Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Finding Neverland, Lunt-Fontanne Theatre ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Finding Neverland

Lunt-Fontanne Theatre

5 Gwiazdek

REZERWACJA BILETÓW

Słynny dramaturg J.M. Barrie zmaga się z blokadą twórczą. Pod presją swojego natarczywego amerykańskiego producenta, pragnącego nowej sztuki, bezskutecznie szuka inspiracji. W tym czasie zaprzyjaźnia się z czwórką chłopców, których ojciec niespodziewanie zmarł rok wcześniej. Wspólnie przeżywają szalone przygody w Kensington Gardens, bawiąc się w piratów oraz kowbojów i Indian, co pozwala mu uciec od własnego życia, jednocześnie pomagając dzieciom pójść naprzód po stracie rodzica. Szczególnie dotyczy to Piotra, który najbardziej stara się porzucić dzieciństwo i dorosnąć, wierząc, że dorośli słabiej odczuwają ból.

Pewnego dnia, po intensywnej zabawie, Barrie odprowadza chłopców do domu. Dzieci są rozemocjonowane, a ich niespożyta energia graniczy z nadpobudliwością. Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, Barrie zaczyna widzieć świat inaczej – a my wraz z nim. Scenę pokrywa gwiezdny pył i nagle, wbrew prawom fizyki, chłopcy zaczynają latać w zabawie. To jeden z tych olśniewających i niespodziewanych momentów teatralnego zaskoczenia, kiedy rodzą się zalążki przygód Piotrusia Pana i Zaginionych Chłopców – moment absolutnego zachwytu. Widownia wstrzymuje oddech, gdy chłopcy unoszą się w górę; zapada kompletna cisza. To ucieleśnienie czystej, zdumiewającej magii jest zbyt doskonałe i doniosłe, by uronić choć uderzenie serca.

Harvey Weinstein od lat był zwolennikiem adaptacji sukcesu filmowego „Marzyciel” (Finding Neverland) na deskach teatru muzycznego. Kilka sezonów temu w Leicester Curve wystawiono piękną wersję spektaklu, jednak Weinstein nie był w pełni usatysfakcjonowany i postanowił zacząć od nowa z nowym zespołem kreatywnym. Efekt tej decyzji można obecnie oglądać podczas pokazów przedpremierowych w Lunt-Fontanne Theatre.

To osobliwa, choć prawdziwa historia. Zanim powstał „Piotruś Pan”, J.M. Barrie poznał i nawiązał bliską, a przez niektórych uważaną za niezdrową, relację z wdową Sylvią Llewellyn Davies i jej czterema synami. Jeden z tych chłopców, Piotr, stał się inspiracją dla postaci chłopca, który nie chciał dorosnąć. Sylvia zmarła, gdy dzieci były jeszcze małe, a Barrie zaopiekował się nimi jak własny ojciec – czyn ten nie pozostał bez wpływu na jego własne życie. Ta podstawa fabularna została tutaj upiększona i rozbudowana, jednak ciężar konsekwencji wyborów dokonanych przez głównych bohaterów pozostaje nienaruszony. Przede wszystkim jest to opowieść o czystej miłości, wyobraźni i geniuszu.

Walt Disney zawsze dążył do tworzenia magii, budzenia emocji i zachwytu w swoich filmach dla dzieci w każdym wieku. Disney byłby dumny z uporu Weinsteina oraz osiągnięć niezwykłej Diane Paulus (reżyseria), Jamesa Grahama (libretto), Gary'ego Barlowa i Eliota Kennedy'ego (muzyka i teksty), Davida Chase'a (kierownictwo muzyczne), Simona Hale'a (orkiestracja), Scotta Paska (scenografia), Suttirat Anne Larlarb (kostiumy), Kennetha Posnera (oświetlenie), Jonathana Deansa (dźwięk), Paula Kieve'a (iluzje) oraz Mary-Mitchell Campbell (dyrygentka) – bez wyjątku wszystkich.

Ponieważ Finding Neverland to prawdziwie magiczne doświadczenie teatralne. Prawdziwie. Magiczne.

Muzyka jest żywiołowa i wręcz przepiękna. Od ballad po hałaśliwe piosenki chłopców i potężne numery zespołowe, uzupełnione o wyjątkowy hymn czy dwa – duet Barlow i Kennedy naprawdę stanął na wysokości zadania. W drugim akcie znajdziemy cudowny numer „Play”, po którym oklaski niemal zatrzymują spektakl; gdyby orkiestracja na końcu była jeszcze silniejsza, z pewnością tak by się stało. Utwory, które chce się nucić bez końca, następują jeden po drugim: „Believe”, „We Own The Night”, „All That Matters”, „Sylvia's Lullaby”, „Neverland”, „Circus Of Your Mind”, „Stronger”, „What You Mean To Me” i wybitne „When Your Feet Don't Touch The Ground”. Cała ścieżka dźwiękowa ma spójną formę i brzmienie, które idealnie współgra z epoką, w której toczy się akcja, a jednocześnie wydaje się świeża i pełna energii.

Libretto Grahama jest znakomicie teatralne i bezpośrednie. Znajdziemy tu żarty branżowe, autotematyczne odniesienia i porozumiewawcze mrugnięcia okiem do widza, ale przede wszystkim autor opowiada smutną historię braci Llewellyn Davies w sposób rzeczowy i czysty, bez popadania w łzawy sentymentalizm. W sposób mądry i pełen serca Graham pokazuje, jak chłopcy uzdrawiają Barriego z blokady twórczej, podczas gdy on jednocześnie wspiera ich w przeżywaniu żałoby.

Na tle tej osobistej, skomplikowanej emocjonalnie historii, autor nakreśla bogaty świat teatru i ludzi go tworzących – producenta, aktorów, inspicjentów i obsługę techniczną. Wyobraźnia ożywa tu na wiele sposobów, a równoległe ukazywanie tego procesu jest zrobione z wyczuciem, humorem i odwagą. Delikatnie zarysowane postaci, sprawnie budowane sceny, powoli narastający ból tragedii i otwierająca się szansa na odkupienie – Graham pisze z ogromną wnikliwością, tworząc tekst, który nieustannie zaskakuje i satysfakcjonuje. To prawdopodobnie jego najlepsze dzieło sceniczne.

Paulus dba o to, by poczucie magii nie znikało z oczu widza, czy to w powietrznych akrobacjach, niespodziewanym pojawieniu się Kapitana Haka, przedstawieniu wróżek i Dzwoneczka, czy w urzekającej grze młodych aktorów. Zachwyca budowa statku Haka z niczego, a scena, w której Sylvia opuszcza ziemski świat w tumanach lśniącego, wietrznego pyłu, dosłownie zapiera dech. Sposób zainscenizowania całości jest porywający i angażujący. Trzeba mieć serce z kamienia, by nie zapłakać w trakcie drugiego aktu – tak szczere, surowe i zrozumiałe są emocje wyświetlane na scenie. Paulus to niekwestionowany geniusz.

Scenografia Scotta Paska jest niezwykła – łączy klimat Kensington Gardens, motyw pisarstwa, ideę teatru i różne aspekty historii Piotrusia Pana w jedną, kolorową przestrzeń. Dodaje do tego bogato zdobione elementy i piękne tła, tworząc różnorodne miejsca akcji. Sypialnia chłopców naturalnie przywołuje na myśl – i ostatecznie staje się – pokojem dzieci państwa Darling. Scena, w której chłopcy próbują wystawić sztukę Piotra, jest prosta i błyskotliwa, a ta na zapleczu teatru, gdzie Barrie i Sylvia wyznają sobie uczucie w tańcu cieni, jest po prostu urzekająca, w czym duża zasługa wspaniałego oświetlenia Posnera. Spektakl wygląda równie pięknie, jak brzmi jego muzyka.

Młodzi aktorzy grający braci Llewellyn Davies byli po prostu fantastyczni. Aidan Gemme po mistrzowsku oddał zagubioną duszę Piotra, jego gniew i żal, które topnieją pod wpływem opieki Matthew Morrisona grającego Barriego. Ma słodki, czysty głos i magnetyczną obecność sceniczną. Alex Dreier był wspaniale rozbrykanym Michaelem, a Sawyer Nunes delikatnym, lecz stanowczym George'em. Jego zmieszanie uśmiechem dziewczyny i sposób, w jaki postawił się babci, to momenty pełne autentyzmu. Tryskający energią Christopher Paul Richards był idealny w roli Jacka.

Cała czwórka była niezwykle wiarygodna jako rodzeństwo, a ich braterska więź i rywalizacja zostały oddane bezbłędnie. Nie było w nich krzty sztuczności – to cztery wielkie, naturalne talenty.

Carolee Carmello jest imponująca jako seniorka rodu Llewellyn Davies. Śpiewa cudownie jak zawsze – jej głos jest głęboki, a nuty czyste i dźwięczne. Zaczyna jako twarda, nieustępliwa postać, ale jej surowość pryska w trakcie spektaklu, odsłaniając kochającą matkę i babcię. To świetnie przemyślana rola.

Jako tragiczna Sylvia, Laura Michelle Kelly promienieje wdziękiem. Pełna miłości i matczynego ciepła, jest po prostu olśniewająca. Śpiewa klarownym głosem, a jej wysokie tony budzą dreszcze. Porozumienie między nią a Morrisonem jest wyjątkowe, co kulminuje w zachwycającym tańcu cieni. Doskonale radzi sobie też z chłopcami, a jej serdeczność sprawia, że nawet postać Carmello staje się łagodną babunią. Kelly to prawdziwa perła tego spektaklu.

Podobnie Kelsey Grammer, który wciela się w postać krewkiego i wymagającego Charlesa Frohmana, producenta łaknącego nowej sztuki Barriego. Jest komiczny – „Dzieci są jak suflety: bezużyteczne, dopóki nie urosną” – i wydobywa ze swojej roli każdy niuans i salwę śmiechu. W połowie pierwszego aktu można się zastanawiać, dlaczego przyjął tę rolę, ale późniejszy zwrot akcji wszystko wyjaśnia. Jako wyobrażenie Kapitana Haka w umyśle Barriego, Grammer jest genialny. Śpiewa równie dobrze, jak gra – z pasją i prawdziwym stylem.

Zespół aktorski spisuje się znakomicie; na wyróżnienie zasługują Chris Dwan, Josh Lamon, Paul Slade Smith oraz Jack jako Porthos – pies, który z miejsca podbił serca publiki.

Bez wątpienia jednak gwiazdą jest Matthew Morrison, który daje popis niespożytej energii jako borykający się z problemami J.M. Barrie. Choć w dialogach używa szkockiego akcentu, a w śpiewie go porzuca, Morrison wnosi powagę i intensywność do każdej sceny. To rola zagrana z pełnym poświęceniem, pełna uroku i tej nieuchwytnej ojcowskiej czułości. Sceny z chłopcami ogląda się z ogromną przyjemnością (doświadczenie z „Glee” wyraźnie procentuje), podobnie jak jego interakcje z Grammerem, Kelly i Carmello. Jest zabawny, sprytny, tańczy z wigorem i śpiewa pewnym, potężnym barytonem. Ta rola to dla Morrisona przejście od sprawnego aktora drugoplanowego do prawdziwej gwiazdy Broadwayu. Jako J.M. Barrie jest lepszy niż kiedykolwiek.

Bieżący sezon na Broadwayu oferuje całą gamę stylów. „Something Rotten” to zaraźliwa komedia; „Amerykanin w Paryżu” to romantyczna produkcja oparta na tańcu; „Hamilton” zachwyca nowatorską formą; „Fun Home” satysfakcjonuje intelektualnie; „It Shoulda Been You” jest urocze i słodkie; „Doktor Żywago” to egzotyczny romans, a „The Visit” rzuca wyzwanie tradycyjnej formie.

„Finding Neverland” to spektakl magiczny – ten, który nakarmi i uwolni Twoje wewnętrzne dziecko. Nie trzymaj go w zamknięciu – leć po bilety. Jeśli trzeba, sprzedaj własny cień.

REZERWACJA BILETÓW NA FINDING NEVERLAND NA BROADWAYU

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS