Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Uprowadzenie z seraju (The Abduction), Bloomsbury ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

timhochstrasser

Udostępnij

Fotografia: Richard Lakos Uprowadzenie z seraju (Die Entführung aus dem Serail)

Pop-Up Opera, Bloomsbury.

10 marca 2015

5 Gwiazdek

Przy tak dużej uwadze mediów skupionej na największych londyńskich teatrach operowych oraz sporach wokół ich finansowania, łatwo zapomnieć o tym, jak wiele ekscytujących i oryginalnych kameralnych projektów powstaje poza głównym obiegiem. Podobnie jak duże sceny stanęły niegdyś przed wyzwaniem ze strony niezależnych oper w wiejskich rezydencjach, tak teraz zjawisko pop-up znajduje nowe sposoby na inscenizację i reinterpretację dawnych arcydzieł dla nowej publiczności. Opera-in-Space, Merry Opera czy – w tym przypadku – Pop-up Opera, to tylko niektóre z trup, które w ostatnich latach zaprezentowały imponujące sezony. Jednakże, podobnie jak w przypadku komercyjnych targów pop-up czy punktów gastronomicznych, nie jest to łatwa do zrealizowania formuła: wygoda, dostępność i nowatorstwo są ważne, ale jeśli podstawowa jakość i integralność oryginału nie zostaną zachowane, projekt poniesie klęskę. Z radością donoszę, że spektakl „Uprowadzenie z seraju” Mozarta triumfalnie utrzymuje tę niezbędną, kunsztowną równowagę.

Ta opera z 1782 roku była pierwszym dziełem scenicznym Mozarta, które odniosło niekwestionowany sukces poza Wiedniem. To wystawny, wręcz przebogaty pokaz jego genialnego talentu – to przecież ta opera sprowokowała słynną uwagę Józefa II: „Zbyt wiele nut, kochany Mozarcie!”. Partytura orkiestrowa jest bardziej obrazowa i egzotyczna niż cokolwiek, co Mozart wcześniej stworzył dla sceny, a każdy z pięciorga protagonistów wykonuje cykl długich, wirtuozowskich arii, które testują technikę i ekspresję emocjonalną do granic możliwości. Co więcej, w niektórych momentach kompozytor wydaje się całkowicie porzucać dawne formy.

Zapowiada on „Wesele Figara”, zrywając z celową sztucznością barokowej tradycji operowej i popychając akcję do przodu w czasie rzeczywistym, łącząc muzykę i grę aktorską w jeden ekscytujący, dynamiczny pęd. Biorąc pod uwagę te walory, szkoda, że dzieło to nie jest wystawiane częściej (częściowo ze względu na wymagany skład orkiestry, a częściowo być może z powodu dzisiejszej wrażliwości na orientalizującą satyrę komediową dotyczącą kultury tureckiej i islamskiej); dlatego ta kameralna produkcja jest mile widziana zarówno sama w sobie, jak i ze względu na sposób, w jaki zmusza widza do ponownego przemyślenia całości utworu.

„Uprowadzenie” wyjątkowo dobrze poddaje się uproszczeniom i kameralizacji, ponieważ fabuła oryginalnego, lekkiego singspielu nie zawsze dźwiga ciężar skrajnych emocji, jakie są na nią nakładane. W istocie jest to historia dwóch par (panów i ich służących), w której kobiety są uwięzione w haremie. Wśród wielu zwrotów akcji pojawia się groźba wykorzystania przez nadzorcę działającego w imieniu tajemniczego sułtana, ale także perspektywa ratunku i uprowadzenia przez mężczyzn. To bardziej pikantna farsa w stylu „Carry-On” niż wielki dramat, a mimo to muzyka często wykorzystuje przejmujące, heroiczne kontrasty opery seria.

Zespół Pop-Up Opera znajduje świetne rozwiązanie tego potencjalnego konfliktu estetycznego, wybierając format, który uwspółcześnia komedię i genialnie osadza tę przerysowaną, melodramatyczną emocjonalność w kontekście, który nadaje całości sensu. Zostajemy przeniesieni do świata powierzchownych zauroczeń w mediach społecznościowych i celebrytów zachowujących się skandalicznie.

Znajdujemy się więc nie w haremie, lecz w luksusowym spa w stylu „obozu przetrwania”, nad którym pieczę sprawuje Pasza Selim (rola mówiona dowcipnie przekształcona w głos z Pokoju Zwierzeń Big Brothera) oraz jego jurny pomagier Osmin (Marcin Gęsla). Tutaj Konstancja (Eve Daniell) schroniła się wraz ze swoją sekretarką, Blondą (Emily Phillips), by szlifować formę przed spotkaniem z Belmonte (Paul Hopwood), jej hiszpańską randką z internetu. Jednak gdy już tam wejdą, nie mogą opuścić spa, co rozpoczyna serię komicznych perypetii, w dużej mierze prowokowanych przez Pedrilla (Tom Morss) – odpowiednika Sancho Pansy u boku Belmonte – kosztem Osmina.

Na scenie rozgrywają się gagi doskonale znane z pstrorokatego świata celebryckich teleturniejów: groźby tortur i surowych kar zmieniają się w nadgorliwe programy treningowe; pranie i „terapeutyczne prasowanie” stanowią tło dla muzyki pełnej uwodzenia i przesadnej rozpaczy; a operowa sztuczność zatrutych drinków i misternie planowanych ucieczek powraca jako nowa sensacja rodem z reality TV.

Wszystko to nie miałoby większego znaczenia, gdyby piątka śpiewaków i akompaniator nie sprostali wymaganiom partytury. Mozart wzniósł się na wyżyny swoich umiejętności dzięki jakości zespołu, dla którego pisał, dlatego ten spektakl zależy całkowicie od klasy wykonawców. Należy podkreślić, że nie było tu słabych ogniw muzycznych, a cała obsada okazała się również sprawnymi aktorami, w pełni wykorzystując bogactwo rekwizytów i efektowną scenerię salonu Robert Kime Antiques w Bloomsbury.

Przyjemnością było usłyszeć dzieło w oryginalnym języku niemieckim, ale z dowcipnymi, stylizowanymi angielskimi napisami streszczającymi dialogi, prezentowanymi na ekranach, które udawały element wyposażenia spa i platform społecznościowych. Dostępność i autentyczność szły tu w parze, co w operze nie zdarza się często. Kierownik muzyczny Berrak Dyer po mistrzowsku zastąpił orkiestrę akompaniamentem na pianinie, zachowując idealny balans między dynamiką a chwilami wytchnienia, których ta partytura potrzebuje, by wybrzmieć w pełni.

Znalezienie się tak blisko akcji i tak potężnych głosów zburzyło „czwartą ścianę” w sposób niezwykle odświeżający. Nie chcąc obciążać zbyteczną nadinterpretacją tej lekkiej i stylowej produkcji, uważam, że właśnie tędy wiedzie droga do przyciągnięcia nowej publiczności, którą dziś odstraszać mogą ceny biletów i dystans sceny pudełkowej. Można znaleźć złoty środek między wiernością logice emocjonalnej dzieła a uwspółcześnieniem, które bawi i intryguje nowoczesnego widza niekoniecznie znającego historię opery. Dyscyplina polegająca na sprowadzeniu dzieła do jego fundamentów i wymyślaniu go na nowo w różnych lokalizacjach co wieczór, przywraca ducha tradycji repertuarowej, która stanowiła podstawę wartości i siły British Theatre, oferując lekcję, z której mogliby skorzystać najwięksi reżyserzy i dyrektorzy oper.

Jeśli więc w nadchodzących miesiącach znajdziecie się w pobliżu jednej ze stodół, tuneli, pubów, wiejskich rezydencji czy łodzi wybranych przez tę odważną trupę, nie wahajcie się spędzić wieczoru w ich wyśmienitym towarzystwie. Może to odmienić Wasze myślenie o operze jako formie sztuki!

„Uprowadzenie” grane jest do 25 kwietnia. Więcej informacji znajdziecie na stronie Pop Up Opera.

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS