstawia rodzinę królewską (w różnych momentach na przestrzeni stu lat) oraz wewnętrzne walki, zazdrość i doktryny religijne, które ich ukształtowały. Główna oś fabularna dotyczy walki o władzę między Aurangzebem a Darą, synami panującego Szahdżahana. Aurangzeb więzi ojca oraz najstarszą siostrę i urządza polowanie na Darę, jego syna oraz drugiego z braci, najmłodszego Murada.
W istocie Aurangzeb uważa, że Dara nie przestrzega właściwie wiary muzułmańskiej. W rezultacie Dara staje przed sądem pod zarzutem apostazji, a Aurangzeb, rzekomo w imię Koranu, obiera kurs na stosowanie wszelkich środków, w tym korupcji, by osiągnąć radykalne cele, które uważa za zgodne z wyznawanymi zasadami.
Proces Dary jest fascynujący. Utalentowany i zwinny oskarżyciel, Talib (czy to imię może być przypadkowe?), metodycznie, lecz nieuczciwie, rozkłada poglądy Dary na czynniki pierwsze, wykorzystuje dowody, by wprowadzić go w błąd i niczym drapieżnik w nocy szarpie ofiarę, aż obnaży jej serce. W trakcie tych scen widz dowiaduje się wiele o świecie muzułmańskim i fundamentach jego wiary. To bardzo pouczające doświadczenie.
Drugi akt skacze po wątkach, co nieco rozprasza i nie daje tak dobrego efektu jak akt pierwszy. Poza niezwykłymi sekwencjami z eunuchem i ciekawą sceną z mędrcem Mianem Mirem, w której Dara poznaje wartość swojego królestwa (nie większą niż szklanka wody), drugi akt zbyt mocno dryfuje. Postacie nie są na tyle dobrze napisane ani zagrane, by los ich wszystkich szczerze nas obchodził. Obietnica z pierwszego aktu nie zostaje w pełni spełniona, a sztuka nie osiąga naturalnego, właściwego punktu kulminacyjnego.
Wyróżniające się kreacje aktorskie stworzyli Prasanna Puwanarajah (pełen werwy i błyskotliwy jako oskarżyciel Talib), Chook Sibtain (niezwykle wiarygodny cesarski eunuch, Itbar), Nathalie Armin (zagubiona i lojalna najstarsza siostra, pełna serca) oraz Ranjit Krishnamma (Mian Mir) i Ronak Patani (syn Dary, Sipihr). Brawa należą się również Scottowi Karimowi, który brawurowo wcielił się w skąpo odzianego mistrza sufickiego, Fakira, którego przepowiednie wprawiają w ruch machinę nienawiści i zemsty.
Zubin Varla i Sargon Yelda grają najważniejsze role – Darę i Aurangzeba. Varla radzi sobie lepiej, zwłaszcza w scenie procesu. Obaj mają jednak pewien problem z oddaniem głębi i wnętrza tych niezwykłych mężczyzn. Jest tu zbyt wiele krzyku i złości, a za mało kontrolowanego, precyzyjnego gniewu.
Być może kluczem jest wspomniany przez Fall filmowy sposób traktowania tekstu. Na scenie nie da się zrobić zbliżenia, co może tłumaczyć brak tej niezbędnej, silnej więzi z bohaterami.
„Dara” to z pewnością wydarzenie o epickim rozmachu, co podkreśla bogata oprawa wizualna. W swoich najlepszych momentach spektakl jest prowokujący i intrygujący, pełen historycznych ciekawostek. W najsłabszych – rozczarowuje, ale nigdy nie jest słaby. To dokładnie ten rodzaj ambitnego i trudnego repertuaru, który powinien prezentować National Theatre.
Zdecydowanie warto zobaczyć i przemyśleć.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności