Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Murder For Two, The Other Palace Studio ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Ed MacArthur i Jeremy Legat w Murder For Two. Murder For Two

The Other Palace Studio

6 marca 2017 r.

4 Gwiazdki

Zarezerwuj teraz

Największym osiągnięciem tej inscenizacji jest brawurowy popis duetu Jeremy'ego Legata i Eda MacArthura w roli śpiewających, tańczących i grających na pianinie aktorów. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, jak wyglądałoby widowisko skrojone specjalnie pod talenty kogoś pokroju (na przykład) Ferrisa i Milnesa, to właśnie otrzymaliście odpowiedź. Ta kryminalna opowieść w stylu retro stanowi idealną ramę dla tuzina świetnych numerów, w których Legat i MacArthur wyczyniają na klawiszach prawdziwe, akrobatyczne cuda. Dla samych tych popisów cena biletu jest więcej niż uzasadniona. Trudno by było znaleźć dla nich godną konkurencję gdziekolwiek indziej.

Reżyser Luke Sheppard (ponownie współpracujący ze swoim zaufanym producentem, Paulem Taylorem-Millsem, który przenosi ten tytuł do The Other Palace Studio po premierowych pokazach w Watermill Theatre w Newbury) z niezwykłą precyzją inscenizuje numery muzyczne na maleńkiej scenie Studio. Po długich poszukiwaniach znalazł idealną parę aktorów, którzy u2013 choć wywodzą się z zupełnie innych artystycznych światów u2013 dopełniają się z ogromną pasją i humorem. Legat opanował partię pianina z nut, podczas gdy MacArthur gra całkowicie ze słuchu, po żmudnym studiowaniu nagrań wideo prezentujących ułożenie dłoni. To niezwykłe, że kierownik muzyczny Tom Attwood zdołał połączyć te dwie skrajne wrażliwości w tak spójną całość. Wykonanie numerów muzycznych to czysta radość u2013 widowisko, które na długo zapada w pamięć i budzi szczery podziw.

Jeremy Legat i Ed MacArthur w Murder For Two

W gruncie rzeczy to wszystko, czego ten spektakl potrzebuje. Często ma się wrażenie, że aż prosi się o minimalistyczną oprawę typu "black box", być może z lustrzaną ścianą i obrotową platformą dla pianina. Cała reszta powstaje przecież w wyobraźni dwóch wykonawców: jeden gra śledczego (który sam podszywa się pod wyższego rangą detektywa), a drugi wciela się w niezliczonych podejrzanych w tej kuriozalnie zawiłej sprawie morderstwa. Tak się składa, że ten tytuł często bywa wystawiany właśnie w taki surowy sposób. Długo grana produkcja Off-Broadway postawiła na prostotę i czystość formy, co z pewnością przyczyniło się do jej ogromnego sukcesu.

Z jakiegoś powodu w tej inscenizacji wybrano inną drogę. Naturalistyczna, celowo podniszczona scenografia Gabrielli Slade wypełniona jest mnóstwem rekwizytów u2013 niektóre są używane, inne nie, ale wszystkie razem tworzą w tej kameralnej przestrzeni silne wrażenie realizmu. Jednak język scenariusza jest daleki od realizmu. W tym dwuosobowym spektaklu Legat musi nieustannie przeskakiwać między postaciami, co rzadko współgra z pieczołowicie dopracowanym otoczeniem stworzonym przez Slade. Brak spójności między formą inscenizacji a grą aktorską jest tak wyraźny u2013 zwłaszcza w przegadanej pierwszej części u2013 że trudno wciągnąć się w tę historię czy przejąć się jej finałem.

Jeremy Legat i Ed MacArthur w Murder For Two.

Do tego dochodzi specyficzna relacja Amerykanów z musicalem, która diametralnie różni się od naszej. Podobnie jak w przypadku "The Drowsy Chaperone", show ten bazuje na narodowej obsesji na punkcie teatru muzycznego i nabożnym szacunku do gatunku, który za oceanem jest niemal sztuką narodową. W Wielkiej Brytanii musical wciąż bywa traktowany nieco po macoszemu, jako uboższy krewny "poważnego" teatru. Warto porównać sukces "In The Heights", które grano przez trzy lata na Broadwayu, z tytanicznym wysiłkiem, jaki Taylor-Mills i Sheppard włożyli w przeniesienie swojej produkcji z Southwark Playhouse do King's Cross. Sezon zaplanowany na cztery miesiące, dzięki ogromnej determinacji i wierze w materiał, był wielokrotnie przedłużany, aż zamknął się w 15 miesiącach. A "In The Heights" to przecież produkt znacznie łatwiejszy do sprzedania niż to osobliwe dziwadło.

Wyzwanie w znalezieniu widowni jest tym większe, że mamy do czynienia z rozrywką, która nie tyle opowiada historię, co poddaje ją dekonstrukcji. To, co otrzymujemy, przypomina mniej "klasyczną" komedię muzyczną, a bardziej atak na przyzwyczajenia widza w stylu Stevena Berkoffa. Pamiętajmy: tytuł mówi o dwóch osobach. Kim one są? Próbując sprzedać ten spektakl brytyjskiej publiczności, można by wręcz pokusić się o wystawienie go w estetyce "Decadence" Berkoffa i Joan Collins u2013 ma w sobie ten sam szalony, anarchiczny i narcystyczny chaos. Taki język sceniczny mógłby pomóc oswoić tutejszego widza z licznymi dziwactwami tej sztuki. Nadałoby to też całości pewnej ostrości, niezbędnej w opowieści o życiu i śmierci, zdradzie, pożądaniu i zemście. Tymczasem scenariusz serwuje nam urocze żarciki o filiżankach herbaty i skradzionych lodach, jakby chciał nas na siłę przenieść do świata filmów z Andym Hardym.

A jednak, czy zaraźliwie radosna muzyka (Joe Kinosiana) i błyskotliwe, stymulujące intelektualnie teksty piosenek (Kellana Blaira) naprawdę pasowałyby tam lepiej niż w zakurzonym wnętrzu w stylu film noir, które oglądamy w The Other Palace? Trudno powiedzieć. Autorzy piosenek napisali też libretto, co w USA wyszło im na dobre. Pytanie tylko, czy przemówi ono do brytyjskiego widza z takim samym skutkiem. Teatralnie to widowisko dość statyczne, zdominowane przez dialogi przy niemal całkowitym braku akcji. Światła migotają od czasu do czasu (o powody pytajcie Chrisa Withersa), a aktorzy prowadzą kampową, autoironiczną pogawędkę z publicznością, burząc czwartą ścianę. Co prawda w drugiej połowie dzieje się coś naprawdę ciekawego, co u2013 choć urocze u2013 tylko podkreśla brak tempa w pozostałych fragmentach. Ale mniejsza z tym. Genialne piosenki, z ich niesamowitą inwencją i aranżacją, z pewnością was zachwycą. Idźcie i bawcie się dobrze dla samej muzyki. Taka przyjemność nikogo jeszcze nie zabiła.

Zdjęcia: Scott Rylander

KUP BILETY NA MURDER FOR TWO

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS