Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Henryk V, Noel Coward Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Udostępnij

Jude Law jako Henryk V. Fot.: Johan Persson Henryk V

Noel Coward Theatre

2 grudnia 2013

4 Gwiazdki

Sezon Michael Grandage Company w Noël Coward Theatre dobiega końca inscenizacją Henryka V Shakespeare'a w reżyserii Michaela Grandage'a. Produkcja ta idealnie podsumowuje standardy, sukcesy i charakter całego sezonu: wielki tekst, prawdziwa gwiazda w roli głównej, scenografia przypominająca złote czasy Grandage'a w Donmar oraz kilka spektakularnie nietrafionych decyzji obsadowych. Jednak w przeciwieństwie do niedawnego Snu nocy letniej, to przedstawienie można uznać za pełen sukces. Sercem spektaklu jest – co nie dziwi – zwinna, męska i niezwykle urzekająca rola Jude'a Lawa. Smuklejszy i wyglądający młodziej niż w Hamlecie, Law jest wszystkim, czego oczekujemy od Henryka: jest natchniony, niepewny, religijny, zdeterminowany, zabawny i romantyczny. Trzeba by mieć serce z kamienia, by nie wzruszyć się podczas jego interpretacji słynnej przemowy na dzień świętego Kryspina.

Równie poruszająca jest finałowa scena, w której Henryk stara się o rękę francuskiej księżniczki Katarzyny. Nigdy nie widziałem, by zadziałała ona tak pięknie, prosto i szczerze, jak w wykonaniu Lawa (Jessie Buckley jest w roli Katarzyny doprawdy czarująca).

Wojowniczy aspekt jego postaci jest zarysowany bardzo wyraziście, szczególnie w sugestywnej przemowie „Raz jeszcze w wyłom”, ale także w scenach, gdy król przechadza się nocą wśród swych żołnierzy przed bitwą pod Agincourt. Law świetnie radzi sobie z tekstem; może nie zawsze brzmi on melodyjnie, ale zawsze jest zrozumiały i pełen wyrazu.

Pomaga również fakt, że modernistyczno-średniowieczne kostiumy leżą na Lawie znakomicie – aktor bez trudu odnajduje się w tej estetyce.

Wspaniale wspierają go Matt Ryan (fantastyczny Fluellen), James Laurenson (mądry, stary Exeter), Prasanna Puwanarajah (dźwięczny i przenikliwy jako Mountjoy), Noma Dumezweni (cudownie zdystansowana Alice) oraz Norman Bowman (znakomity Williams).

Niestety, nie wszystko jest idealne.

Pierwsze piętnaście minut jest niemal niezrozumiałe: Richard Clifford (Ely) i Michael Hadley (Canterbury) męczą się z ekspozycją w pierwszym akcie, „przegryzając” się przez tekst w sposób mało czytelny. Ron Cook potraktował rolę Pistola po macoszemu, podobnie jak wcześniej postać Sir Toby'ego Belcha.

Trudno nie współczuć Ashleyowi Zhangazhy, któremu kazano zagrać Chór jako rodzaj współczesnego studenta – ten reżyserski koncept zupełnie nie wypalił, zwłaszcza gdy bez zmiany kostiumu Chór staje się Chłopcem zamordowanym przez Francuzów.

Większość męskich postaci francuskich wypada słabo: Ben Lloyd-Hughes jako Delfin budzi konsternację, a Karol w wykonaniu Richarda Clifforda jest po prostu zły. Drażnić może też momentami amatorska gra statystów w scenach bitewnych.

Scenografia Christophera Orama sprawdza się bardzo dobrze, choć odnosi się wrażenie, że artysta nie wyszedł poza schematy wypracowane podczas współpracy z Grandagem w Donmar – a szkoda.

Mimo to, jest to godne zamknięcie sezonu Grandage'a – bardzo dobra, przystępna i momentami porywająca inscenizacja jednej z najsłynniejszych, a zarazem najtrudniejszych sztuk Shakespeare'a.

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS