Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Musical Only Fools and Horses (Tylko dla orłów), Theatre Royal Haymarket ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

pauldavies

Udostępnij

Paul T Davies recenzuje musical Only Fools and Horses (Tylko konie i osły), oparty na kultowym serialu komediowym, który można obecnie oglądać w Theatre Royal, Haymarket.

Obsada musicalu Only Fools and Horses. Fot. Johan Persson Only Fools and Horses the Musical. Theatre Royal, Haymarket.

19 lutego 2019 r.

3 Gwiazdki

Kup bilety

Adaptacje sceniczne popularnych sitcomów to obecnie standard i cieszą się ogromną popularnością, ale rzadko zdarza się, by taka przemiana zaowocowała pełnoprawnym musicalem. Szczerze mówiąc, na myśl przychodzi mi jedynie musical Acorn Antiques autorstwa Victorii Wood, który notabene grano w tym samym teatrze. Na pierwszy rzut oka wydaje się to oczywistym posunięciem – tytuł ma gwarantowaną renomę, a publiczność doskonale wie, czego się spodziewać. Ryzyko polega oczywiście na tym, że spektakl dźwiga ogromny ciężar oczekiwań, a każde odejście od sprawdzonej formuły może skończyć się tragicznie. Oto nadchodzi muzyczna wersja Only Fools and Horses, jednego z najpopularniejszych sitcomów BBC, uwielbianego przez miliony widzów, w tym przeze mnie. To show, które jest równie zabawne co oryginał i równie… podejrzane, co towar handlowy Dela!

Obsada musicalu Only Fools and Horses. Fot. Johan Persson

Po pierwsze, sukces tego spektaklu tkwi w duchu Only Fools and Horses, gdzie klasyka Johna Sullivana ożywa dzięki znakomitej obsadzie. Tom Bennett jest idealnym Del Boyem – uchwycił naturę londyńskiego cwaniaczka z Peckham pod każdym względem, jest komiczny i czarujący, z genialnym wyczuciem rytmu dowcipu. On JEST Del Boyem, a jego interakcje z publicznością i sarkastyczne uwagi na boku to czysta przyjemność – aż chciałoby się, by ta czwarta ściana była burzona jeszcze częściej. Gwiazdą wieczoru w swoim debiucie na West Endzie jest jednak Ryan Hutton jako „plonky” Rodney – rozbrajająco gapowaty i sympatyczny. Współtwórca spektaklu, Paul Whitehouse, jest fantastyczny w roli Dziadka, a także zachwyca jako wujek Albert. Sukces serialu opierał się na zespole oraz postaciach drugoplanowych i tutaj każda z nich została odtworzona z wielką dbałością. Peter Baker kradnie sceny jako Trigger, Jeff Nicholson (Boycie) i Samantha Seager (Marlene) są rewelacyjni, a Oscar Conlon-Morrey świetnie bawi się przerysowaną formą w wielu różnych rolach. Libretto autorstwa Whitehouse’a i Jima Sullivana (syna Johna) opiera się na odcinku, w którym Del poznaje Raquel, dodaje wątek ślubu Rodneya i tworzy z tego bazę spektaklu – nie brakuje tu jednak mrugnięć do fanów i nawiązań do kultowych scen. Żyrandol, upadek przez bar, przekręcone słówka Dela i jego łamana francuszczyzna, miotła Triggera – to wszystko tu jest. Największy aplauz wywołuje jednak pojawienie się żółtego, trójkołowego Relianta Robina.

Obsada musicalu Only Fools and Horses. Fot. Johan Persson

I podobnie jak to stare auto, spektakl czasem krztusi się, gdy wchodzą elementy muzyczne. Pierwotnie Whitehouse pisał utwory z Chasem Hodgesem, który niestety zmarł przed ukończeniem wielu piosenek, więc swój wkład miał także Jim Sullivan. Całość utrzymana jest w klimacie Chas & Dave – typowa londyńska biesiada, a choreografia niewiele robi, by wyjść poza ten schemat. Niektóre numery muzyczne z trudem budują napięcie. Perełką jest jednak nowa piosenka „The Girl”, zaśpiewana znakomicie przez Diane Pilkington (Raquel) – to jeden z niewielu wzruszających momentów w spektaklu. Szkoda tylko, że Pippa Duffy jako Cassandra pojawia się na scenie tak rzadko. Dodajmy do tego prolog z „O Fortuna” (który nie ma sensu, dopóki Rodney nie patrzy w oczy swojego siostrzeńca Damiena – a ten w tej wersji nie jest jeszcze nawet na świecie), motyw przewodni z serialu (który uporczywie zostaje w głowie), „Lovely Day” Billa Withersa, „Holding Back the Years” Simply Red oraz energetyczne „Margate” z repertuaru Chas & Dave – i okazuje się, że w drugiej połowie mamy sporo wypełniaczy. Wiele piosenek wydaje się wepchniętych na siłę, by każda postać miała swoje pięć minut; „Gaze Into My Ball” Triggera jest wręcz dziwaczne, podobnie jak numer Boycie’ego i Marlene o plemnikach walczących o poczęcie upragnionego dziecka. Decyzja o pozostaniu w epoce, w której osadzony był serial, jest słuszna, ale czyni to musical nieco staroświeckim. Jeśli szukacie stereotypów, znajdziecie ich tu całe stragany; jeśli szukacie subtelności – trzymajcie się z daleka, to nie jest propozycja dla Was!

Zignorowanie fali miłości i sympatii płynącej z widowni w stronę sceny byłoby jednak błędem i właśnie dlatego gorąco polecam ten spektakl każdemu fanowi serialu. Ma on bardzo konkretną grupę docelową i został stworzony przez fanów dla fanów. Turyści mogą nie do końca zrozumieć ten unikalny, brytyjski fenomen, ale mam nadzieję, że rodzima widownia zapewni mu długi żywot na West Endzie. Gdyby wyciąć parę piosenek i nieco skrócić scenariusz, byłby to murowany hit trasy po całej Wielkiej Brytanii. Mimo moich uwag krytycznych, bawiłem się świetnie dzięki fenomenalnej obsadzie.

ZAREZERWUJ BILETY NA MUSICAL ONLY FOOLS AND HORSES

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS